Zaczyna się tak niewinnie, śmiechy, hihy, luźne rozmowy o tym czy tamtym. Chwile refleksji, zadumy. Wkręcasz się coraz bardziej, masz ochotę na więcej, jednak nagle czujesz, że jesteś zmęczony. Energia znika, coś kuje w środku. Jeden strzał, drugi, kolejny. Trzymasz się, bo możesz spokojnie usiąść na łóżku. Jesteś sam. Serducho wali mocniej, ciśnienie się podwyższa. Otwierasz okno. Muszę złapać trochę powietrza.
Nie ma rozwiązania, nie ma dobrego wyjścia. Patrzysz na zegarek. Późno. Zbyt późno.
Wyłączasz wszystko i padasz. Zamykasz oczy, śnisz, tylko niekiedy ruchy twego ciała Cię budzą… jakieś nerwy. Nad ranem skurcz. Boli. Wydaje Ci się, że nie podołasz. Minęło.
8.00 budzik wydziera się niemiłosiernie. Wstajesz patrzysz w lusto-oczy podpuchnięte.
Nie masz sił. Czujesz się jakbyś wczoraj brał udział w jakimś maratonie. Wycieńczenie ciała. Dusza skatowana.
Niestety przegrałeś.




taka mała historyjka
budze sie rano, ide do łazienki, staje przed lustrem i normalnie chcę dzwonic po policję bo jakiegoś przystojniaka zobaczylem w lustrze… :)
taki żart