Nie przepadam, za tzw. Sylwestrem. Koniecznie musisz gdzieś sie bawić, najlepiej wyjechać w góry, nad morze, teraz tak modnie jest wyjechać poza granicę np. do Meksyku.
W sumie po co? Tłumy ludzi, ścisk jak w puszce sardynek, mało przyjemności wszystko diabelnie drogie i jakoś mało naturalne.
No ale tkwimy w takim postanowieniu, ze jakoś zawsze staramy sobie zorganizować ten wieczór poprzedzający Nowy Rok, no bo wypada, trzeba, bo co powiesz znajomym jak wrócisz do pracy na uczelnie…że siedziałeś przed telewizorem i oglądałeś Dirty Dancing po raz dwudziesty?
W tym roku wybieram się do znajomych. Nie chce mi się iść, choć mam ochotę pogadać z kilkoma osobami, których dawno nie widziałam…
Może właśnie o to chodzi w ten wieczór?
Kiedyś, bardzo dawno usłyszałam takie piękne zdanie:
Twoje życie jest w kolorze, które ma Twoja wyobraźnia.
A jaki kolor ma Twoja?
Życzę wszystkim bliskim, by potrafili odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Buźka






