Już zbliża się noc. Słupek rtęci rośnie.Powinnam już leżeć w łóżku!
A mnie w głowie tylko ten sen…
Ubrana w jednoczęściowy strój kąpielowy, zadowolona po intensywnym pływaniu w jeziorze, w okolicach wsi o nazwie Bezimienna, przemierzam spokojnym krokiem drogę.
Alejka staje się nieco ciemniejsza, lampy jakby odymione, w oddali widzę wyłaniające się dwa cienie. Rodwailery.
Myślę… co one tu kurwa robią! Bez smyczy, bez kagańca!
Jak będą biec do mnie to stanę na twardziela, jak nie mają złych zamiarów też staną.
W końcu w dzieciństwie, tyle nerwów się nazjadałam, wracając do domu ciemną ulicą Ludwikowską z plecakiem wypchanym nutami. Trochę to trwało zanim te kundle bezpańskie, dobermany co znalazły dziurę w płocie mnie zaakceptowały. Ale się udało.
Więc, zdecydowana reakcja:” STAJE!”. Ten dalej znajdujący się, zatrzymał się na chwilę, jakby zawahał. Kurwa! Co jest?! Pierwszy biegnie! Nie słyszę szczekania, jakby ktoś im włączył opcje mute. Nie waham się. Łapę go za pysk.Jezu, co ja robię, przecież nigdy bym tak nie zrobiła. Nie ugryzł. Ale nie daje za wygraną.
Widzę, jak drugi jest już blisko.
Krzyknę! Przecież po drugiej stronie jest dużo ludzi, cały dzień z nimi spędziłam usłyszą mnie, jest nawet kilku moich znajomych.
Próbuje wydać głos, nie mogę. Za słaby. Fuck! Co jest?
S…p..o…k..o…j..n…i…e… tylko S…p..o…k..o…j..n…i…e…
może skoczyć do wody?
Nie!!! Dziewczyno oszalałaś?
B…e…z..n..a…d..z..i..e..j…n..y pomysł.
Zawsze o tej porze tutaj było tyle ludzi…
Trzymam mocno szczękę jednego. Drugi dobiega…
słodkich snów



