Udowodniono, że w dziewięciu przypadkach na dziesięć spór kończy się tym, że każda ze stron przekonana jest bardziej niż kiedykolwiek o własnej racji.
Mimo to kłótnia jest zawsze twoją przegraną.
Dlaczego?
Ponieważ jeśli przegrasz, to przegrałeś, a jeśli wygrasz, to i tak przegrałeś.
Przypuśćmy, że zatriumfujesz nad innym człowiekiem, obracając w gruzy wszystkie jego argumenty.
Udowodnisz mu, że jest non compos mentis. l co wtedy?
Ty poczujesz się świetnie. Chwilowo. A twój rozmówca? Pokażesz mu jego niższość, zranisz jego dumę i spowodujesz, że obrazi się za twoje zwycięstwo. Poza tym — “Kto poległ w kłótni wbrew swej woli, Opinii swojej nie odstoi.”
B.Franklin napisał:
“Jeśli wdajesz się w spory, dyskusje i kłótnie, możesz czasem osiągnąć zwycięstwo. Ale będzie to zwycięstwo próżne, ponieważ nigdy nie pozyskasz dobrej woli swojego oponenta.”
Zastanawiam się czasem, o co chodzi w tym wszystkim, że wdajemy się w głupie gadanie, dyskutowanie o czymś, co potem i tak sprawia, że zamiast być lepiej, odczuwasz, że na pewno NIE JEST LEPIEJ.
Chcesz akceptacji tych wszystkich, na których ci zależy? Chcesz uznania dla twojej prawdziwej wartości? Tęsknisz za poczuciem, że jesteś naprawdę ważny w swoim małym świecie?
Jest jedno niezmiernie ważne prawo ludzkiego zachowania.
Jeśli postępuje się zgodnie z nim, nie powinno się czuć takiej niezgodności myśli.A każdy przypadek złamania go, postawi nas przed kłopotami ciągnącymi się w nieskończoność. Prawo to mówi: Zawsze sprawiaj, by inny człowiek czuł się ważny.
Trzeba zdać sobie sprawę z tego, jak głęboka jest nasza żądza poczucia ważności, poczucia, że ktoś cię szanuje, ceni, za to kim jesteś, co robisz, jak czujesz.
Mnie przychodzi tylko jeden wniosek do głowy w jaki możemy zwyciężyć w kłótni, a mianowicie trzeba jej unikać.
Unikać jak grzechotnika i trzęsienia ziemi.



