Wpisy z miesiąca Sierpień, 2008

“Życie [...] – to tylko wąziutki zakres częstotliwości w nieskończonym polu energii nieskończonej ilości pasm częstotliwości.”

Spakowany plecak w 30 min, w jednej ręce torba, w drugiej wiolonczela. Wskakuje w samochód. Dosłownie. Ford galaxy, to wysoki samochód, jak na mój wzrost. Trzeba wskakiwać.
Za to wiolonczelka takich luksusów nie miała nigdy.
Pokonujemy 750km…(chyba tyle, autobusem wychodzi ponad tysiąc).

Pobudka 10. Śniadanko polsko-niemieckie.
Wyjmujemy z piwnicy rowerki i pedałujemy nad Altstadt:)


Wieczorem spacer po St. Pauli. Chłopaki, tylko nie zostawiajcie mnie tutaj!
Lody, czekolada- ta najlepsza z całymi orzechami laskowymi,piwko zbożowe na przemian z wódką, żeby się nie nudziło:)
Gapię się na wielką puchatą kulkę, przeciągającą się po pokoju.
Zawsze koty mnie intrygowały…

Was? What? Wszystko mi się w głowie myli. Jaj!
Całe życie z wariatami:)

Tylko Tutti Frutti zostały…
No i trochę słodkości. W każdym wymiarze:)
Super! Nie ważne w jakim języku, znaczy to samo.

Gdzieś w centrum miasta, które tkwi w każdym z nas, leży cmentarz starych miłości. Szczęściarze, zadowoleni ze swojego życia i z tego
z kim je dzielą, przeważnie o nim nie pamiętają. Nagrobki są wyblakłe lub powywracane, trawa nieskoszona, wszędzie plenią się jeżyny i dzikie kwiaty. U innych miejsce to wygląda dostojnie
i schludnie jak cmentarz wojskowy. Kwiaty podlano i ułożono, wysypane tłuczem ścieżki są starannie zagrabione. Widać ślady częstych odwiedzin.
Cmentarz większości z nas przypomina szachownicę. Niektóre pola są zaniedbane albo wręcz leżą odłogiem. Kto by sobie zawracał głowę nagrobkami – czy też miłościami, które pod nimi spoczywają? Nawet nazwiska zatarły się w pamięci. Inne groby pozostają jednak ważne, choć byśmy niechętnie się do tego przyznawali. Odwiedzamy je często – prawdę mówiąc – zbyt często. Nigdy nie wiadomo, jak się będziemy czuli po wyjściu z cmentarza: czasem będzie nam lżej, czasem ciężej na duszy. Nie sposób przewidzieć w jakim nastroju będziemy wracać do domu teraźniejszości.

Jonathan Carroll

Zniknął.
Może gdzieś poleciał, wyleciał, wleciał…kto to wie.
Więc szukamy.
Może w nosie, może w uchu…słuchaj…daj no włosa, może tam się schował.
W tle Radio ŻEL PCR, może za dywan wleciał, może w kubku PIRATA jest!?!

Gestapo krąży, patrząc swoimi wszędobylskimi oczami, ręce założone do tyłu, czujesz oddech nieumytych zębów spod ramienia…uff… poszła.

RER cichutko coś szepcze swojemu Panu.
A Pan Pierdoła mota się przy każdym pytaniu. Po co ma odpowiadać, jak już wie gdzie nasz pGEM jest.
No przypomnij sobie, gdzie włożyłeś pGEM-ka?

On teraz świetnie się bawi, tańcząc Tango,
a My…Słodziaki
walczymy z d……..

Słodziakom