Wpisy z miesiąca Grudzień, 2008

życzę sobie bym dała radę nowym wyzwaniom, bym więcej się uśmiechała, tylko niekiedy smuciła, bym dbała o najbliższych i nie zapominała o przyjaciołach.
Niech mój numer telefonu będzie dla najbliższych jak “telefon zaufania” – dostępny przez 24 godziny.
Niech serce zacznie bić szybciej a każda cząstka mojego ciała zostanie dotleniona tak by czuć się pięknie, cudnie, wspaniale.
Chcę być potrzebna i czuć, że inni potrzebują mnie.
Chcę być kochana i by ktoś pokochał mnie. Tak mocno z całych sił…no przesadziłam. Tak mocno może nie, bo to nie do zniesienia.
Chcę grać, grać, grać, grać! Zdobyć Nobla i znów grać, to w zespole /tak tym/, orkiestrze /tej i innej/, teatrze /tak Twoim/, biegać w piżamie w biedronki, pić herbatę w ulubionym kubku i czuć, że wszystko to dopiero przede mną!

TOBIE – KTO TU ZAGLĄDA I NIE ZAGLĄDA,
KTO JEST PRZYPADKIEM,
KTO MNIE NIE ZNA I KTO MNIE ZNA
ŻYCZĘ BY TWOJE OSOBISTE ŻYCZENIA SPEŁNIŁY SIĘ

Muszę to zanotować na przyszłość:
12 grudnia – zwrot
17 grudnia – próba
18 grudnia – walka
19 grudnia – mętlik
20 grudnia – mętlik jeszcze większy, podchodzące trochę pod paranoję
21 grudnia – decyzja o szaleńswie

Myślałam, że człowiek im starszy tym bardziej boi się nowości, niepewności, niestabilności, niejasności, niebezpieczeństwa, spontaniczności, wariactw…

Dziś decyduję się na coś, co zmieni moje miesiące diamertalnie. Porywam się. Mam nadzieję, tylko, że przeżyję – dosłownie. Jak będzie bardzo źle, wystawię na blogu swój numer konta bankowego.

Nie potrafię wyobrazić sobie nic z tego, co będzie za kilkanaście dni. Kurczę, chyba mam stracha. No ale…kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje.

Ostatnie dwa dni, są niepowtarzalne! Dzieją się niewiarygodne rzeczy, wręcz niesamowite. Słów mi brakuje by opisać, co czuję! Nie wiedziałam bowiem, że od momentu wstania z łóżka do momentu położenia się ponownie do niego, można popaść w takie paranoje! Tyle gówna ciągnie się na tych chodnikach, nie da się czasem tego ominąć. A kto by chciał się kurwa oblepiać czymś śmierdzącym? Podobno takie gówno jest potrzebne, gdyż człowiek staje się mądrzejszy, silniejszy, jak to pięknie piszą…zaraz sprawdzę…
gówna budują pewność siebie i wyzwalają to, co w nas najlepsze.

Dobre…

Ostatnio poza tym, nic innego do mnie nie dociera.
Żałuje tylko, że mogę umieścić tylko fragment.

Henryk Mikołaj Górecki – III Symfonia Pieśni Żałobnych op.36
Lento, Sostenuto tranquillo ma cantabile

Koncert. Ok. Brak tego co w duszy, brak melodii, dźwięku, przestrzeni. Mogłam pomarzyć, lewitować w dźwiękach tego co chciałam. Starzy znajomi…, nic nie zmieniło się. Kto chciał się spotkać, spotkał się, kto chciał spotkać pogadać, pogadał. Ogólnie, zaskakuje mnie to, że ludzie którzy powinni się kochać, udają, tłumią to. Zamiast znikać, są.. Siedzą bez sensu,w tłumie osób, zamiast leżeć obok siebie i ładować się. Inni uważają, że spotkanie po latach warte jest konsumpcji. Ostro. Powiem krótko. Reszta…czeka…na sposobność, coś próbuje, coś nie! SZOK! Wniosek: Nie wolno wychodzić samemu w miejsce publiczne, artystyczne jakiekolwiek… bo patrzenie na KOBIETĘ SAMĄ – PEŁNĄ POMYSŁÓW, BEZPOŚREDNIOŚCI, BYCIA SOBĄ – to zbrodnia! Bo My kobiety- w pewnym momencie życia- przestajemy być postrzegane jako KOBIETY- tylko jak…

no właśnie PANOWIE, jak?

“Miasto” znów atakuje! Ciekawe, czym tym razem mnie zaskoczy!

Miałam koszmar. Ale jaki?! Nikt nie uwierzy, śniły mi się studia! Poważnie i to jakiś ciężki czas, bo jak się zerwałam to potem długo musiałam sobie tłumaczyć, że to było kiedyś:) Ubawiło mnie to nieziemsko, tym bardziej, że nigdy w takiej tematyce “koszmarów” nie miałam.
Chciałam się pochwalić:) Chyba coś ruszyło z moją wyobraźnią, bo zaczynam znów śpiewać drugi, trzeci, piąty głos do jakiejkolwiek melodii, grać na pianinie bez nut i nawet harmonicznie wychodzi! Uff…już się bałam, że to gdzieś zginęło bezpowrotnie. Teraz tylko trzeba to uporządkować i może będzie kiedyś pięknie! Lecem. Warszawa czeka.

Ludzie w życiu popełniają błędy. A to na nieodpowiednie studia idą, zadają się z nieodpowiednimi ludźmi, wiążą się z nieodpowiednimi partnerami/cokolwiek, miałoby to znaczyć/, dużo by wymieniać.
I w sumie, to każdy z nas musiał przeżyć choćby jedną z tych “nieodpowiednich” sytuacji. Wydaje się, że niby to nic wielkiego, przecież wszyscy tak mają.
Jednak nikt nie pomyśli, co potem? Przecież, to coś “nieodpowiednie” nie znika od tak. To nie jest jak z podartymi spodniami, że je wyrzucamy do kosza i się ich pozbywamy.
Po dniach, miesiącach, latach, zauważamy, że to coś “nieodpowiedniego” popierdoliło nam głowy, myślenie, patrzenie. Mówimy: “jestem wolna/y”. Taa….gadanie. Ogłupianie samego siebie. Największym błędem życiowym jest tkwienie w tym popierdolonym myśleniu, które ktoś, czy coś nam zaserwowało. I mimo, że już tego nawet nie ma, to ciągle potrafi zabrać tyle energii. Niepotrzebnie. Tak łatwo jest komuś- czemuś, zabrać, ukraść wiarę, siłę odwagę. Tak trudno wyzbyć się kompleksów, udolności, niedoskonałości, którą ktoś czy coś nam wpoiło do głów.

Po co paplać, po co tkwić w słowach z przeszłości, obwiniać się, że czegoś się nie zrobiło, ktoś czegoś nie zrobił. To nie tak. Zawsze trzeba pamiętać o wadze słów. Gniew, złość, zazdrość, zawistność, obawa, strach, utrata zaufania do ludzi, do człowieka, do świata. Nie warto. Nie pozwól sobie na coś takiego. Nie pozwól by ktoś inny manipulował Twoim życiem. Manipulatorem swojego życia możesz być tylko i wyłącznie TY. Nikt inny. Jeśli ktoś nie rozumie tego, nie jest wart, by kroczyć przy Tobie i patrzeć jak kreujesz swój niepowtarzalny Świat. Nie pozwól by jakiś wirus wniknął w to co osiągasz i kradł Ci Twoją duszę, serce. Słowa, te głupie słowa. Niby nie słuchamy, a one zostają, czasem na tak długo, niekiedy na zawsze.
Jak to powiedział kiedyś David Gilmour: ” Słowa muszą znaczyć, a poszukiwanie właściwych trwa”.