Koncert. Ok. Brak tego co w duszy, brak melodii, dźwięku, przestrzeni. Mogłam pomarzyć, lewitować w dźwiękach tego co chciałam. Starzy znajomi…, nic nie zmieniło się. Kto chciał się spotkać, spotkał się, kto chciał spotkać pogadać, pogadał. Ogólnie, zaskakuje mnie to, że ludzie którzy powinni się kochać, udają, tłumią to. Zamiast znikać, są.. Siedzą bez sensu,w tłumie osób, zamiast leżeć obok siebie i ładować się. Inni uważają, że spotkanie po latach warte jest konsumpcji. Ostro. Powiem krótko. Reszta…czeka…na sposobność, coś próbuje, coś nie! SZOK! Wniosek: Nie wolno wychodzić samemu w miejsce publiczne, artystyczne jakiekolwiek… bo patrzenie na KOBIETĘ SAMĄ – PEŁNĄ POMYSŁÓW, BEZPOŚREDNIOŚCI, BYCIA SOBĄ – to zbrodnia! Bo My kobiety- w pewnym momencie życia- przestajemy być postrzegane jako KOBIETY- tylko jak…

no właśnie PANOWIE, jak?