Wpisy z miesiąca Luty, 2009

Czy pamiętacie Dominika Połońskiego? Jeszcze parę lat temu jego nazwisko i nagrania pojawiały się często w Dwójce. Za każdym razem słuchając jego gry na wiolonczeli nie miałem wątpliwości, że słucham prawdziwego mistrza. Później nagle zapadła cisza i nikt już nie mówił o Panu Dominiku. Byłem zdziwiony, dlaczego tak się stało.
Przypadkowo, całkiem niedawno, wpadła mi w ręce “Polityka” nr 43 z 28.10.br. a w niej reportaż red.Doroty Szwarcman i oto co przeczytałem:

“Dominik Połoński, wiolonczelista, 29 lat. Paszport “Polityki” za 2002r. Kilka wygranych konkursów, w tym trzy międzynarodowe. Cztery operacje raka mózgu. Miał być na wózku do końca życia. Dziś chodzi samodzielnie, prawą rękę ma sprawną, lewą uruchamia. Na powrót do grania daje sobie dwa lata.
Muzyka była jego życiem – grał po 12 godzin dziennie. Odnosił sukces za sukcesem. 15 maja 2004r. miał zainaugurować festiwal w Łańcucie. Tydzień wcześniej w nocy dostał ataku epilepsji. Tomografia wykazała guza mózgu o średnicy 6 cm i drugim stopniu złośliwości. Lekarze dawali mu od kilku miesięcy do trzech lat życia.
Operowano go natychmiast. Dwa razy, bo wadliwie umocowano dren i wywiązały się powikłania. Potem wyczerpująca radioterapia i chemioterapia zakończona w styczniu 2005r. Jeszcze wtedy liczył na powrót do normalnego życia; dał nawet koncert w Filharmonii Białostockiej. Ale to był jego ostatni występ.
W lutym miał trzecią operację odrodzonego, już niezłośliwego guza (złośliwe komórki usunęła wzmocniona radioterapia). Jednak wciąż miał zawroty i tracił czucie w lewej stronie ciała. Musiał zacząć chodzić o kulach. W maju posłano go do sanatorium podejrzewając, że te objawy są efektem uszkodzeń po poprzednich operacjach. Ale to był nowy guz.
W czerwcu odbyła się czwarta operacja. Najgorsza. Guz wielkości 8 cm wycieto z częścią prawej półkuli mózgowej. Paraliż lewej strony ciała. Czarna dziura bez wyjścia. Jednak po pewnej nocy, którą Dominik spędził na słuchaniu “Das Wohltemperierte Klavier” Bacha w wykonaniu Glenna Goulda, poczuł, że jego lewa noga wraca do życia…”.

Co było dalej – przeczytajcie sami. Artykuł jest świetnie napisany i bardzo poruszający.
http://www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3350569

W 2004 ciężko zachorował na chorobę nowotworową, w wyniku czego zmuszony był przerwać karierę. Po długiej rehabilitacji powrócił na estradę 18 stycznia 2009 roku, dokonując w Warszawie prawykonania Koncertu wiolonczelowego na prawą rękę Olgi Hans, która napisała ten utwór specjalnie dla niego.

Obejrzyjcie ten filmik, poruszający do łez…

Koncert z udziałem Dominika Połońskiego odbędzie się w Łodzi
15 maja 2009 roku w Filharmonii Łódzkiej.
Koncert zatytułowany: “CIEPŁO – ZIMNO” zostanie zaprezentowany w ramach cyklu koncertów muzyki współczesnej: “CONTEM.UCHA”
http://www.myspace.com/contem_ucha


Jakby ktoś chciał poczytać więcej:

Rozmowy z Dominikiem:
http://www.polityka.pl/on-bedzie-gral-milosc/Lead10,646,196543,1/

http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead30&news_cat_id=1361&news_id=7911&layout=16&forum_id=235&fpage=Threads&page=text

konkurs L A U R E A C I

I Philip HIGHAM Wielka Brytania
I Luka ŠULIĆ Chorwacja
II Georgi ANICHENKO Białoruś
III Janina RUH Niemcy

A tu mała próbka twórczości Lutosławskiego:

W skrócie: dużo się dzieje.
Dziś nagrywałam swoją violę :) Jestem zachwycona! Może niekoniecznie moim wykonaniem, ale tym, ile pomysłów nagle mi się pojawiło w głowie. Kurcze…no kawałek ładnej melodii wyszło :]
Póki co mam nagranie bardzo surowe i mam nadzieję, że po obróbce i dodaniu wokalu zabrzmi to tak jakbym chciała.
Jak na to, że żaden z tych utworów nie grałam tak na próbie, jak na nagraniu; nagrywanie trwało zbyt krótko…niestety; i wyszło, że cały czas szyłam nowe rzeczy – to w sumie nie ma dużo fałszów ;)

Hehee… podoba mi się.
Podoba mi się jak gram ! :)))))))))))))

Taka dygresja…
Jadąc metrem, pomyślałam co by się stało, jakbym na przykład złamała rękę, albo coś nie pozwalało mi grać, już nigdy…*
Nie wiem skąd takie myśli, ale przyszło do głowy, więc się dzielę.
No właśnie…co by się stało…

dziś dotarło do mnie, że
moim powietrzem jest muzyka – Moja Muzyka

* już nigdy nie byłabym taką osobą jaką teraz jestem

Dzięki Ci za to, że gram !!!

Weekend- rewelacja!
Odmóżdżający, pełny wrażeń i energetyzujący na maxa!
Mimo, że moje mięśnie są obolałe, nogi w siniakach to dawno tak świetnie się nie czułam jak dziś! Dotleniona i z wielgaśnym uśmiechem zachęcam na narty!

smile

Mam niewiarygodną zdolność przystwarzania sobie problemów:)
Myślę, że za to powinnam dostać NOBLA!
Jeśli tylko poczuje choćby chwilę nudy, albo stwierdzę, że już mam czym się zajmować, to i tak potrafię wymyślić tyle dodatkowych zajęć, że potem siedzę na łóżku i płaczę do poduszki, że nie mam siły!

To chyba jest choroba. Nieuleczalna.
Nie nazwałam jej jeszcze, ale sądzę, że warto.

Zatem co tym razem?
Nie ogarniam wszystkiego. Lab, próba jedna, druga, piąta, lab, zespół piąty, dziesiąty, spotkanie, tłumaczenie, kombinowanie, pranie po nocach, nic nie jedzenie /ale nie dlatego, że się odchudzam, albo nie chce mi się robić – może kiedyś się zdobędę, żeby napisać czemu – teraz nie jem/- hehee…nie jem…ale 4 pączki wciągnęłam! :P Znów zmieniłam temat.
W ciągu niecałych dwóch dni zdecydowałam się pojechać na narty!
I nie ma w tym nic dziwnego, bo nie takie rzeczy się robiło w szybkim tempie, gdyby nie fakt, że nart nigdy nie miałam na nogach, nie mam sprzętu, odzieży i wybieram się z ludźmi których widziałam dwa razy na próbie :]

Sprzęt wypożyczę, spodnie albo pożyczy mi znajoma, albo kupię. Wprawdzie mam tylko czas do jutra, a w sumie do dziś, do jakiejś 16, bo o 17 wyjeżdżamy, a pracuje jeszcze. Znalazłam już na to rozwiązanie;)…w labie zawsze znajdzie się czas, kiedy próbka np. inkubuje się 2 godziny ;) Oby tylko jutro znalazła się taka…

Zatem weekend w Szczyrku.
Żebym tylko:
nie połamała sobie rąk,
nóg,
nosa,
nie powybijała ząbków i przede wszystkim
nie zgubiła gdzieś na stoku swojej małej blond główki!

długi dzień.
9:00 – lab. W labie sama bez mojego “nauczyciela” i nieco szkoda, bo dość szybko się uporałam ze wszystkim i jak to zwykle zaczęłam mówić: “nudzę się…”. Dobrze, że szefowa tego nie słyszy, zaraz by mi zaprojektowała nowe doświadczenie ;)
Potem próba. Moja druga próba w engineerband. Mimo, że mało ludzi było, to podobało mi się. Miałam czas poznać dokładniej kilka utworów. Próba do 22. Na piechotkę wróciłam, śnieżek padał i w sumie cieszyło mnie tylko to, że założyłam na tę drogę buty górskie. Mogłam chodzić po zaspach, nic nie przemakało i nie martwiłam się, że zaraz pofrunę na chodnik z wiolką.
Uff..dotarłam do mieszkania i na ” dzień dobry” a w sumie “dobry wieczór” spotkałam sąsiadkę. Szybko zrobiłyśmy kawkę, włączyłam Beck i zaczęły się pogaduchy. A teraz jest już prawie 2 i nadal nie śpię. A jutro znów lab, próba – tym razem sekcyjna, a potem…a potem zobaczę jutro.

Już wiem, czemu nie mogę zasnąć…
Czy ja nie piłam kawy o 23?
dobranoc

Kobieta nerwowa jest o tyle interesująca, o ile tę nerwowość udaje. Skoro naprawdę nerwy w niej się rozpętają, staje się tym, co ludzie tak wykwintnie nazywają – piłą.

Józef urodził się 12 lutego 1909 roku.
Pewnie od małego był bardzo uparty, bo podobno charakterystyczne cechy wyostrzają się na starość, a On uparty jest bardzo. Uwielbiałam jeździć do Niego na wieś, czuć zapach drewna, kiedy robił krzesło, stolik, komodę…
Cięty język, uwielbia śpiewać. Teraz może rzadziej to robi, ale jak śpiewał, to było Go słychać na całym podwórku. Wariat, chyba kochliwy, bo jak miał ponad 80 lat, to chciał się ożenić ;)Jako jedyny w rodzinie mówił, że jestem “muzykantem”:). Nadal mówi. Nadal we mnie wierzy tak mocno, jak kilkanaście lat temu.
Józef. Mój dziadek.
Jutro obchodzi swoje urodziny.
Setne urodziny.

Kocham Cię dziadku

Właśnie tak. 9 lutego się urodziłam i doczekałam tego magicznego ćwierć wieku. Zatem co mogłabym napisać podsumowując… Nie ograniczać się, wierzyć w siebie, brnąć do przodu nawet jakby Ci się wydawało, że się cofasz i żyć!
Ktoś powie: “gadanie”…
No to w sumie, kolejny rok na karku nic się nie zmienia, oprócz tego, że sam sobie wymarzysz, że WŁAŚNIE TEN ROK, jest TWOIM ROKIEM.

Ja wiem…
To MÓJ ROK
Skąd wiem?
Udowodnie. Bez obaw.

a Twój kiedy będzie?
Wiem, że Wiesz i Czujesz…
Wystarczy Uwierzyć

Niekiedy z pomocą jest ciężko. Chciałoby się pomóc sobie, ale nie wie się jak. Próbuje się wtedy wszystkiego, wynajduje zajęcia, próby, wycieczki, baseny, szachy, gry, zakupy, szycie, oglądanie, bieganie, picie, palenie, czytanie…Wszystko, żeby myśleć nieco mniej. Żeby przynajmniej własny głos nie dotarł do Ciebie, bo wtedy byłoby…
Ok, pomoc sobie, to w sumie mała odpowiedzialność. Bo jeśli nawet, dzieje się krzywda, to tylko Tobie. Nie krzywdzisz nikogo obok. To tylko sobie samemu zadajesz rany kłute, szarpane – wszystkie chwyty dozwolone. Ale co zrobić, jak masz taką naturę, że nie potrafisz bezczynnie patrzeć, jak ktoś obcy potrzebuje pomocy?
Naturalnym odruchem staje się – pomaganie!
No i próbujesz, słuchasz, gadasz, kombinujesz. Nagle zamiast przystopować, idziesz dalej i zaczynasz działać, jakbyś miał sobie pomóc. Delikatnie podszczypujesz, potem mocniej szarpiesz, kłujesz, wyszarpujesz… Kiedy już nabierasz rozpędu, zaczyna przychodzić Ci do głowy, że nie o to Ci chodziło i całe to pomaganie komuś możesz najzupełniej w świecie wywalić do śmieci. Możesz zapomnieć o tym, że właśnie miałeś sprawić, by ktoś się uśmiechnął. Na pewno tego nie zrobił.
Ciężko pomóc sobie. Jeszcze ciężej komuś.
Za to mnie, chyba kiedyś, za mój “ostry język” powieszą i spalą na stosie.