długi dzień.
9:00 – lab. W labie sama bez mojego „nauczyciela” i nieco szkoda, bo dość szybko się uporałam ze wszystkim i jak to zwykle zaczęłam mówić: „nudzę się…”. Dobrze, że szefowa tego nie słyszy, zaraz by mi zaprojektowała nowe doświadczenie ;)
Potem próba. Moja druga próba w engineerband. Mimo, że mało ludzi było, to podobało mi się. Miałam czas poznać dokładniej kilka utworów. Próba do 22. Na piechotkę wróciłam, śnieżek padał i w sumie cieszyło mnie tylko to, że założyłam na tę drogę buty górskie. Mogłam chodzić po zaspach, nic nie przemakało i nie martwiłam się, że zaraz pofrunę na chodnik z wiolką.
Uff..dotarłam do mieszkania i na ” dzień dobry” a w sumie „dobry wieczór” spotkałam sąsiadkę. Szybko zrobiłyśmy kawkę, włączyłam Beck i zaczęły się pogaduchy. A teraz jest już prawie 2 i nadal nie śpię. A jutro znów lab, próba – tym razem sekcyjna, a potem…a potem zobaczę jutro.

Już wiem, czemu nie mogę zasnąć…
Czy ja nie piłam kawy o 23?
dobranoc