Ech…no i po przesłuchaniu szczerze powiem, straciłam ochotę na rozpisywanie się. Zmęczyłam się nieco, wróciłam bardzo późno. Dyrygent chciał, żeby pewne odcinki zagrać kilka razy, bo nie czułyśmy różnic w formach; ten utwór swingowany, ten inaczej artykulacje, ten elegancko, a tutaj bluesowo, sambowo … :)
No i wróciłam o 23, wszystkiego mi się odechciało. A dzisiaj z labu wzięłam tyle rzeczy by poczytać…Nic nie ruszyłam, ale może jutro (czyli dziś, bo już 1:30).
O czym ostatnio myślałam… hmm…o zbyt wielu rzeczach.
Opiszę może coś najświeższego.
Zatem: ŁÓDŹ.
Czuję się bardzo za Nią stęskniona. ZA wąskimi ulicami, kamienicami, tramwajami i sznurem samochodów. Kiedyś wydawało mi się, że w Łodzi jest tak tłoczno. W ten weekend odpoczywałam. Tyle spokoju tam, tyle parków, które znam od podszewki. Wiem gdzie iść na piwo, gdzie na gorfy, lody. Znam każdy kąt.
I przede wszystkim ludzie. W piątek Akademicka Orkiestra Politechniki Łódzkiej rozpoczynała kankanem YAPĘ 2009. Dawno nie czułam się taka upojona towarzystwem, otoczona ludźmi którzy mnie znają i na których można liczyć po wsze czasy. Było po prostu cudownie, pięknie. Mój kumpel Andrew, powiedział mi, że tacy ludzie jak My wracamy zawsze jak bumerang, nieważne gdzie byśmy nie byli, bo łączy Nas to co kochamy – muzyka.
Takie chwile powodują, że człowiek wie, po co żyć. Wie, że są ludzie, którzy zawsze będą i zawsze będziesz się z nimi dobrze czuć. Bo nawet jak już by nie dało się rozmawiać, to zawsze pozostaje muzyka. A muzyka nie wymaga słów. To tak jak z miłością, ona też nie wymaga słów. Albo jest, albo jej nie ma.
Łódź minęła. Bardzo mnie ciekawi, czy kiedyś jeszcze wrócę do niej tak na dłużej. Przyszłość zweryfikuje.
Teraz jestem w nowym miejscu, układam swoje klocki od nowa, co nie jest łatwe. Mimo chwil zwątpienia, słabości, braku sił, samotności wszelakich form, mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że spotykam tu niezwykłych ludzi. Ludzi wyciągających pomocną dłoń, pokazujących nowe miejsca, inspirujących i zaskakująco ufnych. Niewiarygodne jest spotykać w swoim życiu ludzi, którzy patrzą na Ciebie z zaufaniem, łagodnie spoglądając na Twą twarz, przeprowadzają Cię przez kolejne nowe ulice, zerkając czy nie nadjeżdża jakiś samochód z nad przeciwka.
Energetyzują Ci ludzie wokół mnie!
Poza tym, zauważyłam coś naprawdę niezwykłego. W momencie, kiedy pojawiłam się w Warszawie, nie ma tygodnia by ktoś mnie nie odwiedził. Jak nie ktoś bardzo bliski mojemu sercu, to kumpela, trzecia, piąta, kumpel, jeden, drugi. Nigdy w życiu nie miałam takich częstych odwiedzin! W tym tygodniu np. odwiedza mnie moja kumpela z czasów licealnych. Teraz mieszka w Krakowie.
Jak mocno zaskakuje mnie otwartość tak jeszcze mocniej wszystko na co zdecydowałam się zaledwie 3 miesiące temu, wydaje się być słuszne i ogarnia mnie wielka radość.
Ważne w życiu jest rozwijać się, a robię to całą sobą, ale najważniejsi są ludzie. To oni nadają barwę Twojemu istnieniu.
Ja już wiem, że są osoby, dla których nie jestem obojętna.
Dla których “coś” znaczę…
… moi aniołowie. Ba ! Cały Orszak !!! :)