Wiele rzeczy ostatnio mnie intryguje. W sumie jak by się dobrze przyjrzeć, to bardzo często mnie coś intryguje, choć określenie „intryguje” można podporządkować do tak wielu sytuacji…a każda jak na złość, jest zupełnie inna. Jakby miała inny stopień intrygowania :] heh…to wyjaśniłam…

Obiektem moich intrygujących myśli jest fakt, robienia „czegoś”. Chodzi o pracę, naukę, szkołę, zajęcia dodatkowe,sport, myślenie, chodzenie, bieganie, spanie … wszystko co związane jest z aktywnością. Nieważne jaka forma. Aktywność. Po prostu.
Zatem zauważyłam, że można sobie zrobić taki podział, na tych to wiecznie nie mają czasu i tak faktycznie jest; co mają czas zawsze i tak też jest faktycznie; i na tych co mówią, że nie mają czasu choć tak naprawdę jest inaczej.
No właśnie, od czego to zależy? Tak wiem..od człowieka, od potrzeb itd… no ale nic nie robienie nie może być ciekawe, bo kiedyś wcześniej czy później może naprawdę się znudzić takie „nic”. A znów mówienie o tym, że się dużo robi, a w sumie to się nie robi za wiele? Czemu niektórzy mówią inaczej a robią inaczej? Bo to trudne zrobić to co się mówi? czy może ciężko mówić, że się nie robi czegoś, dlatego mówi się, że się coś robi…
Trudne do załapania te moje dywagacje, ale to mnie intryguje w ludziach. Niezrozumiałe zupełnie. W sumie najjaśniejsza dla mnie sytuacja jest wtedy, gdy ktoś robi coś, w mniejszym, czy większym stopni, ale kiedy czujesz, że robi. Co jak słyszysz, że ktoś planuje coś zrobić, mija np. rok, spotykasz kogoś i znów ten ktoś mówi, że właśnie planuje zrobić to „coś”, co chciał zrobić rok temu…to co wtedy myśleć?