Jest 5 rano. Nie śpię. Za oknem świt. Weekend intensywny. W Józefosławiu na zgrupowaniu TEB (The Engineers Band). Co się robi na takim zgrupowaniu? Ano gra, ćwiczy, piłuje nowe utwory. Lubię takie wyjazdy, choć zabrakło mi większej ilości grania…W sumie nie wiem czemu, jak próby były od rana do wieczora. Może mam jakiś głód wiolonczelowy albo coś innego…
Ogólnie pozytywnie, szkoda tylko, że dość kiepsko się czułam wczoraj i niestety wieczór spędziłam już w swoim łóżku nafaszerowana tabletkami od migreny. Herbata. Łóżko. Koc. Przeszło. Tylko spać nie mogę.
Rozbudziłam się. Czasem tak jest, że coś, bądź ktoś wywołuje w Tobie tyle energii, że ciężko jakoś to opanować. Napisałabym – „zaskakujące”, ale przecież to normalne. Choć jakby się przyjrzeć temu z bliska, nie wygląda to „normalnie”. Taki guziczek wkręcająco – napędzający się włączył, poczucie braku granic i wyjątkowej swobody. Dużo by pisać,a obiecałam sobie nie zastanawiać się nad tym. Nie warto. Tylko, co…? Uznać „nienormalność” za „normalność” ? W sumie czym jest „normalność” ?
Może jednak pójdę spać. Sen jest dobry na wszystko.
Dobranoc
A może już…dzień dobry!