Ciężki stan tego serca. Bije, ale mocniej nie potrafi. Chce, ale nie ma sił. Jakby wokół wszystkie naczynia się zwęziły i nie dopuszczały do siebie. Niekiedy w ogóle przestaje już bić, nie chce bić. Podobno, jak często bije nierówno, to bardzo boli. Ściska w pół, jakby krew lała się strumieniem. No ale przecież to niemożliwe. I działa sobie takie serce, niekiedy czuje jakieś ciepło, czuje coś, co wydaje się jakieś bezpieczne. Czuje się wtedy cudownie. Skacze, bije, tętni! Pewnego dnia jedno z serc przypomina sobie historie. Dawno temu inne bicia serc opowiadały, że niekiedy zdarza się tak – a podobno zdarza się to raz na milion lat – że  dwa serca spotykają się, przyciągają i ładują jak akumulatorki. Zlizują blizny przeszłości, budują mosty przyszłości. I czują wir tętniącej krwi… Niestety często tak jest, że ich szczęście jest połowiczne, gdyż nie dane im odnaleźć siebie. Czują siebie, są blisko i biją mocno, ale mieszkają na innych biegunach życia.Widzą się, są na wyciągnięcie swoich naczyń, jednak połączyć się nie mogą…

Słyszano, że w innych rejonach, są serca, które wyciskają z serc innych cały krwowitaminowy sok i porzucają, gdy serce już odmawia posłuszeństwa. Takie serca są najbiedniejsze. Pokaleczone, pokłute, poszarpane, próbują resztą swych sił uderzyć choć kilka razy.

Są też takie z happy endem. Gdzie serce spotyka drugie serce i czuje, że już odłączyć się nie da. Takie zcalone pędzi,wali, żyje. A kiedy musi odpocząć, jedno serce pomaga, gdy drugie jest słabsze.  Ładuje drugie, gdy pierwsze opada z sił. Razem pompują życiową krew do swych komór i czują jak wszystko wokół wibruje. Podobno takie stany u ludzi nazywają miłością. Serca nie wiedzą co to znaczy, wiedzą tylko czy dobrze się czują z drugim sercem, a jak czują się  w towarzystwie innych. Ile różnych serc – tyle różnych odcieni miłości. Jedna wielka, druga mała, inna nigdy nie spełniona…