Ostatnio na próbach gramy cudowne utwory. Tak bardzo odpowiadają mi aranże, harmonia, w ogóle układ, pomysł….że ach…i ech…i ..och…i …w ogóle.
Zastanawiam się właśnie czy to normalne… Nie miałam chyba tak jeszcze.
Gramy po prostu takie kawałki, przy których za każdym razem jak je ćwiczymy – nieważne czy na próbie sekcyjnej, czy we 3 osoby, czy całym składem – po prostu odpływam. Nie potrafię opanować niektórych emocji… czuję niekiedy dreszcze, nagle robi mi się gorąco, potem serce mocniej zaczyna walić… dużo tego … Pojechane co?
Co najciekawsze, nawet jak byliśmy na zgrupowaniu i jeszcze nie do końca wiedziało się jak co brzmi, jaki jest zamysł, jak układa się forma utworu… Już wtedy dziewczyny musiały mnie uciszać, bo po paru dźwiękach, uhahana komentowałam, jak mi się to podoba!!! (Naprawdę krzyczały ;))
Mimo naprawdę dużego zmęczenia, wynikającego z wielu nakładających się spraw; padnięta, niedożywiona, pędzę na te kosmicznie długie próby. Fakt, w pracy (tak Jacku pracuję – w laboratorium – zajmuję się roślinkami, ale o tym kiedy indziej) chyba mi się oberwie, bo zrywam się za wcześnie, by przypędzić na te próby.
Ale taka okazja może się prędko nie trafić.
Grać coś, co tak bardzo mocno dotyka moje serce.
KONCERT THE ENGINEERS BAND ODBĘDZIE SIĘ 26 MAJA O GODZINIE 19:00
W MAŁEJ AULI POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ. WSTĘP WOLNY! ZAPRASZAM !!!