Wpisy z miesiąca Maj, 2009

Słucham Petera Gabriela, mojej ulubionej płyty „Up”. W tle „I grieve” . W sumie tekst niezbyt wesoły, ale układ samego utworu mnie uskrzydla. Gdzieś koło 5 min zmienia się tempo utworu i potem jest już tylko cudnie! :)

Dziś pierwszy dzień miałam czas dla siebie. Tylko dla siebie! Siedziałam sama w pokoju i zastanawiałam się co porobić. Jakie to cudowne uczucie… Nie biec na kolejną próbę, po pracy nie pędzić gdzieś, nie przesadzać kwiatków o północy, tylko po prostu mieć czas dla siebie !!!
Tęskniłam za tym nieziemsko.

Jutro jadę do Łodzi. Tak na chwilkę, na dzień. Już się cieszę! Jej znów 1:30…nie wstanę do pracy!?! ;)

Pierwszy raz. Bez złości.
Pierwszy raz. Bez negatywnych emocji.
Pierwszy raz. Dla SIEBIE.
Pierwszy raz, by zrozumieć „dlaczego”.
Pierwszy raz czuję, że będzie mi brakować tego.

” Kiedy jedne drzwi zamykają się z hukiem, inne otwierają się w ciszy…”

Wsiadłam do tramwaju numer 14 i wygodnie usadowiłam się z plecakiem i wiolonczelą w ręku.
Włączyłam muzykę. Nie było dużo ludzi, ale słońce i duchota przygniatała od wewnątrz każdego.

Jadąc, zastanawiałam się, dlaczego w sumie tak bardzo się ekscytuje tym koncertem…
Można by szybko zapytać, czy w ogóle jest „coś” co mnie nie ekscytuje? ;)
No ale o to by zapytał ktoś znajomy. A mnie chodzi tylko i wyłącznie plątanina moich myśli.
Nie chodzi przecież o sam fakt, że właśnie jest koncert na którym gram, ponieważ mam dużo sposobności występowania. Jak nie w tutaj, to w Łodzi, zawsze gdzieś coś wymyślę…
I nagle mnie oświeciło.
Ten KONCERT w pewien sposób podsumował moje ostatnie kilka miesięcy. Pisałam wcześniej, że repertuar wywiera na mnie niekontrolowane emocje, a każdy utwór to odrębna, bardzo silna emocja. Chyba te wszystkie dźwięki, teksty, harmonia bardzo mi przypomniały ostatnie chwile, intensywne, bardzo nieprzewidywane, zaskakujące każdego dnia. Tak jak to ładnie powiedział dyrygent,  ten koncert ma uruchomić nasze serce… Może właśnie to uczynił…

Najpiękniejsze na samym koncercie było to, że słuchały go osoby, które są dla mnie ważne. Może i to brzmi jakoś patetycznie i wyniosło. Nie obchodzi mnie to.
ONI byli! Przyjechali! Słuchali!
Do dziś jednak nie wiem, jak ja to zrobiłam, że naprawdę byli. Obok mnie.
Po prostu. Od tak.
Dzięki! :)

Napiszę szybko. A napisałabym wolniej. Ale późno….
Wróciłam z próby. Dopiero. I oczywiście znów się podobało…nudne to ;)
A poza tym…nie wiem, przez tą muzykę zapomniałam o wszystkich dzisiejszych smutkach.
Muzyka pochłonia ! :)

Uciekam spać. Jutro próby już od 14 !!!

Wróciłam do Warszawy. Mimo dosyć krótkiego pobytu w domu, naładowałam baterie na full. Sama jestem zaskoczona.  Pojechałam do Spały na gorfy, kupiłam fajkę, potem nad Zalew Sulejowski popatrzeć na żaglówki, potem domek, cisza, spokój… W drodze do stolicy pozapinana na tysiące spustów pasami bezpieczeństwa, próbowałam się wczuć jak to ma pilot kierowcy rajdowego… Powiem tak…nisko…:)
I tak prawie całą drogę z otwartą buzią słuchałam, (bo jakoś wydusić z siebie nie umiałam zbyt wiele) i  podziwiałam takich dwóch, co zajęli II miejsce w Rajdzie ClassicAuto Track Day w Tychach.
Takie jeżdżenie chyba musi sprawiać niesamowitą frajdę, bo chłopaki byli uhahani nieziemsko! I ta energia miło spływała w moje ręcę…

Teraz siedzę grzecznie przed kompem, wcięłam naleśniki z serem od mamy i załączyłam nowy sprzęt.
To może przedstawię:

Roland JP-8000.

Zajmuje mi trochę miejsca w pokoju. Ale to nic. Jest super! Extra! Genialny! Zajebisty!
Fakt – ma tyle pokręteł, opcji, guziczków, że jeszcze nad tym wszystkim nie panuję, ale widzę potencjał. (Instrukcję już ściągnęłam, rozpracuję go ;)
Aż mi się uszy trzęsą z radości!

Jutro ciężki dzień. Długi. W labie trochę pracy mam, a potem od 18 już na próbie i chyba nie wyjdę wcześniej niż po północy. Jest pozytyw – wyspałam się w końcu – mogę harować.

A i zapomniałam!
Kwiatki przesadzę! Mam już ziemię :)))

Dziś jestem w domu. Rodzinnym domu. Kocham to miejsce. Uwielbiam to miejsce. To jest moje życie. To jest „to” czemu można zaufać zawsze. O każdej porze.

Jeden z utworów, który będziemy wykonywać na koncercie.


Mirosław Czyżykiewicz- Ave

Uwielbiam Go!

Ostatnio na próbach gramy cudowne utwory. Tak bardzo odpowiadają mi aranże, harmonia, w ogóle układ, pomysł….że ach…i ech…i ..och…i …w ogóle.
Zastanawiam się właśnie czy to normalne… Nie miałam chyba tak jeszcze.

Gramy po prostu takie kawałki, przy których za każdym razem jak je ćwiczymy – nieważne czy na próbie sekcyjnej, czy we 3 osoby, czy całym składem – po prostu odpływam. Nie potrafię opanować niektórych emocji… czuję niekiedy dreszcze, nagle robi mi się gorąco, potem serce mocniej zaczyna walić… dużo tego … Pojechane co?

Co najciekawsze, nawet jak byliśmy na zgrupowaniu i jeszcze nie do końca wiedziało się jak co brzmi, jaki jest zamysł, jak układa się forma utworu… Już wtedy dziewczyny musiały mnie uciszać, bo po paru dźwiękach, uhahana komentowałam, jak mi się to podoba!!! (Naprawdę krzyczały ;))

Mimo naprawdę dużego zmęczenia, wynikającego z wielu nakładających się spraw; padnięta, niedożywiona, pędzę na te kosmicznie długie próby. Fakt, w pracy (tak Jacku pracuję – w laboratorium – zajmuję się roślinkami, ale o tym kiedy indziej) chyba mi się oberwie, bo zrywam się za wcześnie, by przypędzić na te próby.
Ale taka okazja może się prędko nie trafić.

Grać coś, co tak bardzo mocno dotyka moje serce.

KONCERT THE ENGINEERS BAND ODBĘDZIE SIĘ 26 MAJA O GODZINIE 19:00
W MAŁEJ AULI POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ. WSTĘP WOLNY! ZAPRASZAM !!!

Mój kolega na próbie powiedział, żebym napisała coś na tym swoim blogu, bo teraz to są takie jakieś, siakie te wpisy… No i ma rację. Tylko, co ja poradzę. Póki co właśnie czuję się jakoś..”siako” i najwidoczniej to wychodzi. W ogóle ostatnio- czyli wczoraj, myślałam, żeby może po prostu na jakiś czas „wziąć urlop od pisania, bo faktycznie jakoś nie idzie mi to”…
Jeszcze nie zdecydowałam.
Zanim zdecyduję, napiszę co dziś przyszło mi do głowy.

Jeśli wydaje Ci się, że kogoś znasz. Dobrze. Może nawet trochę więcej niż dobrze. Że ktoś po prostu nie zrobiłby nikomu najmniejszej przykrości. Nie skrzywdziłby komara….- to się mylisz.
Lubię to zdanie: ” Nigdy nie mów NIGDY.”
Szkoda tylko, że zapomniałam o tym.

Bałagan w pokoju. Praca. Próba. Spanie. Praca. Próba. Spanie. Wolny czas w mym ogólnym myśleniu przestał istnieć.  W „wolnym” czasie, ćwiczę, nagrywam, wysyłam, załatwiam.

Jedyne co ostatnio zrobiłam tylko dla Siebie i znalazłam na to czas – to kupiłam kwiatka.
Niecierpka.
Kupiłam też doniczki, podstawki… niestety na zakup ziemi do przesadzania nie starczyło już czasu… :(