
Nie chcę tak. Nie chcę. Po prostu nie.
Nie chcę reagować na to, co ktoś ma mi do powiedzenia. Nie chcę słyszeć o nowych pomysłach, nowych rozwiązaniach. Nie chcę niespodzianek. Nie chcę się denerwować. Nie chcę przeżywać. Nie chcę myśleć. Nie chcę. Po prostu nie. Nie chcę słyszeć o zmianach. Nie chcę nikogo uświadamiać. Mówić, że to co robi nic nie zmieni. Mówić, że tak jak robi jest po prostu nie w porządku.
Czy ktoś w ogóle zapyta mnie o zdanie, co ja na to?
Tak…ktoś zapyta, ale i tak nie dosłyszy odpowiedzi.
Nie chcę być królikiem doświadczalnym, lekarstwem, terapią, sanatorium dla niezdecydowanych. Nie chcę mówić więcej. Wszystko zostało powiedziane. Wszystko miało swój czas. A Ten czas już minął.
„BOŻE DROGI, chodzę codziennie do pracy i wytrzymuję tam 8 godzin, podczas gdy żona siedzi sobie w domu. Chcę, żeby wiedziała, co muszę znosić, więc proszę Cię, pozwól, by jej ciało stało się moim na jeden dzień. Amen.”
Bóg w swej nieskończonej mądrości spełnił prośbę mężczyzny.
Następnego ranka mężczyzna obudził się jako kobieta. Wstał, szybko przygotował śniadanie dla swej drugiej połówki, obudził dzieci, przygotował im ubrania do szkoły, podał im śniadanie, zapakował drugie śniadanie dla nich i odwiózł je autem do szkoły.
Poszedł do domu, zebrał rzeczy do prania i nastawił je, poszedł do banku, aby wypłacić pieniądze. Poszedł na bazarek po zakupy, zapłacił rachunki, potem wrócił do domu, rozpakował zakupy a rachunki wpisał do książki rachunkowej. Wyczyścił kuwetę kota i wykąpał psa. Była juz 13:00, więc spieszył się, by pościelić łóżka, powiesić pranie, wytrzeć kurze, zamieść i wytrzeć podłogę w kuchni. Poszedł do szkoły, by odebrać dzieci, a w drodze powrotnej rozmawiał z nimi.
Po powrocie przygotował im mleko i herbatniki, i dopilnował by odrobiły lekcje. Potem wyjął deskę do prasowania i prasując oglądał telewizję. O 16.30 zaczął obierać ziemniaki i warzywa na sałatkę i przygotował kotlety schabowe. Po kolacji posprzątał w kuchni, nastawił zmywarkę, poskładał pranie, wykąpał dzieci i położył je do łóżka. O 21.00 był juz zmęczony, ale jego codzienne obowiązki jeszcze się nie skończyły. Gdy poszedł do łóżka, odbył stosunek, zanim zdążył zaprotestować.
Następnego ranka, gdy tylko się obudził, ukląkł koło łóżka i powiedział: ,,Boże nie wiem, co ja sobie wyobrażałem. Jakże się myliłem zazdroszcząc mojej żonie, że może cały dzień być w domu. Proszę, bardzo Cię proszę, czy mógłbyś to wszystko przywrócić tak jak było?”
Bóg w swej nieskończonej mądrości odpowiedział: ,,Synu mój, widzę, że czegoś się nauczyłeś i bardzo chętnie bym to wszystko zamienił, tak jak było, ale musisz poczekać dziewięć miesięcy. Wczoraj w nocy zaszedłeś w ciążę”
Morał?…
Zawsze zastanów się dwa razy, zanim poprosisz Boga o coś głupiego…
źródło: PiRAD
Mam wielką prośbę. Czy mógłby mi ktoś wyjaśnić, tak po swojemu, jak odbiera ten utwór?
W sensie merytorycznym. O czym jest ta piosenka?
To jest niewiarygodne, ale znając słowa niektórych utworów mam taką zaskakującą blokadę myślową, że nie potrafię po prostu odebrać utworu takim jaki jest.
Ma wszechogarniająca analiza rujnuje mi pierwsze odczucie, a potem tylko pojawiają się schody…
W sumie jakby się przyjrzeć, to zawsze miałam problemy z interpretacją jakiś słów.
Hehe…zawsze widziałam w nich to, czego inni w ogóle nie zauważyli….
Pewnie dlatego, że nagle coś odczuwam, słuchając czegoś. To chyba blokuje me myślenie treścią i wychodzą flaki z olejem…czyli chaos w mej głowie…;)
Jejku, chyba znów napisałam coś niejasnoo….
Nie umiem ostatnio jakoś napisać czegoś sensownego. Dla MNIE – sensownego. Dalatego uznałam, że w sumie to mogę napisać wiele różnych myśli nie łącząc ich a dokładniej nie dbając o to by były powiązane. Zatem spóbuję…
Jak już wydaje mi się, że coś wiem. To nie wiem nic. Znajome? ;)
Uwielbiam być w domu. Poczuć przestrzeń i po prostu pojeździć samochodem. Odwiedzić znajome miejsca i po prostu zanurzyć się w otaczającej mnie przestrzeni.
Brakuje mi tego.
Jak wydaje mi się, że mam pod kontrolą sytuacje, które mają miejsce, to po paru chwilach zadaje sobie sprawę, jak bardzo się mylę.
Uśmiecham się. Rozpiera mnie energia. Nie wiem skąd. Może jak to mówi mój znajomy:
Ktoś ma energię której nie umie spożytkować. Spotyka inną osobę, która podobnie jak on nie wie jak spożytkować swoją…Więc wymieniają się swoimi siłami i czują w sobie moc. Energię. Witalność.
Przyznaję ciekawa teoria, nie potwierdzona naukowo…ale mnie przekonuje.
Dawno tak się nie czułam.
Zawiedziona. Rozgoryczona.
Ale co zaskakujące …uwaga!
Czuję się.
Po prostu.
Kochana.
Podobno, gdzie się pojawię wprowadzam: „chaos”.
Inni nazwali to zjawisko, cytuję: ” chaos nie, tylko rozpierduchę!”
To chyba cudowne!?!
Chcę być czyimś chaosem, rozpierduchą, nieładem…
To wychodzi mi chyba najłatwiej…
Właśnie próbuję spakować prezent. Dla Mikołaja.
Kim jest Mikołaj? No cóż, dużo by opowiadać..
Ten ktoś, któregoś pięknego dnia, zadał mi więcej pytań niż ktokolwiek inny i nie były one od tak oczywiste…Wiem, piszę niezrozumiale, ale jak wyjaśnić…czym jest korzeń, wystający z ziemi, co to jest jagoda i dlaczego biedronki są w kropki….
Nie łatwo wyjaśnić komuś, kto ma 2 lata, że biedronek się nie zgniata butami, że są pożyteczne…
Mikołaj to ktoś, kto w prezencie daje Ci swojego pierwszego mleczaka i Ty trzymasz go w małym pudełeczku nie wiadomo po co.
To ktoś, kto rzuca Ci się na szyję i mówi, jak mocno tęsknił.
To ktoś, kto podobno jest najlepszy w szkole w czytaniu…szkoda tylko, że od końca listy…:)
Mały geniusz… ;)
Wow… chyba sentymenty mnie złapały…
Ciekawe, jak zareagujesz, jak przeczytasz to kiedyś…
Mówią, że podobno, zachowuję się tak, jakby każdy dzień rozpoczynał się na nowo. Jakbym budziła się i znów widziała od nowa wszystko wokół.
To tylko i wyłącznie dzieki Niemu. Dzięki temu małemu urwisowi, który jakoś nie potrafi usiedzieć w miejscu i zachwyca się każdą małą rzeczą, jaką napotka w swym bardzo krótkim życiu.
Ciężka noc. Trochę nieprzespana bo z bólem głowy. Słoneczko za oknem. Nie będzie źle. Tylko niepokoi mnie nieco fakt, że ostatnio częściej ta głowa mnie dopada. Pewnie przez emocje. Dużo się dzieję, a ja bardzo intensywnie wszystko przeżywam.
No właśnie…jakby się dało trochę inaczej odbierać wiele rzeczy, byłoby zdecydowanie łatwiej.
W psychologii mówią, że wizualizacja swoich myśli pozwala osiągnąć to czego się bardzo pragnie.
Niestety niekiedy nasze wyobrażenia nie pokrywają się z tym, jak chcemy, żeby coś wyglądało.
I nawet jak się bardzo wysilamy, no nie daje się rady. Nagle przychodzi zaskoczenie, potem rozczarowanie, potem smutek, żal. Człowiek siada na łóżku i myśli…co jest do cholery?! Czemu tak się coś dzieje, czemu idzie w tą stronę a nie inną! Czemu nie może jakoś inaczej…
Strasznie pokrętne te nasze myśli w głowie. Nie ma sensu rozumieć czemu coś się dzieje. Nie przychodzi Ci jednoznaczna odpowiedź? Nie myśl. Rób coś!
Od momentu jak wróciłam z Ukrainy jestem bardzo senna. Możliwe, że to pogoda.
W każdym razie męczące to, bo jak wracam to po prostu padam zmęczona i śpię. Niestety po tym śnie, nie czuję się wypoczęta, tylko wręcz przeciwnie. Hmm…może odsypiam nieprzespane noce ;)
Tyle chciałabym tutaj napisać, a jakoś nie mogę zebrać myśli, ułożyć słów w sensowne zdania.
W mym pokoju nareszcie miło pachnie. Oczywiście, to nie znaczy , że wcześniej śmierdziało. Tylko nie było tego „czegoś” co chciałam by było, jak wracam zmęczona. Zatem powrócę.
W mym pokoju nareszcie miło pachnie. Wanilią. Chyba od kadzidełek, które gdzieś są otwarte, bo nie zapalałam ich ostatnio. Miło. Uspokajająco.
Podobno spokojniejsza jestem.
Chyba też to czuję wewnątrz. Nie wiem dokładnie czy to spokój, ale na pewno czuję, że nareszcie zaczynam odbierać świat wokół mnie jako jedną całość, a nie jako poszczególne elementy krajobrazu, które trudno skleić.
Ciekawi mnie ten spokój. Czy on faktycznie jest, czy to może takie pozory…
Ostatnio mym częstym obiektem rozmyślań jest pająk. Jest srebrny, wszystkie odnóża mu się ruszają i wisi na czarnym rzemyku na mej szyi. Od jakiegoś miesiąca, może półtora, zaczęłam z nim wychodzić w miejsca, gdzie nie do końca czuję się pewnie. Teraz jest ze mną cały czas. Taki mój amulet szczęścia, odwagi i siły. Jest bardzo ważny. Może dlatego, że zawsze kiedy się boję, wyciągam go z tony mych kolczyków, korali, wisiorków i czuję, że nie jestem sama. Że zawsze mogę go złapać za ruszającą się nóżkę, pościskać srebrny odwłok i wiedzieć, że On wie. Wie co właśnie czuję.
Pobyt na Ukrainie był jak terapia uzdrawiania śmiechem, piwem i muzyką. Było pięknie, było cudnie, było znajomo. Bardzo znajomo. Grupa AOPŁ to chyba najwierniejsi przyjaciele jakich mam. Z niektórymi znamy się już 4-5 lat a niektórych miało się okazję poznać dopiero na wyjeździe. Pomimo tego, siła przyciągania była tak samo silna! Gigantyczna! Porażająca! Miażdżąca! Nie potrafię ubrać tego w ładne słowa.
Było genialnie!