Wpisy z miesiąca Czerwiec, 2009

Wydaje Ci się, że wszystko masz pod kontrolą. Wiesz, co chcesz, wiesz jak dzisiaj postąpić. Rozwiązujesz sprawy dnia codziennego i cieszysz się nadchodzącym wieczorem. Ciszą.
Leżąc na łóżku, wspominasz miniony dzień. Uff…trochę się działo…
W myślach pojawiają się osoby. Wiesz, że otaczają Cię dobrzy ludzie. Masz gdzie zadzwonić, porozmawiać, spotkać się. Oni są. Wprawdzie mogą widzieć Cię tylko wtedy, kiedy Jesteś uśmiechnięty, kiedy pracujesz, kiedy wykonujesz różne czynności… Mimo to, nie przejmujesz się tym.
Jesteś wdzięczny, że Ich masz.

Najtrudniejsze są tylko te dni, kiedy czujesz pustkę. Kiedy telefon to za mało, a kilka spędzonych chwil nie pozwala nasycić się czyjąś obecnością. Ściana nie przemawia do Ciebie, sufit jest nieruchomy, a struny nie chcą grać melodii takiej jaką byś chciał.
Czytasz, słuchasz muzyki, pijesz ulubioną herbatę.
Wydaje się, że Jesteś spokojny, opanowany, zdystansowany…

Ale czy Jesteś pewien, że tak jest?

Znalazłam ten tekst, kilka miesięcy temu. Bardzo mnie poruszył. Jednak nie było idealnego dnia, by go umieścić. Dzisiaj chyba jest odpowiedni…

” Nie daj mi się zwieść. Nie daj się zwieść masce, która noszę. Bo noszę maskę. Noszę tysiące masek, które boję się zdjąć – a żadna z nich nie jest mną. Udawanie jest moją drugą naturą lecz nie daj się zwieść. Stwarzam wrażenie, że czuję się bezpiecznie, że jestem spokojny i pogodny, wewnątrz i na zewnątrz, że pewność siebie to moje drugie imię, że wody są spokojne, a ja nad wszystkim panuję i nie potrzeba mi nikogo. Jednak nie wierz w to proszę. Na zewnątrz wydaję się spokojny lecz moja twarz to maska. Pod nią nie ma samozadowolenia i opanowania. Pod nią mieszka prawdziwy ja – zmieszany, przestraszony, samotny. Jednak skrywam to, nie chcąc by ktokolwiek o tym wiedział. Drżę na myśl, że moja słabość mogłaby się ujawnić. Dlatego pospiesznie tworzę maski za którymi mogę się ukrywać, nonszalancką, wyszukaną fasadę, która pomaga mi udawać i chronić mnie przed spojrzeniem, które wie. Tymczasem to spojrzenie jest moim zbawieniem, jedynym zbawieniem. Wiem o tym. Tylko ono może mnie uwolnić od siebie samego, z tych własnoręcznie wzniesionych murów, więzienia, zza barier, które tak starannie stawiałem. Lecz nie mówię ci tego. Nie śmiem. Boję się. Boję się że w ślad za twoim spojrzeniem nie pojawi się miłość i akceptacja.
Boję się że będziesz gorzej o mnie myślał, że będziesz się śmiał, a Twój śmiech mnie zabije. Boję się że tam w głębi jestem nikim, że jestem zły, a Ty to dostrzeżesz i mnie odrzucisz.

Zatem kontynuuję swoją grę pozorów – z fasadą pewności na zewnątrz i drżącym dzieckiem wewnątrz. Tak zaczyna się parada masek – błyszczących lecz pustych – a moje życie staje się polem bitwy. Leniwie gawędzę z Tobą uprzejmym tonem towarzyskiej rozmowy. Wszystko co mówię w istocie nic nie znaczy, nie ma związku z tym co krzyczy we mnie, wewnątrz mnie. Zatem nie daj się zwieść temu co mówię . Proszę wsłuchaj się uważnie i spróbuj usłyszeć to czego nie mówię… co chciałbym umieć powiedzieć… co muszę powiedzieć żeby przetrwać… lecz nie potrafię. Nie lubię się ukrywać. Naprawdę. Nie lubię fałszywych gierek które prowadzę. Naprawdę chciałbym być szczery, być sobą – lecz Ty musisz mi pomóc. Musisz wyciągnąć do mnie rękę, nawet gdy wydaje Ci się że zupełnie tego nie potrzebuję, nie pragnę. I nie zniechęcaj się, w końcu odpuszczą skorupy, stopnieje lód, maska spadnie. Za każdym razem gdy jesteś miły i łagodny, gdy dodajesz mi odwagi i gdy starasz się zrozumieć, bo zależy Ci na mnie – za każdym razem mojemu sercu wyrastają skrzydła. Są to bardzo małe, bardzo słabe skrzydła, ale skrzydła. Z Twoją wrażliwością i współczuciem, z Twoją siłą zrozumienia dam radę. Ty możesz tchnąć we mnie życie. Nie będzie to dla Ciebie łatwe. Długo tkwiąc w przekonaniu o swojej bezwartościowości, zdążyłem wznieść mocne ściany. Jednak miłość jest silniejsza od grubych murów i w tym kryje się moja nadzieja. Proszę spróbuj skruszyć te mury, stanowczą lecz delikatną dłonią, gdyż dziecko jest bardzo wrażliwe, a ja jestem dzieckiem. Może się zastanawiasz kim jestem. Jestem kimś kogo bardzo dobrze znasz. Jestem każdym mężczyzną, kobietą, dzieckiem… każdym człowiekiem!!! ”

(autor nieznany)
źródło: Poza Schematy

Weekend był dość intensywny. Rozpoczął się w piątek od parapetówki, gdzieś na końcu świata Warszawy a zakończył w Tomaszowie na grillu z moimi kumpelami z podstawówki. Oj…działo się! :)
Co ciekawe, myślałam, że będę padnięta po tych wojażach, a tutaj jakby dodatkowy silnik się włączył.
Ze spaniem nadal mam duże braki, ale za to pograłam na pianinie, posiedziałam na tarasie, obiadek zjadłam na dworze… powietrze zapachniało prawdziwymi wakacjami, sianem! Ech…uwielbiam mój dom…

W drodze do stolicy zdążyłam przeczytać książkę, szybko skoczyć do moich drożdży do labu, podlać kwiatki, zmienić wodę różom (niezwykłe te róże, mam je od poniedziałku, a wyglądają tak, jakbym dostała je dziś! Są piękne! Nie pamiętam kiedy dostałam takie „mocne” okazy)
A teraz…a teraz słucham koncertu Archive z 2006 roku, który odbył się w Trójce! :) Świetny koncert! Genialny!
A to dopiero 22:30!?! Wow! Zawsze takie fajne zajęcia rozpoczynałam mocno po północy!! Czyżbym zaczynała wszystko ogarniać? :)

A jutro?
A jutra już nie mogę się doczekać. Biegnę do empiku i odbieram kolejną książkę do przeczytania! Powinna być kilka dni wcześniej, ale gdzieś się zawieruszyła. Jakoś wytrzymam do tej 16-17 w pracy a potem pochłonę każdą kartkę, każde słowo, każdą literkę tej książki! :))))

Ooooo….właśnie słyszę Again….uciekam do tych cudownych dźwięków!

Niektórzy nie cierpią Go, nie mogą słuchać. Nie rozumieją co widzę w Jego muzyce.
Wielki Artysta. Ikona muzyki. Po prostu Geniusz!

Będąc mała, uwielbiałam się wsłuchiwać w Jego kawałki. Nadal uwielbiam.
Nie wyrosłam z tego i wiem, że nie wyrosnę!

Był dla mnie, Jest i Będzie Kimś Ważnym.

Wychowałam się na tej muzyce i stawiam ją bardzo wysoko w osobistym rankingu.

Jego muzyka jest SZAMAŃSKA! Jego muzyka jest GENIALNA!!

Obejrzyj sobie filmik. Jak można Go nie kochać ?!
Tylko On potrafił „coś” takiego!
TYLKO ON!

Stoi. Czarny. W niej wiolonczela.
Nie wierzę. Jest!
Mój futerał. Nie pożyczony, nie stary, nie z zepsutym zamkiem.
Nowy. Wielki. Piękny. Ciężki trochę jak dla mnie, ale co tam ma kółeczka. Mogę go ciągnąć :)
W sumie to muszę chyba zabawnie wyglądać. Sięga mi to ramion. Prawie brody!
W ogóle to cała mogłabym wejść do niego -zmieszczę się !?!
Taka moja trumna muzyczna ;)

Być szalonym, ale zachowywać się normalnie.
Podejmować ryzyko, ale nauczyć się to robić tak, by nie zwracać na siebie uwagi.

Środa. Pierwszy wolny wieczór od niepamiętnych czasów. Żadnej próby, żadnego spotkania, żadnej sprawy. Cicho….
No troszkę skłamałam. Cicho jest od jakieś godziny :)
Tak naprawdę to dopiero będzie spokojnie. Ostatni tydzień był bardzo intensywny. Zakończyliśmy z TEB-em sezon, grając ostatni koncert w Stodole. Ogólnie było miło. Osobiście było wyjątkowo, bo grałam na scenie, na której odbędzie się koncert mojego najukochańszego zespołu. Poza tym uwielbiam Stodołę. Pierwszy raz byłam na koncercie Nigela Kennedy’ego w marcu. A teraz – czerwiec i mogę od „kuchni” wszystko obejrzeć :)
Piękne to spełnianie moich małych pragnień.

Co do pragnień. Jutro będę miała nowy futerał na wiolonczelę. Niezwykła historia…
Będąc w domu na weekend wyciągnęłam z półki moją staro-nową książkę „The Secret” i ponownie zaczęłam ją czytać. Do Warszawy tym razem wracałam pociągiem. Przesiadałam się w Koluszkach. Czekając na kolejny pociąg na peronie 1, zaczytana zatrzymałam się nad jednym rozdziałem. Były tam napisane słowa:
„możesz mieć to, czego chcesz…”
Wyciągnęłam ołówek i na jednej z kartek napisałam o tym, że chce futerał. Śmieszne trochę… No ale dla mnie to duże MARZENIE! Cena twardych futerałów jest odstraszająca. To kwoty bliskie tysiąca złotych i wyżej. Dlatego zawsze z pewną dozą zazdrości patrzyłam na nie, wiedząc, że dużo czasu jeszcze upłynie zanim taki będę posiadać.
Następnego dnia (czyli w poniedziałek) ciągle myślałam o tym co napisałam na tej kartce w książce. Włączyłam internet. Poszperałam…znalazłam stronę dystrybutora futerałów. Okazało się, że ceny u dystrybutora są zdecydowanie przystępniejsze, niż normalnie w sklepie muzycznym! Ale czy dystrybutor sprzeda osobie prywatnej jeden futerał? Zadzwoniłam, popytałam. Sprzedadzą! Nawet nie będę musiała jechać do Poznania gdzie jest ich siedziba, tylko jakimś „przypadkiem” (oczywiście w nie, nie wierzę), dostawca będzie jutro w Warszawie i mi go przywiezie! Spełnienie mojego pragnienia zajęło mi niecałe 24h. Niezły wynik:) Jak widać, jak się czegoś bardzo pragnie, to jest! Wprawdzie marzyłam o nim od jakiś 10 lat, ale samo nic nie przyjdzie. Jak się poszuka, poprosi, pogłówkuje,popracuje, to wtedy się spełnia :) Więc i teraz się spełniło :)

Kończę na dziś. Mam wiele do napisania, bo dużo się dzieje. Dziś jednak chcę jeszcze poczytać. Co czytam? Napiszę jutro a w sumie to już dziś :)

Wykonuje mój ulubiony wiolonczelista Mischa Maisky

Wojownik światła zauważa, ze niektóre sytuacje w życiu powtarzają się. Często staje przed problemami, z jakimi już kiedyś się zetknął. Wtedy wpada w rozpacz. Wydaje mu się, że nie uda mu się zrobić kolejnego kroku naprzód, ponieważ trudności i kłopoty znowu powracają.
“Przecież już kiedyś przeszedłem przez to samo” – skarży się w duchu.
“Co prawda, już kiedyś to przeżyłeś – odpowiada jego serce – ale nigdy tego nie pokonałeś”.
Dopiero wtedy wojownik pojmuje, że doświadczenia, które powtarzają się wielokrotnie, mają jeden jedyny cel: nauczyć go tego, czego jeszcze nie potrafi.

źródło: ” Podręcznik Wojownika Światła” Paulo Coelho

Tak bardzo chciałabym dostać list.
Taki prawdziwy. Na kartce papieru, napisany odręcznie. Koperta zaklejona ze znaczkiem i napisanym adresem.
Tak bardzo nie chce kolejnych telefonów, sms-ów…
Tak bardzo chce prawdziwy list …