Wpisy z miesiąca Lipiec, 2009

W przewidywaniu wielu rzeczy jestem naprawdę dobra, ale tego, że mój organizm może powiedzieć STOP – ODPOCZYWAMY – nie przewidziałam.
Wróciłam z gór i spoko. Następnego dnia moja jedna warga powiększyła się do rozmiarów ust Angeliny Joli. Opryszczka. Osłabienie. Ech…poszłam do lekarza – za czym nie przepadam, kupiłam nawet leki. Łykam, piję jakieś dziwne mikstury z imbirem, cytryną, sokiem malinowym. Wygrzewam się w łóżeczku i dostaje bzika na punkcie siedzenia w jednym miejscu :]
Pięknie! W sumie to może i dobrze, troszkę odpocznę, ale zastanawiam się po czym? Przecież, nie czuję się zmęczona?! Nic nie rozumiem. Dobra, zwijam się pod kołdrę i wygrzewam. W końcu wymyśliłam sobie, że w piątek chce być znów w Tatrach.

Zakochałam się.
Nie żartuję.
Walnęło mnie konkretnie i sama jestem zdziwiona mocą tych emocji.
Pierwszy raz „coś” tak mocno mnie wzruszyło, tak bardzo od środka, tak niespodziewanie. Łzy cisnęły się do oczu, kiedy trzeba było się rozstać. Niektóre popłynęły po poliku, ale tak, żeby nikt ich nie ujrzał…

Pierwszy raz tak  „coś” mnie  powaliło!
Pierwszy raz…
Naprawdę można zakochać się w górach.
Już to wiem.
 
 
 
Nie wiem czemu ten utwór tak mocno mi utkwił w pamięci /skojarzenie z ostatnich dwóch wyjazdów w Tatry/:

Idę na Orlą.

Najbardziej podobają mi się dni, kiedy moje pomysły będące tylko w głowie, zaczynają żyć.
Czyli wtedy, kiedy wykonam telefon i już wiem, jak być bliżej celu, kiedy coś przeczytam i wiem, że jestem bliżej tego co chce. Ogólne „zorientowanie się” w sytuacji i pierwsze kroki zawsze podnosiły moje ciśnienie i zdecydowanie pobudzały. Wyzwala to zawsze we mnie tyle energii, że niekiedy jestem pod wrażeniem skąd to się bierze?! Jakoś wtedy jestem bardziej skupiona, bardziej zdeterminowana, bardziej skłonna do robienia rzeczy ponad moje siły, do robienia rzeczy niekoniecznie przemyślanych.
Uwielbiam ten stan!
Uwielbiam go, bo czuję wtedy, że żyję, że coś się dzieje, że myślę, szukam, działam, że chce coś i że nie stoję w miejscu, że jakaś cząstka mnie właśnie porusza jakiś obszar, który zawsze pragnęłam dotknąć.
Aż czuję wypieki na twarzy, a przecież to dopiero początek!

I pamiętaj, jak się robi coś z sercem i robi zgodnie ze sobą to ZAWSZE takie działania owocują!
ZAWSZE pojawi się coś co jest jeszcze lepsze niż masz dotychczas.
Tylko ważna rzecz – musisz mocno wierzyć i być przekonany w tym co robisz, co chcesz, jak chcesz!
A potem, któregoś dnia, ktoś usiądzie obok Ciebie i powie cichutko: „a nie mówiłam…? ” :)

Weekend. Intensywny. Znów w Tatrach. I znów nieplanowym wypad. Wprawdzie cel nie został osiągnięty, ale nie zawsze o to chodzi. Dzięki temu miałam okazję pooglądać nieziemskie widoki, zobaczyć jaki jest natłok w schronisku, jak ważny jest mały kawałek posadzki, jak wyglądają Tatry w burzy i jakie śliskie i zdecydowanie nieprzyjemne podczas upadku, są skały o 6 rano w deszczu :]
Dodatkowo można było zaobserwować jak inni złoszczą się na rzeczy na które nie mają wpływu, kiedy mają minę skupioną a kiedy zaskoczoną, kiedy zadziorną a kiedy podekscytowaną…
Zobaczyłam, gdzie można zachwycić się restauracją wyglądającą niczym galeria sztuki, a każdy detal miejsca powala na kolana. Dowiedziałam się, jakie kąpielówki nosi szef tajnych służb MI6, jak konserwuje się najnowsze i najstarsze dzieła sztuki, jak wygląda przejazd kolejowy na mapie, że w obozie była orkiestra, że mało wiem o tym i tamtym i nie czytam ze zrozumieniem ;)
Jak na 1-2 dni to w sumie sporo.

[...] rozpoczęło się od przypadku, od pewnego zupełnie przypadkowego przypadku, który w najwyższym stopniu mógł być i mogło go nie być.

Fiodor Dostojewski — Zbrodnia i kara

Niekiedy życie zaskakuje podwójnie. Bo to, że zaskakuje mnie już nie dziwi. Ale gdy nagle robi się coś zupełnie inaczej, mówi się zupełnie inaczej niż robi, gdy nagle pewne granice ulegają przesunięciu i trudno to w jakikolwiek sposób wyjaśnić, nawet pomimo wielu prób… gdy nagle wszystko przewraca się do góry nogami – to co białe to czarne, co piękne to brzydkie…
Ba! Jak nagle to co się już przewróciło, odwróciło się jeszcze o jakieś 45 stopni? To co wtedy?
Straciłam orientacje…Gdzie ja jestem?

Od kilku dni zamierzam się by coś napisać. Zaczęłam chyba ze 3 razy nowe posty i co… i jakoś nastrój się zmieniał i następnego dnia, gdy otwierałam „szkic” moje słowa wydawały się zupełnie obce.
Ostatnie dni spędziłam bardzo intensywnie. Naładowałam energię podczas zbierania czarnych porzeczek u mojego dziadka, oczyściłam się z wielu dręczących mnie myśli, popłakałam sobie do krzaków, posłuchałam muzyki, pośpiewałam… potem nagle pojawiłam się na 1 dzień w Tatrach, zaliczyłam Zawrat, Kozi Wierch i wróciłam żlebem Kulczyńskiego. Niezła wprawka na Orlą (Orlą zdobywamy prawdopodobnie za tydzień, dwa). Wróciłam rano w poniedziałek prosto do pracy z gigantycznym brakiem snu.

Zaczęłam biegać. Nie podoba mi się miejsce gdzie biegam, bo bardzo dużo ludzi się tam kręci, ale chyba nie mam wyjścia. To znaczy jest wyjście: nie biegać. Ale ta opcja nie wchodzi w grę. Więc załaduję sobie mp3 jakąś muzą i może uda mi się wyłączyć od wszystkiego wokół mnie.

Co jeszcze…
chyba to…

Od niedzieli w głowie kłębią mi się myśli! Nie wiem skąd, dlaczego właśnie od niedzieli. Specjalnie nic nie zdarzyło się w ten weekend. Był w miarę spokojny. Jak na weekend ;)

Czuję wielką ochotę na zwrot, na kilka dodatkowych elementów, i to nie znaczy „zmiany” tylko zupełnie coś innego…Nie wiem co?!

Jakąś energię złapałam, silną energię, gigantyczną! Rozpierającą umysł, ciało, duszę!
Układa mi się moja składanka, mój umysł nabiera jasności, a cele mają wyraźniejszy obraz.
Tak! Tak! La Que Sabe mówi mi, że trzeba iść. Trzeba działać. Póki energia trzyma :)