Weekend. Intensywny. Znów w Tatrach. I znów nieplanowym wypad. Wprawdzie cel nie został osiągnięty, ale nie zawsze o to chodzi. Dzięki temu miałam okazję pooglądać nieziemskie widoki, zobaczyć jaki jest natłok w schronisku, jak ważny jest mały kawałek posadzki, jak wyglądają Tatry w burzy i jakie śliskie i zdecydowanie nieprzyjemne podczas upadku, są skały o 6 rano w deszczu :]
Dodatkowo można było zaobserwować jak inni złoszczą się na rzeczy na które nie mają wpływu, kiedy mają minę skupioną a kiedy zaskoczoną, kiedy zadziorną a kiedy podekscytowaną…
Zobaczyłam, gdzie można zachwycić się restauracją wyglądającą niczym galeria sztuki, a każdy detal miejsca powala na kolana. Dowiedziałam się, jakie kąpielówki nosi szef tajnych służb MI6, jak konserwuje się najnowsze i najstarsze dzieła sztuki, jak wygląda przejazd kolejowy na mapie, że w obozie była orkiestra, że mało wiem o tym i tamtym i nie czytam ze zrozumieniem ;)
Jak na 1-2 dni to w sumie sporo.