W przewidywaniu wielu rzeczy jestem naprawdę dobra, ale tego, że mój organizm może powiedzieć STOP – ODPOCZYWAMY – nie przewidziałam.
Wróciłam z gór i spoko. Następnego dnia moja jedna warga powiększyła się do rozmiarów ust Angeliny Joli. Opryszczka. Osłabienie. Ech…poszłam do lekarza – za czym nie przepadam, kupiłam nawet leki. Łykam, piję jakieś dziwne mikstury z imbirem, cytryną, sokiem malinowym. Wygrzewam się w łóżeczku i dostaje bzika na punkcie siedzenia w jednym miejscu :]
Pięknie! W sumie to może i dobrze, troszkę odpocznę, ale zastanawiam się po czym? Przecież, nie czuję się zmęczona?! Nic nie rozumiem. Dobra, zwijam się pod kołdrę i wygrzewam. W końcu wymyśliłam sobie, że w piątek chce być znów w Tatrach.