Najbardziej podobają mi się dni, kiedy moje pomysły będące tylko w głowie, zaczynają żyć.
Czyli wtedy, kiedy wykonam telefon i już wiem, jak być bliżej celu, kiedy coś przeczytam i wiem, że jestem bliżej tego co chce. Ogólne „zorientowanie się” w sytuacji i pierwsze kroki zawsze podnosiły moje ciśnienie i zdecydowanie pobudzały. Wyzwala to zawsze we mnie tyle energii, że niekiedy jestem pod wrażeniem skąd to się bierze?! Jakoś wtedy jestem bardziej skupiona, bardziej zdeterminowana, bardziej skłonna do robienia rzeczy ponad moje siły, do robienia rzeczy niekoniecznie przemyślanych.
Uwielbiam ten stan!
Uwielbiam go, bo czuję wtedy, że żyję, że coś się dzieje, że myślę, szukam, działam, że chce coś i że nie stoję w miejscu, że jakaś cząstka mnie właśnie porusza jakiś obszar, który zawsze pragnęłam dotknąć.
Aż czuję wypieki na twarzy, a przecież to dopiero początek!

I pamiętaj, jak się robi coś z sercem i robi zgodnie ze sobą to ZAWSZE takie działania owocują!
ZAWSZE pojawi się coś co jest jeszcze lepsze niż masz dotychczas.
Tylko ważna rzecz – musisz mocno wierzyć i być przekonany w tym co robisz, co chcesz, jak chcesz!
A potem, któregoś dnia, ktoś usiądzie obok Ciebie i powie cichutko: „a nie mówiłam…? ” :)