Wpisy z miesiąca Sierpień, 2009

Jeszcze nigdy w życiu nie śniła mi się wiolonczela. W sobotę obudziłam się przerażona. Śniło mi się, że wszystkie struny poszły, a szyjka od wioli pękła. Otworzyłam oczy i pomyślałam, przecież ja dzisiaj gram!?! Bałam się spojrzeć w stronę instrumentu…i nagle dotarło do mnie, że…to tylko sen. Ale się wystraszyłam.

Tego dnia – czyli w sobotę, grałam w Kutnie na ślubie mojej przyjaciółki – nigdy tak dobrze mi się nie grało! Nie tylko, że organista- weterynarz był odjazdowy, bo genialnie grał to dodatkowo zgraliśmy się tak szybko, jakbyśmy ćwiczyli to z tydzień. Fakt, że grałam z plastrem na palcu i zdecydowanie mi to przeszkadzało, ale dałam radę! Pierwszy raz byłam zadowolona z tego co słyszę.
Przyjechałam wczoraj, położyłam się padnięta. I znów….

Śniło mi się, że moja wiolonczela roztrzaskała się na małe malusieńkie kawałeczki. Tego już nie dało by się skleić, naprawić. To był już full emocjonalny! Zerwałam się z łóżka spojrzałam na zegarek – spałam zaledwie 30 min! Spojrzałam na futerał. Stał nieruchomo…uff…
Wróciłam pod kołdrę i spokojnie zasnęłam…

Co ona mi się tak śni ???

No i pięknie. Chciałam pomóc a przez nieostrożność zacięłam sobie skalpelem palca w lewej ręce :)
Super, tym bardziej, że jutro gram… opuszek nie tknięty, może nie będzie tak źle, choć jak przypomnę sobie jak rok temu zacięłam się w palca, to grając bardzo mnie bolało no i się paprało. Musiałam zmieniać wszystkie palce układy w graniu, żeby go oszczędzać. Dziś na to czasu nie mam. Ochoty na zmiany też nie. A w sumie ten biedny paluszek nie ma za dużo czasu na rekonwalescencje…daje mu kilka godzin. Potem idę tłuc utwory na jutro.

Zdolny ze mnie typ. Naprawdę…

Przez godzinę szukałam idealnego filmiku by wstawić ten kawałek na stronę. Niestety nawet jak znalazłam, okazało się, że nie można go nigdzie umieszczać :)
Zatem umieszczę tylko kawałeczek tego utworu:

A tutaj jest pełna wersja: Beautiful

Dobry tekst. Klimatyczny teledysk. Może ma ktoś płytę Eminema? Posłuchałabym z wielką chęcią :)

To bardzo dobry tytuł. Wydaje mi się, że zawarte jest w nim moje ostatnie dwa tygodnie. Trochę chaotyczne, nieco pokręcone, z kilkoma nieprzemyślanymi decyzjami – silnie emocjonalnymi i niekoniecznie idącymi w parze z rozsądkiem? Tak…ciężko powiedzieć jakie będą konsekwencje mych ostatnich czynów…
 
A tam…fajnie jest. Póki co, dzięki temu co się dzieje, natchnęło mnie nieco, ogarnęłam w końcu kilka kawałków i wystarczy tylko je nagrać. Jest taki jeden kawałek, że wczoraj aż buzia mi się uśmiechnęła, bo już jest po prostu gotowy- co do szczegółu. Tylko dopracować brzmienie, by było pełniejsze, jakieś skoki wyrównać, by fraza ładniej się układała, może jakiś efekcik- delay…?
Nareszcie znalazłam to czego szukałam od kilku miesięcy! Jejku a to kawałek kilku minutowy?! Trochę to schodzi…
 
Nie mogę się dziś skupić…ale to inny brak skupienia niż ostatnio. Dziś nawet się wyspałam, zjadłam śniadanie, co nie często się zdarza… i postanowiłam zadebiutować w pracy: real-time odpaliłam. Nie wybuchnął, ale czy przygotowanie próbek i ich ustawienie w programie jest prawidłowe?
Nie ma zielonego pojęcia?! Wyjdzie za kilka godzin… Gosik czemu Cię tutaj nie ma ??!!???

Nawet nie przypuszczałam, że pójście samemu na wesele może być moim najlepszym dotychczas weselem. Wszystko mnie boli od stóp do szyi. Wytańczyłam się chyba za wszystkie czasy, wyskakałam, spędziłam czas z naprawdę rewelacyjnymi ludźmi, których znam od dzieciństwa. Było super!

W międzyczasie moja wiolonczela znów wylądowała u lutnika…przesunął się ponownie podstawek…ech…dziś po nią jadę. Tak naprawdę powinnam ją zostawić na jakiś tydzień, wymienić podstrunicę wraz z podstawkiem, jednak ten zabieg będzie mnie kosztował około 1000 zł…nie mam teraz tyle. Za kilka miesięcy to zrobię, pewnie koło listopada.

W ten weekend znów mam kolejne wesele mojej drugiej przyjaciółki. Dużo jest do ogarnięcia w tej materii, gdyż gram na ślubie. Organiście nutki już wysłałam, dziś sprawdziłam- dotarły. Próba będzie godzinę przed uroczystością. Fajnie:) Bardzo lubię grać dla kogoś mi ważnego. To jest jedyne co mogę po prostu tak od serca komuś ofiarować…

A we wrześniu ponownie będzie wystawiany Salon Lenistwa w Łodzi, więc znów sobie pogram. Jak już będę miała cały program wystawię go, może ktoś się skusi przybyć do Łodzi obejrzeć TEATR NAPIĘCIE :)

To chyba tyle… muszę się skupić, muszę się skupić…. a czuję jakbym nadal spała…
Agato! Obudź się?!

Rano roztrzęsiona. Gdy usłyszałam jak lutnik mówi: tutaj niedobrze, dusza stoi bardzo źle, podstawek wygięty, pęknięcie na płycie…oczy nagle mi się tak zaszkliły. Wystarczyło wyjść tylko od niego, łzy same leciały ciurkiem…
Jeszcze nigdy od 6 lat nie zostawiałam mojej wiolonczeli u lutnika, nigdy diagnoza nie brzmiała tak źle a świadomość, że mogłam to spowodować ostatnimi walkami z podstawkiem jeszcze bardziej sprawiały, że nie mogłam opanować łez…
Miałam przyjechać po nią jutro rano. Pan Michał – lutnik, napisał, że mogę przyjechać już dziś. Więc rzuciłam moje żele laboratoryjne i pojechałam…
Szkoda, że tego nie słyszycie…ona brzmi jak inny instrument. Cudownie brzmi…dusza była za duża, źle ustawiona, pęknięcie nie było na wylot, podstawek naprostowany. Zagrałam parę dźwięków…nie mogłam przywyknąć…przecież to nie ten instrument.
Moja wiola w porównaniu do widzianych przeze mnie wiolonczel jest trochę “inna”. Jest smukła, wykonana z dość cienkiego drewna i płaska. Jej płyta wierzchnia jest mniej wypukła niż większość. Myślałam, że to źle. Nikt wcześniej nie mówił mi o niej wiele, a jak już to wydawało mi się, że sporo jej brakuje.
Lutnik powiedział, że to nic nie szkodzi, że jest taka płaska- że to może lepiej dla brzmienia.
Powiedział, że ma na pewno kilkadziesiąt lat! Twierdzi, że z okresu międzywojennego… nie powiedział dokładnie. Myślałam, że jest zdecydowanie kilkunastorocznym instrumentem. Sporo mi o niej opowiedział i oczywiście jak każdy lutnik, który ją widział skomentował ” choć pomalowana jest bardzo współcześnie”… tak …ktoś ją potraktował bejcą, nierówno pomalował…ale ja ją i tak kocham. Mnie wystarczy, że jest moja. Nie szkolna. Tylko moja moja. Najpiękniejsze jest to, że faktycznie tchnął w nią duszę. Nareszcie ktoś się na niej poznał, uleczył i zaczyna brzmieć tak jak powinna zawsze!

Tak się cieszę, tak bardzo bardzo się cieszę :)
Pan Michał jest magikiem!

Nie pisałam do Ciebie …nigdy. Wprawdzie nie przepadam za pisaniem listów elektronicznych, ale nie mam innej możliwości, gdyż nie posiadam adresu na który mogłabym wysłać ten list.
Ale to nic. W sumie kiedyś wysyłałam do Ciebie sms-y nie znając numeru i docierały. Ten list też dotrze.

Właśnie siedzę w labie. Próbki puszczone, za chwilę pójdę do szklarni obejrzeć rośliny. Zakwitły. Trzeba będzie zabezpieczyć wszystko. Znów nie spałam. To znaczy znów spałam krótko. Wprawdzie noc wydała mi się przyjemna, choć momentami czułam taki ścisk w klatce, jakbym nie mogła złapać oddechu. Jakiś ból. Wewnętrzny. Gorzki smak chwilowej rozkoszy…
 

Poddenerwowana spakowałam wiolonczelę i znalazłam się u lutnika.
Tak. Pęknięcie. Pewnie w tym jest moja żyłka, tak przesuwałam ten podstawek, bawiłam się, że przedobrzyłam.
 
Wiesz, pomyślałam teraz o tym, że nawet moja wiolonczela czuje totalne zdezorientowanie. Jakbyśmy były związane jakąś magiczną nitką…jej duszy też coś jest. Przesunęła się. Pogubiła drogę do miejsca, gdzie jest jej najlepiej. Gdzie brzmi najpiękniej. Chyba tak nie czułam się dawno. Chyba nigdy.
Przynajmniej wiem, na czym mi w życiu zależy na pewno.
Jak to zawsze mówiłam, moją jedyną i prawdziwą miłością, która nigdy mnie nie zdradzi jest ONA. Dobrze się dobrałyśmy. Jakby spojrzeć na jej historię, na to jak jest wykonana, w jaki sposób położono lakier, jak o nią dbano…można by dużo dowiedzieć się o mnie.
Zaskakujące? Ale prawdziwe.

Co za zrządzenie losu…nie wiem w czym rzecz. Pomyślałam, że jeśli może wiesz, kto jeszcze ma do mnie jakiś ukrywany żal, długo pielęgnuje złość do mnie, to proszę Cię. Pokaż mi kto to. Powiedz… Są w życiu pewne rzeczy o które należy dbać z wyjątkową starannością. Może coś przeoczyłam? Może czegoś nie dostrzegam? Cóż…człowiek jest tylko człowiekiem. Nie jest nieomylny.

Czuję się jak zaczarowana. Jakby w wirze sytuacji na które nie mam żadnego wpływu. Przypomniała mi się teoria przyczynowo-skutkowa. Zdarzenie A jest przyczyną B, ilekroć następuje zdarzenie A, to pociąga za sobą zdarzenie B. A przecież zawsze twierdziłam, że człowiek ma wpływ na to co się dzieje i dlaczego tak się dzieje.
No właśnie…

A może podejść do tego tak, że jak już moja wiolonczela doczekała się swojego lekarza, który ją uzdrowi i uspokoi jej duszę, moja także niedługo się uspokoi…?

Intensywnie. To znaczy- intensywnie bo bez snu od dwóch dni. No dobra…trochę śpię, ale zdecydowanie za późno zasypiam- dwa dni temu położyłam się o 5:30, wczoraj pewnie po 3. To nieco za mało, jak na to, że na nogach jestem już od jakiejś 7:30.

…jeszcze ten kaszel. Mojżesz mówił mi, że to brzmi oskrzelowo, ale go zignorowałam. Wczoraj Mała i PiRAD powiedzieli to samo no i ….obiecałam, że pójdę do tego cholernego lekarza. Nie lubię chodzić do lekarzy. Pewnie mi antybiotyk przepisze, ale niestety już jestem tak wymęczona tym ostrym kaszlem, bólem gardła i ogólnym przez to osłabieniem, że już mi wszystko jedno, niech tylko przejdzie. Biegać nie mogę, osłabiona chodzę, muszę się oszczędzać…a mnie nosi! Chyba jestem uzależniona od epinefryny ;)
Jej zbyt niski poziom nuży mnie…

Agata

[...] bierze głęboki oddech. Poza cierpliwością nie ma nic do stracenia.

Paulo Coelho — Zwycięzca jest sam

Rysio przeszedł całą Orlą w jeden dzień! Czyli zrobił to, o czym marzę od 2 lat! Czuję niedosyt, ale wiem, że niebawem skończę całą trasę i poczuję spokój. Raczej w tym roku całej na jeden dzień nie przejdę, ale za rok.  Za rok na pewno: co się odwlecze to nie uciecze. Ostatnio to moje ulubione słowa.
Lifely- zabiłeś mnie dzisiaj kawałkiem, który umieściłeś u siebie
http://patrz.pl/mp3/liftt
Nawet nie wiesz jak bardzo trafiły mnie ostatnie słowa piosenki! Wynikiem tego, był dosyć zaskakujący nawet mnie samą telefon, do osoby z którą nie rozmawiałam od roku…

Wiesz co, jakby kiedykolwiek ktoś Ci mówił, że jakiś rzeczy nie możesz zrobić, bo już coś minęło, bo może wyrządzić więcej krzywd, cierpień… a Ty czujesz, że potrzebujesz tego, bo po prostu – potrzebujesz – to rób to. Dobre rady bliskich, znajomych są warte wysłuchania, przemyślenia, posłuchania; jednak pamiętaj, że Ty decydujesz o swoim życiu! Zawsze mimo silnych sugestii słuchaj siebie, co Twe serce mówi i intuicja podpowiada. I wiedz, że nawet jeśli powiedzą potem ” a nie mówiłam/łem ” to oni zawsze będę przy Tobie i użyczą Ci swojego ramienia by wypłakać ból, przyniosą chusteczkę by osuszyć łzy, znajdą czas by wysłuchać…

Ostatnio mało polegałam na swojej intuicji.

Tak jak wczoraj zastanowiła mnie niewiarygodna sytuacja, kolega z którym nie widziałam się dwa miesiące, pierwsze co zrobił witając się ze mną złapał mnie za rękę i sprawdził, czy zdjęłam wszystkie rzemyki, branzoletki, koralki. Według jego teorii to co nosisz na sobie odzwierciedla pewien Twój stan duchowy. Ważne jest, co nosisz i od kogo to masz, po co to nosisz i dlaczego. To wszystko to przywiązania, które niekiedy blokują Cię by pójść dalej.

Bardzo długo walczyłam z tym, żeby nie nosić swego pająka, żeby nie spać z nim, żeby po prostu zakładać go wtedy jak się boję, jak czuję się niepewna – jak zawsze to robiłam. Jak kiedyś to robiłam.
Bardzo trudno było zdjąć pierwsze rzemyki. Zrobiłam to. Zdjęłam to wszystko w cholerę. Niektóre wyrzuciłam do kosza, jedne dałam w prezencie, inne wiszą na tablicy korkowej jako wspomnienie…
Tylko taki traf, że ostatnio w górach znów się pojawił jakiś nowy. Piękny. Bardzo mi się podoba, jednak wczorajsza reakcja kolegi tak mocno na mnie zadziałała, że dzisiejszy cały dzień o tym myślałam i …
już nic nie posiadam na swoich nadgarstkach…. Wariactwo, wiem!

Bardzo trudny tydzień.
Ciężki. Mocny.
Wyciągający ze mnie tyle sił, tyle energii.
Bolesny. Smutny.
I cholernie samotny.