Intensywnie. To znaczy- intensywnie bo bez snu od dwóch dni. No dobra…trochę śpię, ale zdecydowanie za późno zasypiam- dwa dni temu położyłam się o 5:30, wczoraj pewnie po 3. To nieco za mało, jak na to, że na nogach jestem już od jakiejś 7:30.

…jeszcze ten kaszel. Mojżesz mówił mi, że to brzmi oskrzelowo, ale go zignorowałam. Wczoraj Mała i PiRAD powiedzieli to samo no i ….obiecałam, że pójdę do tego cholernego lekarza. Nie lubię chodzić do lekarzy. Pewnie mi antybiotyk przepisze, ale niestety już jestem tak wymęczona tym ostrym kaszlem, bólem gardła i ogólnym przez to osłabieniem, że już mi wszystko jedno, niech tylko przejdzie. Biegać nie mogę, osłabiona chodzę, muszę się oszczędzać…a mnie nosi! Chyba jestem uzależniona od epinefryny ;)
Jej zbyt niski poziom nuży mnie…