Nie pisałam do Ciebie …nigdy. Wprawdzie nie przepadam za pisaniem listów elektronicznych, ale nie mam innej możliwości, gdyż nie posiadam adresu na który mogłabym wysłać ten list.
Ale to nic. W sumie kiedyś wysyłałam do Ciebie sms-y nie znając numeru i docierały. Ten list też dotrze.

Właśnie siedzę w labie. Próbki puszczone, za chwilę pójdę do szklarni obejrzeć rośliny. Zakwitły. Trzeba będzie zabezpieczyć wszystko. Znów nie spałam. To znaczy znów spałam krótko. Wprawdzie noc wydała mi się przyjemna, choć momentami czułam taki ścisk w klatce, jakbym nie mogła złapać oddechu. Jakiś ból. Wewnętrzny. Gorzki smak chwilowej rozkoszy…
 

Poddenerwowana spakowałam wiolonczelę i znalazłam się u lutnika.
Tak. Pęknięcie. Pewnie w tym jest moja żyłka, tak przesuwałam ten podstawek, bawiłam się, że przedobrzyłam.
 
Wiesz, pomyślałam teraz o tym, że nawet moja wiolonczela czuje totalne zdezorientowanie. Jakbyśmy były związane jakąś magiczną nitką…jej duszy też coś jest. Przesunęła się. Pogubiła drogę do miejsca, gdzie jest jej najlepiej. Gdzie brzmi najpiękniej. Chyba tak nie czułam się dawno. Chyba nigdy.
Przynajmniej wiem, na czym mi w życiu zależy na pewno.
Jak to zawsze mówiłam, moją jedyną i prawdziwą miłością, która nigdy mnie nie zdradzi jest ONA. Dobrze się dobrałyśmy. Jakby spojrzeć na jej historię, na to jak jest wykonana, w jaki sposób położono lakier, jak o nią dbano…można by dużo dowiedzieć się o mnie.
Zaskakujące? Ale prawdziwe.

Co za zrządzenie losu…nie wiem w czym rzecz. Pomyślałam, że jeśli może wiesz, kto jeszcze ma do mnie jakiś ukrywany żal, długo pielęgnuje złość do mnie, to proszę Cię. Pokaż mi kto to. Powiedz… Są w życiu pewne rzeczy o które należy dbać z wyjątkową starannością. Może coś przeoczyłam? Może czegoś nie dostrzegam? Cóż…człowiek jest tylko człowiekiem. Nie jest nieomylny.

Czuję się jak zaczarowana. Jakby w wirze sytuacji na które nie mam żadnego wpływu. Przypomniała mi się teoria przyczynowo-skutkowa. Zdarzenie A jest przyczyną B, ilekroć następuje zdarzenie A, to pociąga za sobą zdarzenie B. A przecież zawsze twierdziłam, że człowiek ma wpływ na to co się dzieje i dlaczego tak się dzieje.
No właśnie…

A może podejść do tego tak, że jak już moja wiolonczela doczekała się swojego lekarza, który ją uzdrowi i uspokoi jej duszę, moja także niedługo się uspokoi…?