Kłębią się myśli po głowie…
Ciężki dzisiaj dzień. Taki „nijaki”…wykrzesałam z siebie nieco sił, żeby ten dzień totalnie nie był bez sensu, kupiłam bilet na koncert Tomasza Stańko – ostatni koncert tegorocznej Warszawskiej Jesieni. Prawdę powiedziawszy nie wiem czy mam ochotę na ten koncert iść – dzisiaj tak sądzę, bo po prostu mam paskudny dzień. Ale świadoma tego, że na półce stoją jego nagrania, że Stańko to artysta wielkiego formatu omijam ten cholernie smutny nastrój i zmuszę się by na tym koncercie być. Wiem, że jak za chwilę mi przejdzie, to bym żałowała, że nie poszłam. Jestem przekonana!

Mimo to, dzisiaj, totalne rozwalenie. Miałam coś poczytać o komórkach macierzystych, chciałam się spotkać
z koleżanką, która napastuje mnie od jakiegoś czasu, miałam zrobić wiele rzeczy…W końcu to mój pierwszy wolny weekend! A najchętniej uciekłabym gdzieś daleko na chwilę i wzięła głęboki oddech, krzyknęła z całych sił i mocno kogoś się przytrzymała…

Jak ja nie lubię takich chwil…nijakich, bez werwy, energii…

I te święte słowa ” dasz radę”. Pewnie, że dam. Ale dziś nie mam ochoty dawać rady, uśmiechać się i wierzyć, że… „with a little luck we’ll be fine”…