Adrenalina była?
Była!
Podobało się?
Podobałooo!
To kiedy kolejny raz?
Jutro…? :)
Adrenalina była?
Była!
Podobało się?
Podobałooo!
To kiedy kolejny raz?
Jutro…? :)
Życie składa się z wielu czynników, no może jakoś laboratoryjnie to ujęłam; praca, dom, miłość, rozrywka, można by wymieniać bez końca. Nieważne co by się robiło, w jakim miejscu by się stało, nawet na wierzchołku najwyższej góry świata, bez kogoś z kim mógłbyś dzielić się swoimi odczuciami, radościami, smutkami, durnymi przemyśleniami, czymkolwiek… nic nie jest warte starań. I cieszymy się gdy mamy taką osobę blisko, czujemy, że życie nabiera barw, zima staje sie wiosną, niewyczerpane siły pomagają Ci przezwyciężać trud każdego dnia.
Na początku tej niezwykłej więzi, staramy się, pieścimy najmniejszy szczegół naszego życia, brniemy dalej w przód, szukamy tego co może w kimś wywołać uśmiech, chwilową poprawę nastroju. Pragniemy czuć, że bliskie nam osoby, otoczone są opieką, miłością – nazwijmy to najprościej. Wiem, ten post brzmi, jak jakieś nauki ewangelickie. Potem, mija jeden dzień, tydzień, miesiąc, rok, przychodzą dodatkowe obowiązki… Zapominamy.
Zapominamy czemu kiedyś tak cieszyliśmy się ze spotkania z kimś, dlaczego nawet jajka z ryżem przy tej osobie tak smakowały, jakby się jadło obiad w najlepszej restauracji…
16.01.2008
dokopałam się dzisiaj do nie opublikowanych postów…
Rzeczy najmniejsze pociągają za sobą największe skutki. Jakże często w krytycznych momentach życia wszystko zależy od pozornego drobiazgu.
5.06.2008
Zamknąć drzwi.
Przymknąć okna.
Już czas.
Więcej robić. Mało mówić.
Piszę, czytam, słucham, uczę się.
Oszaleję!
Trochę tego za dużo. Nie wyrabiam się. Nie dlatego, że brak czasu – leniuch mi się włączył.
Wiem o tym. To nie jest „moje” tempo. Bardzo wolno się w tym roku rozkręcam…ciekawe czemu… przeszkadza mi to trochę, jak w nocy się kładę i myślę, że w sumie to coś zrobiłam, ale nie wszystko co bym chciała…:-/
Co by tu zrobić, żeby robić więcej…
Jedyne czemu bardzo dużo czasu poświęcam to słuchaniu kolejnych nowych albumów, które właśnie znalazłam…obłęd…bez sensu. To się ładu i składu nie trzyma!
Aha…no i w końcu …. NARESZCIE!! Chyba zacznę uprawiać sport na miarę swoich potrzeb!
Może podwyższe swój poziom adrenaliny, bo zdecydowanie brak mi bodźców do działania.
Poza tym trzeba zacząć się ruszać, żeby ze spaniem przestać mieć problemy a i odporność wtedy wzrasta na różne takie tam, bakterie, wirusy i te inne…
Choć na jedne takie żyjątka odporność wzrasta, a na inne nie ma takiej siły na świecie, nie ma takiej mocy w kosmosie, by się przed nimi obronić.
Jak będą chciały to i tak dopadną…że ja do tych walecznych należę, nieważne co dopadnie,
będę dzielnie próbować utrudniać dostęp…
To wszystko przez te mutacje.
Nic nie da się przewidzieć, a…
Wszystko zaczęło się dla mnie już od rana w piątek. Totalnie nie mogłam się skupić na tym co robię, choć mimo to okazało się, że wyszło doświadczenie! ;)
Zatem na początku- support: Birdpen. Bardzo mi się podobał. Poza tym udało mi się stanąć przy samej barierce i jak na moje 160 cm wzrostu miejsce było po prostu genialne! Chwila przerwy i ONI.
Całe tourne grają tą samą setlistę, ale to co zagrali i przede wszystkim JAK zagrali było magiczne i mogłabym Ich słuchać jeszcze godzinami!
Cudocudocudownie!!!
Powalili mnie na kolana, koncert był niewiarygodny i oczarował mnie jeszcze bardziej, niż można się tego było spodziewać!!! Brzmieli świetnie, po prostu porazili mnie swoim wykonaniem. Czułam się jak zahipnotyzowana, gdyż nie wiem nawet kiedy zagrali Bullets i dziś jak oglądałam filmik wmurowało mnie nieco…bo co ja wtedy robiłam? :) Wykonanie Kings of Speed, Empty Bottle piękne i bis!
Skąd wzięli taką energię i siłę! Uwielbiam System i jak tylko usłyszałam ten kawałek, to – odleciałam ;)
Czułam się fantastycznie i chyba tak naprawdę straciłam rachubę czasu, już nie mówiąc o tym, że chyba rzeczywistość i wszystko inne zostawiłam za murami Stodoły. Odlot maksymalny… Again wykonany zawodowo. Naprawdę pełen szacun. Jak to wyczytałam dziś na last.fm:
„Cóż…można wykreślić kolejną rzecz z listy „do zrobienia przed śmiercią”. I to jeszcze zanim taka lista powstała…”

A po koncercie…
Siedziałam przy wyjściu, gdzie powinni pojawić się muzycy. Pogawędki z ochroniarzem i wyciągnięcie od niego wiadomości czy wyjdą nie należały do łatwych, ale było mnóstwo przy tym śmiechu! ;)
No i nagle zaczęli się pojawiać, naturalnie i po prostu od tak, można było dojść do każdego z nich, zamienić parę słów, wziąć autograf, no i moje małe szaleństwo!
Rano w piątek wyciągnęłam moją ulubioną błękitną koszulkę i wymyśliłam, że chcę mieć autografy właśnie na niej. I udało się!! Najlepsza chyba akcja była z Pollardem Berrier, kiedy z grupą chyba 6 ochroniarzy wychodził już a nagle mój kumpel krzyknął ” One moment! ” i ja biegiem z flamastrem i uśmiechem numer 6 wystawiam swoje plecki do podpisu! ;) Hehhee…swoją drogą Pollard wydał się niezwykle skromnym człowiekiem.

To był świetny wieczór. Mam mnóstwo zdjęć z koncertu, foto z każdym muzykiem, filmiki (dzięki Mitka!!!) a koszulka jest iście artystycznie podpisana, jakby się starali, żeby naprawdę ładnie wyglądała no i muzyka!

Można by było stać i stać i słuchać i słuchać i patrzeć …. i słuchać i stać….i słuchać…
Są WIELCY! Wszystko co wczoraj przeżyłam, przewyższyło moje najśmielsze oczekiwania!
TO BYŁ MÓJ WYMARZONY I NA PEWNO BĘDZIE NIEZAPOMNIANY W MOIM ŻYCIU KONCERT!
Nie ma jak to pisać posta na MacBook’u! Uff…wszystko inaczej! Na szczęście to na chwilę.
Wczoraj obejrzałam koreański horror „Wiolonczela”. Przyznaje wolę „normalne” wcielenia wiolonczelistek, niż takie jakie ujrzałam wczoraj wieczorem. Nie zdawałam sobie sprawy z faktu, że mam taką broń w mym pokoju…;)
Poza tym zawalona jestem toną muzyki. Teraz jestem w trakcie oswajania się z MegaDeth, płytą Nicka Cave, została nowa płyta Alice in Chains którą dzisiaj wyczarowałam a i oczywiście obowiązkowo przypomniałam sobie wszystkie płyty Archive (nawet postarałam się i znalazłam w sieci Controlling crowds part IV – można posłuchać całej płyty, mimo, że jeszcze na półkach w Polsce jej nie ma). Dodatkowo dużo przy tej muzyce czytania, bo przecież bez sensu słuchać nie wiedząc o czym ktoś śpiewa, nie wspominając o tym skąd jest zespół. Nie mówię, że czytam całą biografię każdego słuchanego przeze mnie zespołu, ale dobrze jest wiedzieć choćby kilka rzeczy na ten temat :) Lubię to. Lubię tak spędzać czas.
Dzisiaj pierwszy raz przeczytałam list, który napisałam. Nie robię tego zwykle. Moja metoda pisania listów to: napisać, zakleić w kopercie, zaadresować i wysłać. Potem zastanawiać się co się napisało. Wydaje mi się to bardziej naturalne, prawdziwe. Ale ten list napisałam 2 tygodnie temu i przyznam MASAKRA!
Chyba nie wyślę go!
Te listy to też niezły patent. O co z nimi chodzi?! Obudziłam się kiedyś pięknego słonecznego dnia w październiku (sądzę, że to było koło 1.10.2009) i nagle poczułam wielką ochotę pisania! I piszę…dlatego chyba teraz więcej muzyki tutaj jest niż wpisów, bo więcej bazgrze na papierze, moim czarnym notesie, kartkach, karteczkach, wszędzie, gdzie się da a mnie coś przyjdzie do głowy :)
Jutro Mitka przyjeżdża. Cieszę się, bo stęskniona jestem za Nią.
Miło będzie spędzić z Nią całe popołudnie, wieczór, dzień :)))
A to taki piękny dodatek:
I tyle :)
Nawet jak pogoda nie sprzyja, obowiązków za dużo, coś w życiu się zmienia, ktoś ucieka, ktoś przybiega,
ktoś choruje, ktoś traci, ktoś zyskuje…trzeba pamiętać, by wykrzesać z siebie jeszcze trochę energii,
jeszcze trochę sił.
Wszystko co dziś wygląda blado, jutro może nabrać barw.