Historia z Korgiem jest kosmiczna!
Umówiłam się ze znajomą na próbę. Kah – gra na gitarze, przynajmniej do tego spotkania tak mi się wydawało. Miałyśmy się spotkać i wymyślić muzykę dla Gori.
Wchodzę do mieszkania Kah i widzę pianino elektryczne. Siadam i po prostu umieram z wrażenia.
Klawisze w pełni ważone, dynamiczne. Pedał na wzór akustycznego pianina…
Pytam ile zapłaciłaś? Ona, że jakieś 3 tys kilka lat temu…
Więc zaraz zapomniałam o nim, bo nie stać mnie po prostu na taki wydatek, tym bardziej, że ma wiolka czeka już kilka miesięcy na lutnika a w sumie to na nową podstrunicę…

Jednak nie mogłam zapomnieć…i z kim tylko się spotkałam paplałam, jakie to fajne pianino i że takie efekty,klawisze i jakbym chciała takie mieć…
 
 
korg
 
I co…?
I znajomy przesyła mi link do aukcji na allegro- Korg sp200. Cena dużo mniejsza.
Spojrzałam, ale wyłączyłam, no bo nie mam kasy – pomyślałam.
Znajomy mówi ” zadzwoń, zapytaj się za ile chce go naprawdę sprzedać ”
Myślę „ale po co, przecież i tak nie kupię”…

Uparty mówi: „zadzwoń i zapytaj się kiedy można zobaczyć…”
Zadzwoniłam, umówiłam się i kupiłam…

A za co?
Za raty u kolegi…
Od stycznia 100 zł miesięcznie! :)))

Zrealizowanie tego marzenia zajęło mi niecały tydzień.
Musi coś z tego być, bo chyba nigdy tak łatwo mi nic nie poszło.
No może zakup wiolonczeli. Też był bardzo szybki…

Będzie coś z tego.
Wiem to!