Wpisy z miesiąca Listopad, 2009

Wczoraj wyjęłam ze schowka mój stary zeszyt. Dużo tam różnych rzeczy, moich myśli, listów nie wysłanych, pocztówek które dostałam, notatek, rysunków, papierków…
Przywiozłam go do Warszawy. Po co?
Sama chciałabym wiedzieć.
…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..
 
Te cholerne oczekiwania.
Dlaczego tak jest, że czuję się jakby znów ktoś mi ustalał to,
jak powinnam coś zrobić, a jak nie powinnam,
jak powinnam wyglądać, a jak nie powinnam,
jak powinnam się zachowywać, a jak nie powinnam.

Nie mam już 5 lat, nie zgodzę się na wszystko w co ktoś chce mnie ubrać.
Duże czerwone kokardy przestały mi się podobać.
Teraz podobają mi się inne frotki i mam zamiar je zdobyć, nosić i cieszyć się ich widokiem.

Jak komuś one nie odpowiadają, a bluzka wydaje się za szeroka, to niech naprawdę da mi spokój.
Nie zmienię się.

Ludzie się nie zmieniają. Nawet jak tak mówią. Zmienia się otoczenie, zmienia się to, że ktoś kiedyś wstawał późno a dziś wstaje o 5 rano. Ale to co w człowieku jest, to jaki jest, jak odczuwa, jak wygląda, jak chce by jego życie wyglądało, nie zmieni nikt. Nawet jakby próbował robić to siłą. Nic się nie da na siłę.
No może sposobem, podstępem można coś zmienić, ale czy to się utrzyma? Czy to nie wróci?
Stare pragnienia, uśpione marzenia, zakopane tęsknoty…?
Przecież wiadomo, że to wróci. Jak bumerang. Tylko z podwojoną siłą niekoniecznie budującą…

Czemu wiec, nie można po prostu patrzeć, powiedzieć coś w sposób niekrzywdzący a dający przestrzeń dla własnych przemyśleń, weryfikacji i po prostu kochać?

Pokochać kogoś za to, że teraz lubi frotki, a nie te wielkie czerwone kokardy…
 
 

przecież tylko miłością można coś zdziałać

Patrzę na moich rodziców.
Bardzo uważnie.
 
Przyglądam się.
Próbuję znaleźć cząstki siebie w Ich odbiciu.
 
Trudne.
Ale możliwe.


 
czy ja też jestem taka zaborcza?