Wpisy z miesiąca Grudzień, 2009

No to angina nie była anginą, bo w piątek wzięłam ostatnią tabletkę antybiotyku a w niedzielę pojawiła się znów temperatura. Poniedziałek rano – lekarz – diagnoza- że to nie te bakterie mnie zaatakowały co myśleli wcześniej, to jakieś inne – SUPER –

Więc co zrobił wysoki, przystojny, młody (ale zajęty) lekarz?
Z uśmiechem numer 10 wręczył Agatce receptę na kolejny antybiotyk – tym razem nie dwie paczki, tylko jedna, ale za to jakie tabletki… Nie dość, że wielkie to jeszcze się pienią jak za mało wody weźmiesz do popicia!

Dziś wróciłam do labu do swoich drożdży, bakterii. Elegancko :]
Pograłam na wioli, powaliłam w pianino. Nie mam dzisiaj weny do pisania. To znaczy teraz nie mam weny.
Może za jakąś chwilę będę ją miała, póki co, zrobię gorącą herbatę, łóżko, spakuję się w piżamkę i trochę ogrzeję, bo jakoś mi się zimno zrobiło. Wiem nawet czemu, bo myślę by w lutym w Tatry pojechać i w rakach pochodzić!

Ale mam chaos w głowie! Tak właśnie z tym powrotami jest, nie wiadomo co pisać, za co się wziąć, nie można większości rzeczy znaleźć i wiele już się zapomniało…
co ja miałam zrobić?

Jak to kumpel napisał o tym kawałku: “Stary ale jary. No może troszeczkę odśnieżony…”
Polecam.

Znalazłam ciekawy filmik, przedstawiający wszystko to, co człowiek odczuwa ćwicząc jakiś kawałek i próbując wyciągnąć z niego to, co się chce.

Niektórzy mówią do mnie, “ależ możesz spokojnie sobie ćwiczyć przy mnie, to mi nie przeszkadza”.
Ale mnie tak! Przecież nie bardzo chce się widzieć widok czyjejś tępej miny, słuchać niezrozumiałego mamrotania, przeklinania…no i moment jak ma się już dość i wymiotuje się tym wszystkim…
Perełki już te wyszlifowane łatwiej podziwiać, wymiocin – niekoniecznie.
Zatem kochani zrozumcie – ćwiczenie niech pozostanie w mojej kwestii, słuchanie rezultatów w Waszej :)

Dzisiejszą mą aktywność umysłową rozpoczęłam dosyć późno. Bowiem około godziny 17. Niestety wcześniej, myśleć się nie dało, bo siły się nie miało.
A wszystko tak naprawdę zaczęło się od tego, że pewna osoba napisała mi, że bałwana już ulepiła!
I jak wstałam, usiadłam w kuchni przy oknie i patrzę na ten śnieg i przytulam się do grzejnika i znów patrzę, myślę, dumam… Przecież za zimno na lepienie bałwana! :)
Niekiedy ten analityczny łeb do czegoś się przydaje ;)

W każdym razie, to była moja pierwsza dzisiaj łamigłówka. Chyba jeszcze nie ozdrowiałam, jak wcześniej myślałam.
No a bałwan…Genialny pomysł!

Wczoraj próbowałam znaleźć jakąś fajną muzyczkę świąteczną, by spróbować choćby poczuć te Święta.
Niestety nie znalazłam nic ciekawego. To znaczy – to co mi się spodobało, nie dało się na legalu ściągnąć, więc nadal jestem bez świątecznej muzyki.
To nic, dziś dostałam coś takiego- ma być energetyzujące i jest :)
W ogóle bardzo ciekawa piosenka, uwielbiam te różne przeszkadzajki i takie połączenia instrumentów, elektroniki.

Wczoraj oglądałam pewien film w tle leciał ten kawałek i jakoś tak mi się nieswojo zrobiło…
Ech…

Antybiotyk zaczyna działać, bo zaczynam być znów tak samo złośliwa jak ostatnio:]
Leżąc w tym łóżku można ogłupieć, człowiek nasłucha się tych swoich myśli w głowie, spać nie może, a potem nad ranem okazuje się, że chyba ma problem.
Pięknie! Chyba już wolę mieć cały czas tą wysoką temperaturę.

Za chwilę święta. Próbuję sobie przypomnieć w jakim nastroju byłam rok temu o tej porze. Wprawdzie chora na anginę nie byłam, ale czułam się nie najlepiej. W ogóle wczoraj miałam taki głupi pomysł – naprawdę nie wiem, co mną niekiedy kieruje, że takie beznadziejne rzeczy wymyślam. Może te blond włosy…

- wracając, wymyśliłam, że w sumie to koniec roku, można by jakoś podsumować jak to było, co się wydarzyło.
Nawet w głowie już zaczęłam układać litanię do starego roku opiewającą me wzloty i upadki…Na szczęście zasnęłam! Uff…

Dziś mój pierwotny pomysł upadł. Rok jak rok. Jak zwykle ciekawy i zaskakujący. A który taki nie był?
Denerwują mnie ostatnio te podsumowania, bo próbowałam taką metodą, pewne rzeczy rozwikłać i powiem jedno- to nie jest dobry pomysł! Więc w tym roku, nie będę pisać jaka to byłam szczęśliwa, a jaka nieszczęśliwa, czy miałam motylki w brzuchu, czy raczej ćmy, czy widzę progres w mym graniu, czy jego brak, czy w ogóle coś się zmieniło czy nie. Kogo to obchodzi, swoje się doświadczyło, swoje przeżyło i w czaszce wszystko jest. Nie wracać to tego. Koniec. Kropka.

W sumie… tylko mogę jedno zrobić. Obiecać sobie, że czegoś nie przeoczę, że będę milsza, mniej zgorzkniała i spróbuję dać sobie pomóc. Tylko zaznaczam- spróbuję ;)

Wstałam na chwilę. Jestem ledwo żywa. Temperatura od dwóch dni 39 st. oczywiście nie cały czas, ale potrafi to zmęczyć. Angina. Fuck! Czemu teraz…? We środę zdążyłam wypisać jedną kartkę świąteczną i wszystko leży…

Podniosłam się dzisiaj i piszę tylko dla Ciebie – Jacku.
Będąc dzisiaj u lekarza, panie dały mi na portierni wielką paczkę. Uśmiechały się i mówiły, że mam dobrze, że jeszcze świąt nie ma a już Mikołaj do mnie przyszedł :)
Dziękuję Ci! Piękne. Wprawdzie nie mogę tym cieszyć się tak, jakbym chciała, bo ból gardła i głowy totalnie mnie rozwala…

Chyba jeszcze takiego prezentu nie dostałam – nie tylko od osoby, której nigdy nie widziałam, to jeszcze jakoś tak, no nie wiem…
Podoba mi się i szczerze ucieszyłam się na jego widok – dziękuję Ci Jacku, łobuz z Ciebie, rozrabiaka, a chyba udało Nam się wytworzyć, taką niewidzialną nić porozumienia :)
Jej co ja piszę – weź pod uwagę fakt, że nadal mam gorączkę.
Mam nadzieję, że jak poczuję się lepiej, będę mogła zrobić to, co zamierzałam wczoraj.

Jesteś ciekawym doświadczeniem ;)

Siedzę dzisiaj i dumam.
Odpoczywam po intensywnym weekendzie.
Trochę się działo w tym Zakopcu. Śnieg spadł, mróz szczypał w nosek, pod butami tak fajnie skrzypiało…
Ech…uwielbiam to! No i oczywiście jak nie winko grzane, to piwko, jak nie piwko to … herbatka ;)
Nocne granie, śpiewanie, tańczenie, chyba wszystko było- full zestaw!

Dumam,
że wszystko się zmienia,
że lubię wycieczki,
że w Filharmonii Łódzkiej w lutym będzie Yo-Yo-Ma i wiem, że już na Niego idę,
że muszę pomyśleć o mym sautillé,
o tym, że obiecałam pójść na piwko kilku osobom,
że podoba mi się książka, którą dostałam od Angela – Haruki Murakami “Norwegian Wood”,
że moja ligacja jednak nie wyszła, bo się nie strawiła tak jakbym tego chciała,
bo generuje kosmiczne wyniki,
bo moją ukochaną zapalniczę chyba ma Ania, ponieważ nie mogę jej znaleźć,
bo zakwitł mi storczyk, a takie różyczki padły,
że chcę kupić sobie jakąś płytkę z muzyką filmową,
że niedługo święta i chyba ich nie czuję,
że muszę wygenerować kilka pomysłów,
że czas najwyższy nie myśleć o wczoraj tylko pomyśleć o dziś.


 

to gdzie byś poleciał?

Nie będzie mnie do końca tygodnia. Mam nadzieję, że Plazmid nie będzie bardzo tęsknił – choć ja będę. Bardzo bardzo.
Szkoda, że Puzon nie jedzie, Witia , Domino i pani Grażynka buu…:(((
Ale jak to się mówi, co się odwlecze to nie uciecze! :)