No to angina nie była anginą, bo w piątek wzięłam ostatnią tabletkę antybiotyku a w niedzielę pojawiła się znów temperatura. Poniedziałek rano – lekarz – diagnoza- że to nie te bakterie mnie zaatakowały co myśleli wcześniej, to jakieś inne – SUPER –
Więc co zrobił wysoki, przystojny, młody (ale zajęty) lekarz?
Z uśmiechem numer 10 wręczył Agatce receptę na kolejny antybiotyk – tym razem nie dwie paczki, tylko jedna, ale za to jakie tabletki… Nie dość, że wielkie to jeszcze się pienią jak za mało wody weźmiesz do popicia!
Dziś wróciłam do labu do swoich drożdży, bakterii. Elegancko :]
Pograłam na wioli, powaliłam w pianino. Nie mam dzisiaj weny do pisania. To znaczy teraz nie mam weny.
Może za jakąś chwilę będę ją miała, póki co, zrobię gorącą herbatę, łóżko, spakuję się w piżamkę i trochę ogrzeję, bo jakoś mi się zimno zrobiło. Wiem nawet czemu, bo myślę by w lutym w Tatry pojechać i w rakach pochodzić!
Ale mam chaos w głowie! Tak właśnie z tym powrotami jest, nie wiadomo co pisać, za co się wziąć, nie można większości rzeczy znaleźć i wiele już się zapomniało…
co ja miałam zrobić?






