Antybiotyk zaczyna działać, bo zaczynam być znów tak samo złośliwa jak ostatnio:]
Leżąc w tym łóżku można ogłupieć, człowiek nasłucha się tych swoich myśli w głowie, spać nie może, a potem nad ranem okazuje się, że chyba ma problem.
Pięknie! Chyba już wolę mieć cały czas tą wysoką temperaturę.

Za chwilę święta. Próbuję sobie przypomnieć w jakim nastroju byłam rok temu o tej porze. Wprawdzie chora na anginę nie byłam, ale czułam się nie najlepiej. W ogóle wczoraj miałam taki głupi pomysł – naprawdę nie wiem, co mną niekiedy kieruje, że takie beznadziejne rzeczy wymyślam. Może te blond włosy…

- wracając, wymyśliłam, że w sumie to koniec roku, można by jakoś podsumować jak to było, co się wydarzyło.
Nawet w głowie już zaczęłam układać litanię do starego roku opiewającą me wzloty i upadki…Na szczęście zasnęłam! Uff…

Dziś mój pierwotny pomysł upadł. Rok jak rok. Jak zwykle ciekawy i zaskakujący. A który taki nie był?
Denerwują mnie ostatnio te podsumowania, bo próbowałam taką metodą, pewne rzeczy rozwikłać i powiem jedno- to nie jest dobry pomysł! Więc w tym roku, nie będę pisać jaka to byłam szczęśliwa, a jaka nieszczęśliwa, czy miałam motylki w brzuchu, czy raczej ćmy, czy widzę progres w mym graniu, czy jego brak, czy w ogóle coś się zmieniło czy nie. Kogo to obchodzi, swoje się doświadczyło, swoje przeżyło i w czaszce wszystko jest. Nie wracać to tego. Koniec. Kropka.

W sumie… tylko mogę jedno zrobić. Obiecać sobie, że czegoś nie przeoczę, że będę milsza, mniej zgorzkniała i spróbuję dać sobie pomóc. Tylko zaznaczam- spróbuję ;)