mimo wszędobylskiego bólu, który odczuwam tu i ówdzie, pojawiłam się dzisiaj na spotkaniu organizacyjnym co do kursu, który rozpoczynam. Kurs oczywiście związany jest z górami, skałkami i wszystkim tym po trochu. Jestem zajebiście podjarana, mam nadzieję, że tak jak teraz w środku skaczę z radości, tak za 2 tygodnie będę skakać w praktyce ;)
Nie układa się to wszystko tak, jakbym chciała. Siły wyższe. Chcesz gdzieś być, ale nie możesz, bo zaczyna Ci to zagrażać bardziej, niż gdybyś po prostu był.
Skołowana jestem. Po 6 tygodniach zmęczona.
Żebym widziała choćby cień nadziei na to, że po prostu to jest już ten ostatni tydzień.
Nie mam.
Nie jest to optymistyczny wpis, ale musiałam to napisać.
Więcej do tego nie wrócę. Obiecuję.
Już nie mogę doczekać się jutra.
Po miesięcznej przerwie, znów założę me ukochane buciki, zawiąże ósemkę i wejdę tak wysoko, jak tylko się da!
Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry.
Podróżuj, śnij, odkrywaj.
Mark Twain
Po tej wystawie mam jedno skojarzenie, które towarzyszyło mi zawsze jak chodziłam na tego typu imprezy, mianowicie:
Artyści chodzą w szalikach. Niezależnie od pory roku.
Najlepiej, żeby szalik był długi i czerwony.
Dorwałam jeszcze dzisiaj jakiś zbiorek zaskakujących sentencji. Hmm…nie wiem czy to sentencje, cytaty na pewno. W każdym razie jedna mi się spodobała:
Wiele psów uważa obrożę za swoją własność.
Andreas Goldscheider
Mocne nie?
Zimno dzisiaj nie?
Mimo to pojechałam na otwarcie wystawy MASBEDO w ramach FESTIWALU TEMPS D’IMAGES 2010
Twórcami są Jacopo Bedogni i Nicolò Massazza. Są to multimedialne projekty czerpiące inspiracje z fotografii, wideo, teatru, muzyki i literatury. Wiem, trochę ciężko to sobie wyobrazić i chyba nawet nie próbuję nikogo do tego zmuszać. Po prostu trzeba to zobaczyć.
Tak na poważnie, to wystawa składająca się z trzech prac wideo i dokumentacji jednej instalacji. Powstały one podczas dziesięcioletniej działalności MASBEDO. Na wystawie pokazany jest jeden z pierwszych filmów „11.45.03”. Następnie wideo „10 insects to feed” , który zdobył nagrodę krytyki na festiwalu filmowym w Trieście w 2007r) oraz „Togliendo tempesta al mare” („Taking storm from the sea”). Ostatnie wideo „Glima”, jak dla mnie jest dość szokujące – przedstawiające emocjonalne struktury związku kobiety i mężczyzny.
Według mnie idealnie odzwierciedla te struktury.
Jak wygląda ta wystawa?
Po środku sali jest wyświetlany na dużym ekranie “Glima”, po bokach są ekrany z pozostałymi pracami, zakładasz słuchaweczki, wygodnie siadasz, słuchasz i oglądasz ;)
Co jeszcze może skąd ta nazwa MASBEDO?
MASBEDO to połączenie w sobie fragmentów nazwisk dwóch mediolańskich artystów tworzących grupę: Nicolò Massazzy (1973) i Jacopo Bedogniego (1970).
A żeby nie czytać tego wszystkiego co napisałam, by przyswoić nowe rzeczy, proponuję włączyć filmik, można zrozumieć klimat i formę tego festiwalu:
źródła: CENTRUM SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ
MASBEDO- prezentacja prac wideo
Czemu tak jest, że jak zaczyna mi ktoś podłączać coś do kompa to: zaczynam się denerwować, motać i totalnie dekoncentrować.
Czemu tak jest, że te cholerne sprzęty, które ogólnie uważam, za niezłe wynalazki są tak oporne. Jak jedno działa, to drugie coś nie tak, jak działają efekty – nie działa pianino, jak działa pianino, to znów nie mogę go usłyszeć. Można oszaleć…
Już wiem! Właśnie przypomniałam sobie koncert w Olsztynie rok temu. Pamiętam jak elegancko usiadłam sobie z wiolką na scenie, przyszedł koleś bym mogła podłączyć się pick-up’em. Zaczynam grać kilka dźwięków …I nagle…
PANIKA, bo dźwięk jak nie mój, bo coś nie pasuje, bo przesterowane, bo to, bo tamto.
Normalnie trauma!
Przecież zawsze było tak, że wchodziłam, siadałam i grałam i było dobrze.
No właśnie…ale to było wtedy, kiedy grałam Bacha, Jemu kabelek nie był potrzebny.
Czuję się źle, że w taki obłęd wpadam. Chłopaki robią co mogą, ułatwiają wszystko, by było jak najmniej problemów. Ustawiają mi jakieś szablony, wgrywają programy tak, żebym tylko włączyła, usiadła i grała a ja…no cóż…niekiedy zachowuję się jak wariatka.
Może kiedyś nabiorę do tego więcej dystansu i ufności.
Na szczęście, jeszcze znajdują się Tacy, którzy w niezrozumiały dla mnie sposób znoszą te szaleńcze zachowania.
Dzięki :)