Wpisy z miesiąca Styczeń, 2010

Z delikatnym poddenerwowaniem i niepokojem piszę, że na pulpicie mojego komputera pojawił się nowy plik:
Serce Miesniowe.rns

Kumpel podłączył mi piano do Reason’a i teraz mogę nagrywać piano, zmieniać barwę dźwięku, dodawać efekty, perkusję….wow! SUPER!!! Nie wiedziałam, że to będzie tak super brzmiało i w ogóle. Tyle możliwości, zabawy… Jaaaaa… :))))
Idę na spacer. Ostudzę te nadmierne emocje. Poza tym trzeba trochę przyzwyczajać gardło do normalnych warunków, by znów potem jakiegoś świństwa szybko nie złapać.

Wczoraj miało być granie, ale rozpoczęło się od podłączania, a to jeden kabelek, a to drugi, a tu w programie coś przestawić, zmienić, wyrzucić i w sumie na podłączeniu pozostało. Ale to nic :)

Przyszedł Yoshi do mojej sąsiadki, więc wieczór nagle zmienił się totalnie.
Yoshi jest niesamowity. Japończyk mówiący po polsku czarujący w kuchni niewiarygodne smaki!
Zawsze jak przychodzi, robi coś nowego i oczywiście japońskiego.
I tak w grupie sześciu osób, bo aż tyle Nas się zebrało, siedzieliśmy, gadaliśmy, winko popijaliśmy i wcinaliśmy nabe. Mniam!

Wprawdzie jedzenie pałeczkami na razie sprawia mi trochę problemów, ale sprytnie wykonana konstrukcja Yoshiego o ładnej nazwie „pałeczki dla początkujących” ;) pozwoliła mi wyłowić co nieco z talerza :)
 
 

W uszach dzisiaj słyszę to:

Zaintrygowały mnie dzisiaj wpisy kumpeli, szperając w necie i szukając przysłowiowego „szczęścia „, napotkałam na ciekawą historię

 
Bajka o Miłości i Szaleństwie

Powiadają, że pewnego razu spotkały się na Ziemi wszystkie uczucia i cechy ludzkich istot.
I tak: Gdy Znudzenie ostentacyjnie ziewnęło po raz trzeci, Szaleństwo, jak zwykle obłędnie dzikie, zaproponowało: – Pobawmy się w chowanego!
Intryga, niezmiernie zaintrygowana, uniosła tylko lekko brwi, a Ciekawość, nie mogąc się powstrzymać, spytała z typowym dla siebie zainteresowaniem:
- W chowanego? A co to takiego?
- To zabawa – wyjaśniło żywo Szaleństwo – polegająca na tym, iż ja zakryję sobie oczy i powoli zacznę liczyć do miliona.

W międzyczasie wy wszyscy dobrze się schowacie, a gdy skończę liczyć, moim zadaniem będzie was odnaleźć.
Pierwsze z was, na którego kryjówkę trafię, zajmie moje miejsce w następnej kolejce.

Podekscytowany Entuzjazm zaczął tańczyć w towarzystwie Euforii, Radość podskakiwała tak wesoło, iż udało się jej przekonać do gry Wątpliwość, a nawet Apatię, której nigdy niczym nie dało się zainteresować.
Jednakże nie wszyscy chcieli się przyłączyć.
Prawda wolała się nie chować, w końcu i tak zawsze ją odkrywano.
Duma stwierdziła, że zabawa jest głupia, ale tak naprawdę w głębi duszy gryzło ją, iż pomysł wyszedł od kogo innego.
Tchórzostwo z kolei nie chciało ryzykować.

- Raz, dwa, trzy – zaczęło liczyć Szaleństwo.
Najszybciej schowało się Lenistwo, osuwając się za pierwszy lepszy napotkany kamień.
Wiara pofrunęła do nieba, a Zazdrość ukryła się w cieniu Triumfu, który z kolei wspiął się o własnych siłach hen!
Na sam szczyt najwyższego drzewa.
Wspaniałomyślność długo nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca,
gdyż wszystkie kryjówki wydawały się jej idealne dla przyjaciół: krystalicznie czyste jezioro było wymarzonym miejscem dla Piękności, dziupla – w sam raz dla Nieśmiałości, motyle skrzydła stworzono dla Zmysłowości, powiew wiatru okazał się natomiast najlepszy dla Wolności.
W końcu Wspaniałomyślność schowała się za promyczkiem słońca.
Z kolei Egoizm znalazł sobie, jak sądził, wspaniałe miejsce: wygodne i przewiewne, a co najważniejsze – przeznaczone tylko, tylko dla niego.
Kłamstwo schowało się na dnie oceanów, a może skłamało i tak naprawdę ukryło się za tęczą? Pasja i Pożądanie w porywie gorących uczuć, wskoczyli w sam środek wulkanu.
Niestety wyleciało mi z pamięci, gdzie skryło się Zapomnienie, lecz to przecież mało ważne.
Gdy Szaleństwo liczyło dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć
Miłość jeszcze nie zdołała znaleźć sobie odpowiedniego miejsca.
W ostatniej chwili odkryła jednak zagajnik dzikich róż i schowała się wśród ich krzaczków.
- Milion – krzyknęło na końcu Szaleństwo
i dziarsko zabrało się do szukania.
Od razu, rzecz jasna, odnalazło schowane parę kroków dalej Lenistwo.
Chwilę potem usłyszało Wiarę rozmawiającą w niebie z Panem Bogiem.
W ryku wulkanów wyczuło natomiast obecność Pasji i Pożądania.
Następnie, przez przypadek, odnalazło Zazdrość, co szybko doprowadziło je do kryjówki Triumfu.
Egoizmu nie trzeba było wcale szukać, gdyż jak z procy wyleciał ze swej kryjówki, kiedy okazało się, iż wpakował się w sam środek gniazda dzikich os.
Trochę zmęczone szukaniem Szaleństwo przysiadło na chwilę nad stawem i w ten sposób znalazło Piękność.
Jeszcze łatwiejsze okazało się odnalezienie Wątpliwości, która, niestety, nie potrafiła się zdecydować, z której strony płotu najlepiej się ukryć.
W ten sposób wszyscy zostali znalezieni: Talent wśród świeżych ziół, Smutek – w przepastnej jaskini, a Zapomnienie… cóż, już dawno zapomniało, iż bawi się w chowanego.
Do znalezienia pozostała tylko Miłość.
Szaleństwo zaglądało za każde drzewko, sprawdzało w każdym strumyczku, a nawet na szczytach gór i już, już miało się poddać, gdy odkryło niewielki różany zagajnik.
Patykiem zaczęło odgarniać gałązki…
Wtem wszyscy usłyszeli przeraźliwy okrzyk bólu.
Stało się prawdziwe nieszczęście!
Różane kolce zraniły Miłość w oczy.
Szaleństwu zrobiło się niezmiernie przykro, zaczęło prosić, błagać o przebaczenie, aż w końcu poprzysięgło zostać przewodnikiem ślepej z jego winy przyjaciółki.
I to właśnie od tamtej pory, od czasu, gdy po raz pierwszy bawiono się na Ziemi w chowanego, Miłość jest ślepa i zawsze towarzyszy jej Szaleństwo.
 
M.Podleśny

źródło tekstu: Bajka o Miłości i Szaleństwie

Trochę późno rozpoczęłam ten dzień i chyba jestem nadal nieprzytomna. Nie mogę zasnąć w nocy, a potem …

Odpaliłam dziś piano. Pograłam, pośpiewałam a teraz wcinam okropny jogurt naturalny przegryzając grejpfrutem (swoją drogą- niezłe połączenie).
Okej…czas się skupić.
Trzeba popracować, geniusz nie wystarczy ;)

Zawsze wierzyłam (zgubne, tak wierzyć) w to, że jak ktoś jest np. hydraulikiem, to jak w rurze coś będzie przeciekać to będzie umiał to naprawić, albo  mechanik samochodowy- nie mówię, że wszyscy potrafią robić wszystko doskonale, ale powiedzmy, że wiesz, że jest takie miejsce, gdzie po prostu dobrze zostawić swój samochód… albo, że fryzjer obetnie Ci tak włosy jak chcesz :)

No właśnie…
Zatem odebrałam dzisiaj moje ostatnie wyniki. Nie wyszły najlepiej. Dwie okropne bakterie wyhodowały się, więc czym prędzej chciałam dostać się do lekarza. Okazało się, że nie przyjmą mnie tam, gdzie robiłam badania, bo…NIE :)
Zatem poszłam tutaj blisko gdzie mieszam, do Kliniki Medycznej, dowiedziałam się, że przyjmie mnie internista po 18. Ale pani powiedziała mi też,gdzie jest ostry dyżur laryngologiczny w Warszawie. Dotarłam tam. Z przygodami – bo kolega mnie zawiózł i jego samochód stanął na skrzyżowaniu :)
Wracając – dotarłam. Pokazałam lekarzowi wszystkie badania i antybiogram. Antybiogram jest bardzo pomocny, gdyż lekarz widzi, na jakie antybiotyki bakteria mam oporność a na jakie nie.
Patrzy na wynik – przepisuje receptę, mnie coś ruszyło, więc zapytałam czy chce zobaczyć jeszcze raz ten antybiogram. On, że widział już. Więc ok…

Wracam do domu. Sprawdzamy ulotkę z kumplem (w sumie nie jedną ulotkę tylko wszystkie ulotki leków jakie brałam i bawiliśmy się w lekarza, sprawdzając na antybiogramie czemu nie podziałały…), co się okazało. Antybiotyk który został mi przepisany 30 min wcześniej jest oporny na moje bakterie! !?! Humor mojej sąsiadki i kumpla dosięgał zenitu. Myślałam, że ich pozabijam. Fuck!?! Zjadłam,umyłam zęby i poszłam do Kliniki. Tam nawet sprawnie poszło. Rejestracja szybka i pierwszy raz nikt na mnie nie krzyczał. Choć nie powiem, było ciekawie… Wchodzę do gabinetu, a tutaj dwóch lekarzy. Jeden mi się tłumaczy, że się uczy więc będzie się przypatrywał. Mnie tam wszystko jedno (no oprócz tego, że ten młody lekarz jakoś tak sympatycznie wyglądał z tym stetoskopem ;)

Więc analiza. Lekarz z ostrego dyżuru pomylił się- rewelacja!!
Więc kolejny- nowy antybiotyk przepisany. Nagle panowie mówią do mnie – zbadamy pani płuca (??). Mówię spoko, ale chyba nie potrzeba, bo już badali mnie prawie wszyscy specjaliści. Jest ok. Uparli się.
Ja pier****, jeszcze nigdy nie badało mnie dwóch lekarzy?! Jeden plecki, drugi serducho…na bank ciśnienie mi się podniosło. Trochę się pogubiłam, czy badają mnie, czy chcą zobaczyć jaki stanik noszę!? :) Jak dla mnie trochę tego za dużo!?!
No ale to było tylko otoczką tego,  że dumna jestem, bo powróciłam do czytania ulotek.
Bycie dociekliwym jednak popłaca.

Wniosek:

Pamiętaj, lekarza trzeba sprawdzić podwójnie! :)

Emocje, uczucia, sekrety. Wszystko, co dotyka bardziej bądź mniej, co sprawia, że się wzruszasz albo nie.
Niewypowiedziane słowa, myśli, pragnienia…te prawdziwe TWOJE.

A to wszystko mieści się na małej kartce elektrokardiogramu …
Widzisz tutaj coś?

EKG mojego serducha

Oprócz tego, że serce zdrowe a wyniki książkowe …

Żeby wyzdrowieć właśnie taką cudowną miksturę trzeba pić, potem leżeć przykrytym po uszy w łóżku, a w między czasie oczywiście płukać gardełko szałwią, nie zapominając o tym, że najważniejsze, to witaminki: czyli jogurciki, owoce, soczki, tudzież gdzieś przemycone słodycze, też na pewno pomogą ;)

Noo a dopełniając otoczenie, można posłuchać nowej inspirującej muzyki, która niespodziewanie Cię zaskoczy.
…. bardzo przyjemne uczucie…


dzięki Kromka ;)

 
Seminarium powiedziane. Oczywiście zamotałam się tak jak zwykle, no ale chyba taki mój urok, albo brak wiedzy, albo po prostu nie potrafię przemawiać. Pewnie wszystko po trochu.
Wcześniej jednak odwiedziłam trzy przychodnie, by zrobić badania. Upuścili ze mnie trochę krwi (jakieś trzy fiolki), potem zrobiłam się zielona przez jakieś 10 minut, a następnie w toalecie szybko wykonałam (przy drobnej pomocy) wymaz z gardła. Tak nie powinno się robić, gdyż podobno musi to wykonać laryngolog, ale dzięki temu będzie szybciej wynik, a zdecydowanie na tym mi zależy.
Póki co diagnozy są takie, że już chyba wszystko zaczęło mnie boleć. Tak czy inaczej mam leżeć.
Więc próbuję. Ale nie wychodzi. NIE POTRAFIĘ LEŻEĆ DŁUŻEJ NIŻ 2 GODZINY.
Nie potrafię…
Więc…wieczorem wylądowałam w kinie. Parnassus. Odpoczęłam, wyluzowałam się i przez chwilę zapomniałam, że przecież mnie wszystko boli ;)
Leżę…to znaczy…pół leżę…
A miałam pojechać na narty, wpaść w szczelinę i z niej wychodzić, wykopać jamę śnieżną i w niej się przespać…
Chyba oszaleję…co można robić w łóżku, oprócz leżenia i wymyślania głupich rzeczy???
Nuda nuda nuda…
 
 
Dobra, to tak dla odmiany idę
zakopać się pod kołdrę!

über alles in der Welt

 

 
ich werde cello spielen

looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper looper i tak w nieskończoność…