Wpisy z miesiąca Styczeń, 2010

…Oby się tylko nie rozproszyć, nie utracić tej iskry, po prostu iść…

Mało piszę, bo nie mam co pisać. Szkoda, że nie czytają tego moi najbliżsi, wiedzieliby, że jak dzwonią i mówię im, że u mnie „nic ciekawego” to naprawdę znaczy: „nic”, co skupiłoby szczególną uwagę na opowiedzenie…

Chora jestem nadal. Złe leczenie. Jestem zmęczona tym. Nie mogę chodzić na ściankę, nie mogę nic normalnie zrobić, bo boli mnie to cholerne gardło.
Drożdże… rosną tam, gdzie nie powinny- też nie za dobrze.
Zaległości z tego co miałam – mam nadal.

Zadano mi dzisiaj dość osobliwe pytanie: ” Co zrobiłaś dzisiejszego dnia z czego jesteś zadowolona?”
Miałam problem. Myślałam trochę.
Nauczyłam się fajnego smyczka. Tak- wtedy czułam się dobrze, że tak szybko zaczaiłam, jak to zrobić, by smyczek skakał po strunie a jednocześnie uderzał po nich niczym jak gra na perkusji!
Jednak największym osiągnięciem było pójście do sklepu, kupienie coś do jedzenia i zjedzenie czegoś.

Chyba to dość dziwna odpowiedź.

Miałam przeczytać kilka artykułów, obrobić zdjęcia żeli. Telefon jeden, potem drugi, potem totalne oderwanie od wszystkiego.

Ja tylko chcę jednego, chcę być zdrowa. Chcę biegać, latać i znów mieć dylematy typu „które kolczyki dziś założyć? „

Coś wysysa mą energię i mam nadzieję, że to tylko ten mały Ciemek próbuje mnie złamać.

Wyżu, wyżu – chcę wyżu!