Spać nie mogę, więc w końcu coś napiszę.
Pokój wygląda jak pobojowisko, rozpuściłam tabletkę, położyłam się i obejrzałam film „Lektor„. Jeden kwiatek jakiś przywiędły, ale to tylko dlatego, że jest niezwykle wrażliwy. Wcześniej myślałam, że to brak wody, teraz mam wrażenie, że więdnie, jak właścicielka jakaś niewyraźna chodzi. Ale chyba to niemożliwe, mieć takie empatyczne rośliny.

Mam tonę nut, drugą tonę dźwięków w głowie, pomysł na trzy kawałki, motywację do przeczytania książki, którą pożyczyła mi znajoma („Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” -Stieg Larsson – podobno film jest bardzo dobry i chciałabym go obejrzeć, a nie dostanę tego filmu, póki jej nie przeczytam).

Zastanawiam się, czy warto czekać i kiedy czekać, jak już się zdecyduje, że chcę czekać.
Dumam, kiedy należy stawiać coś na jedną kartę i mocno zaryzykować.
Słucham, co podpowiada serce. Rozchwiany błędnik próbuje wskazać ścieżkę…podążyć za rozumem, czy za intuicją?

Potwierdzam swoją pierwszą teorię:
widząc osobę, której nie znam i nie posiadam pewności, że kiedykolwiek, tę osobę poznam… jestem w stanie przewidzieć fakt, że ta osoba pojawi się w moim życiu wcześniej czy później. Może wpłynąć na moje dotychczasowe życie, bądź ja mogę zmienić „coś” w życiu tej osoby.

Chciałabym pójść do teatru na coś lekkiego, obejrzeć „Alicję w krainie czarów„, pójść do kawiarni i wypić filiżankę herbaty o zadziwiającej nazwie. Zjeść szarlotkę na gorąco z bitą śmietaną i lodami, pojechać na weekend w nieznane miejsce, napić się wina w dobrym towarzystwie, zatańczyć, spojrzeć głęboko w oczy i powiedzieć czekałam na Ciebie.

dobranoc :)