Z dedykacją dla niedowiarków








Przez to, że wczoraj był koncert TEB-u nie miałam czasu napisać a tyle się wydarzyło!
Zatem od początku. Nazwa zespołu już prawie została wybrana i notka o Nas też wyszła naprawdę ciekawie. Jednak z powodów technicznych (brak odsłuchów) nie będziemy mogły zagrać dzisiaj. Sala na której miałyśmy grać jest bardzo duża na 200 osób i bez odsłuchów, to było po prostu samobójstwo.
Ale to nic, program opanowałyśmy, nagrałyśmy wszystko i na dodatek mam dzień na rozszyfrowanie loopera!!!
Więc do następnego koncertu będziemy miały kawałki z takimi efektami i w takich harmonicznych rozwiązaniach, że aż uszy mi się trzęsą z radości i czuję niedosyt, że właśnie na ten weekend jadę do domu. No ale, tam też czeka mnie ciekawa impreza – urodziny mojego dziadka! :D
Powracając,looper dostałam na urodziny i oczywiście pomimo, że we wtorek wróciłam o 23 z próby, otworzyłam chyba wszystkie nalewki jakie tylko posiadam (od rodziców-pyszne- aroniowa, porzeczkowa, wiśniowa, winogronowa i mieszana) napiliśmy się w imię mych urodzin, a potem była rozkminka sprzętu.
Jak się okazało, że działa (a na początku podłączyliśmy pianino) nie było już ważne, że ledwo co patrze na oczy i że jest nieprzyzwoita godzina na podłączanie wiolonczeli. Wyciągnęłam z szafy kable, pick-up’a do wiolki i się zaczęło zapętlanie, nagrywanie i bawienie efektami.
W taki oto sposób minęła 2 w nocy, więc grzecznie odkopałam łóżko i zasnęłam.
Rano- lab, praca, plazmidy, sekwencjonowanie, potem bieg do siebie. Mam dwie godziny do próby przed koncertem. Nie mogłam się opanować, włączyłam looper tak jak mi pokazał Ch+ i co..i extra!!! :)
Prysznic, czarna bluzka, buty, tramwaj.
Jestem na miejscu. Sprawdzenie pick-up’a. Nuty wszystkie ułożone. 20:00 wybiła – zaczynamy. Koncert był naprawdę fajny. Mimo, że miejsce nie do końca było dobre, bo za małe, a znajomych przyszło naprawdę dużo, to chyba wszyscy się dobrze bawili. A potem….pierwsze wypite piwo od 2 miesięcy, zimne, pyszne i wymarzonym gronie.
Ech… żyć nie umierać! :)
Dzięki Wam za te kilka dni :*
Wiedziałam, że przygoda, to dopiero się zacznie! :)
Ten tydzień zapowiada się wyjątkowo trudno. Dwa koncerty, w tym jeden dla mnie najtrudniejszy. Na myśl o nim, czuję naprawdę duże napięcie i zdenerwowanie.
I wcale nie chodzi o koncert The Engineers Band – tutaj będzie w miarę spokojnie, gdyż repertuar jest znany i oczywiście najważniejsze jest to grupa prawie 30 osób, więc stopień zdenerwowania i tremy jest proporcjonalnie mniejszy niż…
… koncert, a może bardziej pierwszy występ, który odbędzie się dzień później, we czwartek, koło godziny 21 w Teatrze Wytwórnia (w ramach prowadzonej tam konferencji). Myślałam z początku, że będziemy tam tylko tłem, podkładem do „czegoś” (w sensie kolacji, rozdawania nagród czy coś podobnego), okazuje się, że nie. Jesteśmy po prostu punktem, który nazywa się koncert… ( no właśnie tylko koncert kogo? ).
Mocno się denerwuję, tym bardziej, że z Kah pracujemy bardzo krótko, a kawałki które robimy nie mają nic wspólnego z muzyką klasyczną, nutami i tym podobnymi klimatami.
Wszystko same sobie wymyśliłyśmy, zaaranżowałyśmy, zdaży się też zagrać własną kompozycje, no i ogólnie stresująco, bo jestem tylko ja, Kah i nasze instrumenty. Nie grałam jeszcze na pianinie publicznie, chyba, że na egzaminie w szkole muzycznej, co było gdzieś 10 lat temu!? Nie wspomnę o tym, że nawet jeszcze nie nazwałyśmy się, gdyż odpuściłam sobie tą kwestię, z powodu mych wcześniejszych niepowodzeń związanym z przedwczesnym nadawaniem nazw i planowaniem przyszłości. Teraz nic nie zaplanowałam…
Cieszę się na ten występ, z jednego powodu – szybko ocenimy, czy to co gramy podoba się(nie jest to typowa muzyka, którą się słucha -ale to moje zdanie, nie wiem czy tak jest, nie umiem obiektywnie ocenić). Więc to taki test, czy warto pracować nad tym, czy po prostu w praktyce, totalnie to się nie nadaje do słuchania, bo po prostu jest nudne. Repertuar świeży, nieogarnięty a rozkminką na dziś jest pytanie „to jak się nazywamy?”
Zaprosiłam wczoraj najbliższych znajomych, niesamowite wszyscy dopisali – bez wyjątku! Yoshi przygotował cudowną potrawę, wokół której całe spotkanie się kręciło, Kah zagrała na pianinie, ja na wiolonczeli i tak mile płynął czas…
A dzisiaj .. nie mam bólu głowy, wstałam o 13, zjadłam jajecznicę, gotuję zupę wiosenną i czuję się zajebiście! :)
Wczoraj mocno dałam sobie w kość na ścianie. Wprawdzie było naprawdę dobrze, ale dzisiaj…Boli mnie wszystko, każde żebro czuję, ręce. I w sumie to nie są jakieś zakwasy, to takie „zmęczenie”. Długie te dni są ostatnio. Jak nie praca, to próby, jak nie próby to ściana, a w tym jeszcze walka by ogarnąć wszystko wokół siebie. I jeszcze tak mi się chce spaaać…Dobrze, że dzisiaj piątek! :)
Trzeba się rozruszać.
Zacznę od mocnej kawki!
A na łapach pies kudłaty
Kto dogoni psa, kto dogoni psa
Może Ty, może Ty, może jednak ja.
Już wiem, czemu tego psa tak chcę:)
Dzisiaj jakoś zebrało mi się na wspomnienia z dzieciństwa, a bardziej na piosenki, kultowe programy edukacyjne itp. Oto mój skromny mały ranking tych programów, które najbardziej utkwiły mi w pamięci.
Miejsce III
„Morze”
które oglądało się, żeby tylko obejrzeć tą wejściówkę…
Miejsce II
„Przybysze z Matplanety”
To dopiero był kultowy serial …
Niekwestionowany numer I w moim rankingu
„Okienko Pankracego”
Mój ulubiony, najukochańszy Pankracy! :)
A Ty co najbardziej pamiętasz z dzieciństwa?