„Przy pierwszym dotknięciu palce nie są do końca posłuszne. Czujesz, jak niechętnie opuszki poddają się naciskowi strun. Skóra się naciąga. Mięśnie się rozluźniają, jakby zrezygnowane. Jakby wcale tego nie chciały…

Ale drugie dotknięcie jest inne. Ręka i drewno, a pomiędzy nimi metal. Struna znajduje swoje jedyne i niezmienne miejsce w opuszce. Mieści się tam idealnie. Jakby stanowiły jeden komplet…

A później wszystko dzieje się bardzo szybko. Oczy nic tu nie mają do rzeczy. Jakby połączenie nerwowe prowadziło od ucha do ręki. Nic pomiędzy… I wtedy zaczynasz czuć mrowienie w opuszkach, ciepło strun, drżenie instrumentu. A ty drżysz razem z nim, by nie tłumić dźwięku.

Mówisz, że nie można tak kochać instrumentu?

…palce mrowią później jeszcze bardzo długo.”

źródło: cellistka

Idę na próbę…