Wpisy z miesiąca Marzec, 2010

Ostatnio zauważyłam, że granie mnie wykańcza. Fizycznie, emocjonalnie. Po 3-4 godzinach grania, czuję się wypruta, emocjonalnie roztrzęsiona i po prostu bardzo zmęczona. Niebywałe. Kiedyś tak nie miałam. Dlaczego teraz tak jest?

Od dwóch tygodni bardzo intensywnie pracuję. Na wszystko. Na to by bardziej zrozumieć drożdże, by lepiej grać a przede wszystkim zrozumieć jaki jest sens i cel tych wszystkich poczynań.

We czwartek miałam lekcje wiolonczeli. Od roku nie miałam kontaktu z wiolonczelistą z krwi i kości, dlatego niezwykle byłam szczęśliwa, kiedy dowiedziałam się, że mam aż 1,5 godziny z kimś takim. Grasz coś nie wychodzi i słyszysz, jak ktoś Ci mówi, że wyznaje zasadę, im później się uczysz tym lepiej. Bo bardziej świadomie, bo wiesz co chciałbyś osiągnąć i uważniej słuchasz niż jak miało się te 9 lat.
Ucieszyłam się także z innego powodu, że mój Pan (stary nauczyciel od wiolonczeli-Karol) zrobił kawał dobrej roboty. Mój warsztat jest naprawdę w niezłym stanie, patrząc jeszcze na fakt, że od 5 lat nie uczę już w żadnej szkole, studium muzycznym czuję, że to naprawdę duże osiągnięcie. Oczywiście jest bardzo dużo do poprawienia, a ćwiczenia nie należą do ciekawych. Czekają mnie żmudne godziny, bardzo wolnego grania i ustawienia paru odruchów, które jakoś kuleją.

Mimo to, jestem szczęśliwa, że wszystko zależy ode mnie. Wystarczy tylko być cierpliwym a w pewnym momencie przyjdą te małe sukcesy. Oktawy będą ultra czyste, a palce zwinne jak uciekający pajączek.

Katar po pas, chusteczki zmieniam z porażającą częstotliwością ,doigrałam się. Przegięłam ostatnie dwa tygodnie i mam. Na szczęście wszystko jest pod kontrolą, gardło nie boli, tylko ten uciążliwy katar. Ten tydzień zluzuje. W sumie już weekend był całkiem całkiem. Pojechałam do domu, zjadłam pyszne naleśniki z serem i bitą śmietaną, przypomniałam sobie jakie to uczucie mieć zmarszczoną skórę po długim leżeniu w wannie…Ech…
Ładna zima za oknem. Jest pięknie. Bajkowo. Słońce świeci, niebo błękitne. Aż prosi się iść na spacer.
Właśnie sobie przypomniałam, że mam cztery dni by być okazem zdrowia. Czas zakupić imbir, maliny i cytrynkę. Oby do czwartku, a potem wariactwo!

Jeżeli tylko coś ci się nie podoba, powiedz mi bez wahania: zasygnalizuj pochylonym
czołem i zmarszczonymi brwiami, nie pozwól mi się miotać w wątpliwościach i domysłach.
Niech nagły obrót głowy i ledwie dostrzegalne drżenie warg będą jasną aluzją: planeta
obojniości jest zagrożona, Mały Książę bezskutecznie szuka jej okrągłego
horyzontu, by się go chwycić, przytrzymać, by nie polecieć z powrotem na czarne
orbity.
Niech zaciśnięte pięści i głowa ukryta pod kocem przemówią – mój zagłuszany
adresacie, moja książko od semiotyki, otwórz oczy na krótką chwilę, przynajmniej
wysuń język.

Kārlis Vērdiņš

Łóżko, praca, wiolonczela, próba, ścianka, wiolonczela, łóżko.
Od jutra odwyk od muzyki.

Tyle zajęło mi znalezienie muzyki bliskiej memu sercu, umówienie na spotkanie
i pierwsze wspólne granie…

Kawa przytłumiła zmęczenie, dźwięk klawiszy ukoił nerwy,
ciekawość natchnęła struny…

Na takie chwile warto czekać.

Przełknę łzy
Znajdę w sobie siłę
I zrobię to
Co naprawdę kocham

Pierwszy raz od bardzo bardzo dawna czuję, że się tak mocno denerwuję…
Praca naukowa to chyba nie jest moje powołanie…

Czytam, piszę, analizuję. Uczę się. Przez to nie mogę skupić się na czymkolwiek innym. Nerwy od środka mnie pożerają. Traktując siebie ulgowo, napiszę – jestem „nieznośna”. Ale jeszcze tylko jeden dzień. Żeby tylko skupić się do jutra do 16 i będzie dobrze.

W piątek wybrałam się na film „Podróżujący fortepian”. Zaznaczam to już teraz, żebym wróciła do tego tematu, gdyż mocno mną potrząsnął. Ciągle gdzieś ten wieczór piątkowy, po głowie się przewija…Co ciekawe, film… – osobiście bardzo mnie poruszył, ale ja chciałabym napisać o czymś innym…o zachowaniach…jak to na pierwszy rzut oka, osoby, wydające się być na równi z Tobą, odsłaniają naturę totalnego braku kultury i krytycyzmu wobec siebie. Czy to możliwe, że ktoś jest doskonały i wiedzący wszystko mając te 26 lat? Dla mnie to zjawisko niebywałe i jakże przerażające…