Żeby wejść na dobry tor i zrealizować coś – czego się pragnie, naprawdę nie potrzeba całego życia. Ostatnio sporo czasu spędzam na czytaniu.
Różnych rzeczy. Totalnie skrajnych. I właśnie miałam iść spać, kiedy coś mi się skojarzyło, połączyło i zdałam sobie sprawę w czym problem.
Czemu się ograniczam? Przecież „klucz” jest we mnie. Jakie to proste – prawda?
Wystarczy determinacja, konsekwencja i upór. Nie ma sensu analizować nocami tego, ze znów odbiega się od normy, robi coś inaczej, czuje inaczej, chce inaczej. Pragnie się zrobić coś po prostu: „po swojemu”.
Błędem jest karać myśli spragnione wrażeń i podcinać skrzydła, kiedy ledwo co wyrosły im pierwsze delikatne piórka.
Ten kto Ci ufa, zawsze będzie z Tobą, cokolwiek zdecydujesz. Niezależnie co chcesz zrobić i jak bardzo to może przeszkadzać otoczeniu.
Nie warto myśleć, co inni o tym myślą. Przecież…
jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził.
Szkoda energii na drobiazgi. Lepiej wykorzystaj ją na telefon do starego przyjaciela, czy na przeczytanie książki, która kurzy się w kącie od kilku miesięcy.
Rób to, co czujesz za słuszne i zgodne z Twoim sumieniem. A szczęście?
Samo przyjdzie i pociągnie Cię za rękę.




Dokładnie o to w życiu chodzi :)
Tego się trzymaj!
A ja miałem być ostatnio w Warszawie, ale nie byłem, a pomyślałem o Tobie myśląc o Warszawie.
Ogólnie to masz do mnie przyjechać!
Dobrze, przyjadę. Jak tylko rozpocznie się sezon na Tatry ;)
ehe, jasne- z jakąś ekipą pewnie kilkunastoosobową:D
Z pewnym opoznieniem… przeczytalam wlasnie cos za co Ci bardzo dziekuje!