Obiecałam, że będę dzisiaj o 5 minut mniej myśleć o mych migdałach. Położyłam się spać całkiem wcześnie koło 23. Obudziłam 2:18. Nie mogę zasnąć. Wstałam. Wypłukałam gardło. Zmieniłam poduszkę, bo Plazmid coś tej nocy nie był wygodny.

Leżę. Nic.
Włączyłam lampkę.
Wzięłam jedną z trzech książek, które właśnie czytam.

4 rano - „Norwegian Wood” – Haruki Murakami - skończone.
Posmutniałam. Od samego początku książka była dosyć nietypowa i ta nietypowość pozostała do ostatniej kartki.  Słowa jakie mi się kojarzą z Tą książką to: miłość, sex, depresja, samobójstwo, deszcz. Mężczyźni. Kobiety. Nie wiem nawet co myśleć… Wciągnęła mnie ta lektura, często bawiła totalnie odjechanymi dialogami, nawet  w pewnym momencie uznałam, że jest „nieprzyzwoicie zboczona” (!?!), teraz stwierdzam – ciężki temat.

Wyłączyłam lampkę.
Leżę. Nic.

Wstałam znów. Nie mogę zasnąć. Pomyślałam, że może się zmęczę pisaniem…
Jedyne co mi do głowy przychodzi to słowa piosenki SDM-u…

„Czwarta nad ranem, może sen przyjdzie [...]„

„[...] Już piąta, może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz”.