NA KONCERT THE ENGINEERS BAND
20:00, STODOŁA
Podobno o niczym innym ostatnio nie piszę tylko o wiolonczeli.
Hmm…no faktycznie. Przejrzałam wpisy i są bardzo monotematyczne.
Spróbuję napisać o czymś innym, ale nie obiecuję jaki będzie tego wynik.
Od dziś próbuję nie stresować się byle czym. Nie wydaje mi się to łatwe zadanie, ale ok.
Dostałam już wstępne wskazówki od takiej jednej blondyny, a jak wiadomo, blondyna – blondynę zrozumie ;)
Wczoraj wróciłam nad Wisłę, w ogóle podróż była tak miła. Pogadałam z kumplem, pośmialiśmy się i w sumie nieświadomie kolega odpowiedział na wszystkie moje pytania, które od jakiegoś czasu mnie nurtowały.
Potem inny kolega wywinął mi taki numer, że… chyba nie będę o tym wspominać. Choć pewnie to byłaby najciekawsza historia. A dzisiaj rano było najmilej, bo dostałam kwiatki. Tulipany :)
Uwielbiam kwiaty, w każdej ilości, najlepiej w dużej.
Fajnie się składa, bo dzisiaj mam zamiar przesadzić moje doniczkowe okazy. Są już takie wielkie, że biedne aż proszą się o zmiany :)
Zniszczyłeś wszelką wiarę w byciu uczciwym.
Nie zmieniłeś się.
Nikt się nie zmienia.
Być sobą.
Nie patrzeć na innych. Nie komentować tego co inni.
Nie skupiać się za długo nad tym co inni.
Słuchać. Warto słuchać. Siebie. Słuchać wokół.
Warto być obok i choćby chwilą, zmienić bezsens w coś sensowego.
Pomimo obawy przed niepowodzeniem, chcę wierzyć, że to czego pragnę uda się.
Bo … dlaczego miałoby się nie udać?
Przecież życie daje to czego chcesz.
Wiem jedno. Być sobą.
Siedzę w pokoju z mych dziecięcych lat, zerkam na pianino (rozstroiło się nieco), patrzę w kąt, gdzie zawsze stała wiolka…Pusto… Pograłabym sobie…
Dzisiaj jak wróciłam z rezurekcji, pierwsze co zrobiłam to otworzyłam klapę i zaczęłam… Kocham mieszkać w domku! Nieważne która godzina, możesz tłuc do upadłego i sąsiad nie zacznie walić po ścianach, że za głośno. Na początku „Przedświt” (taka dumna jestem z niego). A potem męczyłam nowy kawałek. Nazwałyśmy go „Przedwiośnie”, bo jest taki… świeży, wiosenny, lubię go, daje mi zastrzyk energii.
Siedziałam w kurtce ponad 40 minut, co jest dla mnie normalne, jeśli bardzo potrzebuję zagrać „już!”. Na pianinie, jakoś jest mi łatwiej, kurtka raczej nie krępuje ruchów, ale na wiolce… czasem się tak namęczę, spocę, a po godzinie przypomnę, że wystarczy po prostu: zdjąć kurtkę, buty i jak człowiek zacząć grać :)
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że tyle czasu musi upłynąć, bym zrozumiała, dlaczego jest mi tak cholernie gorąco i niewygodnie…
Zatem pograłam „Przedwiośnie”, a bardziej znalazłam to brzmienie, którego szukałam od tygodnia. Ciekawa jestem czy jak wrócę do Warszawy i usiądę przy Korgu, zabrzmi to faktycznie tak, jak sobie to wymyśliłam :)
Robiłam dzisiaj wszystkim herbatkę Andersena, którą przywiozłam z Kopenhagi
(taki prezencik dla mamy), a tu okazuje się, że dzisiaj są Jego urodziny!
Patrzę na me dłonie i widzę, jak żyłki uwypuklają się i rysują nieznaną mi drogę. Spoglądam na każdy palec. Ile w nich siły, upartości. Jak dużo im zawdzięczam!
Przyglądam się bliżej i widzę maleńkie zadrapanie przy kciuku, zraniony opuszek od struny, niewielkie przebarwienie i bliznę i … (uśmiecham się)
- właśnie dostrzegłam uroczy pieprzyk!
to niezwykłe uczucie, po tylu latach, usłyszeć, że dźwięk As jest tak blisko F