Zdążyłam postawić wiolonczelę w pokoju, zjadłam pyszną jajecznicę na nieopieczętowanych jajach, tylko takich od „prawdziwej kury”. Ale to brzmi bez sensu, jak byłam mała, to tylko takie się ciągle jadło, a teraz to normalnie rarytas – jajka od „prawdziwej kury”! Popiłam herbatę…uff… co za tydzień! Nawet nie mam czasu napisać, a mam tyle do nadrobienia.
1. Sprawa lutnika
2. Wiolonczela i nowe Jej oblicze
3. Co to wsparcie
4. Jak zawalczyć o marzenia. Czy uda się jedno spełnić?
5. Co to „zdziczenie?”
6. Dlaczego warto odpoczywać
Niestety pomimo chęci, wręcz rozpiera mnie energia, nie mogę się teraz pisać, w piątek mam seminarium i muszę czytać o takich dwóch kolesiach białkowych: jeden SAT a drugi OASTL się nazywa ;)
Ogarnę je a wtedy przerobie to, co siedzi mi na serduchu.
Ściąga jest, teraz już nie zapomnę.




seminarium, białka, sat, oastl- jakie to fascynujące:)
a jak masz wolne od bio-czegoś tam to też o tym gadasz ciągle?:D to jest bardzo ważne pytanie..
Może Ktoś, kto czasem ze mną gada, napisze tutaj, o czym najczęściej mówię po „bio-czymś tam” ;)
(a jak nikt nie napisze, to wtedy Ci odpowiem).
W sumie, to chyba o psie… dzieciach… skalach… i tyle. Monotematyczna z A. istota ;)
o psie to ja nic nie slyszlam… czyzbym miala az takie zaległości…
Gada ciągle o jednym i tym samym facecie. A kiedyś gadała jeszcze o innym… :P
Ej, no a o wiolonczeli to nie gadam? :P
o kurde! dobra.. psy, dzieci, skały, facet
powiedzmy, że wybrnęłaś:D