„Spoko. To tylko przelot. Stosuj ekspresy, żeby się móc szybko wypiąć.”
Nie przepadam za lotami. Ma się wtedy poczucie rezygnacji, a miejsce docelowe staje się przez chwilę nieosiągalne. Najgorsze – a może właśnie – najbardziej pociągające- jest to, że przeloty do kolejnej wpinki nigdy nie dają pewności, że wyznaczony cel zostanie osiągnięty, a Ty krzykniesz na górze „Mam auto!” .
Najbardziej spodobały mi się drogi na własnej. Ekspresy są fajne, ale tylko wtedy, by móc je doczepić do taśmy, tudzież innych ciekawych zabawek, by wejść wyżej…choć wyżej, nie oznacza bezpieczniej…
Mimo, że czasem chciałoby się iść dalej i czuje się siłę w rękach, nogach, w głowie…to niekiedy, zdarza się tak, że do pewnych miejsc po prostu nie ma dojścia. Czemu? Bo niektóre drogi już od zawsze były usiane przerażającą ilością niebezpiecznych miejsc i niewielu odważyło się przez nią przejść. Bo te drogi były zakazane. Zajęte. A tego statusu już nikt nie zmieni. A jakże mocno chciałoby się, dotrzeć tam wysoko…jakże chciałoby się, by było inaczej…
(Chyba to trochę smutne…)




