mi słów
mi słów
Wczoraj mieliśmy Koncert Galowy. Grało się naprawdę nieźle i cały repertuar przypadł mi do gustu, choćby dlatego, że zmusił mnie do ogarnięcia różnej artykulacji. Poza tym znów nie było słychać smyków, no chyba, że kawałki były w bardzo kameralnym składzie i nie walił na maxa bas, perka i dęte. Najsmutniejsze było to, że w kawałku Bad…w ogóle nie było słuchać wiolonczel, a to Nasz motyw był bardzo wymowny na początku… Szkoda, w odsłuchu brzmiałyśmy naprawdę świetnie.
Galowe to koncerty, które zamykają nie tylko kolejny rok grania w zespole. Bowiem w czasie tego rocznego funkcjonowania na próbach, były też inne rzeczy, które działy się równocześnie… No właśnie Agato, co takiego zmieniło się w tym czasie?
Cenię w ludziach to, że tworzą swój własny niepowtarzalny świat,
a mnie aż ciągnie by poznać choćby rąbek tego co budują.
Niestety często te perełki zanurzone są w mule,chwaście, którym umie tylko powtarzać to co inni. Jakby spojrzeć na to obiektywnie, to fajnie, że ktoś może stać się inspiracją do działania, do czasu…gdy do końca nie wiesz, czy to co w tym momencie zajmuje ich głowę, odsłania faktycznie ich prawdziwą naturę, czy…są to po prostu kiepskie kalki bez krzty wyrazu…
„Nawet zwyczajna wspinaczka [...] dawała możliwość wczuwania się w prawdziwe życie: jak zimno – to przenikliwe, jak ciepło – to aż po upał wyciekający ze skał, jak pragnienie – to po spierzchnięte wargi, jak stromizna – to lecąca w przepaść, jak przepaść – to esencja przestrzeni, jak przestrzeń – to aż po oddech nieskończoności.”
Michał Jagiełło
Pierwszy raz nie chcę jechać w skały. Szukam najgorszych prognoz pogody, by mieć argument i powód, że to nie jest dobry pomysł. Niestety prognoza jest…optymistyczna?
Niepocieszona wstałam rano, poszłam na ryneczek, kupiłam ostatnie rzeczy a teraz rozmyślam, że nie chcę! Nie chcę się pakować, męczyć, myśleć o spaniu w lesie i w ogóle to bym pograła.
I w tym pewnie tkwi problem…palce.
Zaraz po przyjeździe, mam cały tydzień prób i koncert galowy, potem jeszcze żeby było mało, małe zlecenie, a potem ważny występ mojego zespołu. Za wcześnie się chyba martwię…
Ale jak tu nie mieć obaw, jeśli moje palce nabrały takiej wartości, jak jeszcze nigdy przedtem! (przesadzam, zdecydowanie;)
Właśnie w tym momencie spełnia się moje muzyczne marzenie, nie koniecznie jest tym docelowym, ale na pewno kierującym mnie w tę stronę, o której zawsze mogłam tylko śnić.
Odpoczynku życzę!
Dusza - mały drewniany kołek, który łączy dwie płyty instrumentu, powodując jednoczesne drganie płyt, co ma wpływ na brzmienie instrumentu.
W zależności z jakiego materiału jest (pochodzenie drewna,gęstości, struktura) - brzmienie instrumentu może się zmieniać.
Dlatego niektórzy muzycy, nie tylko wiolonczeliści, ale także skrzypkowie, altowioliści, posiadają "kilka dusz".
Na przykład:
na pory zimowe, kiedy powietrze jest inne niż latem,
albo jeśli jakiś muzyk pracuje na statku i ciągle powietrze jest bardzo wilgotne. Wtedy może okazać się, że dusza o mniejszej gęstości, będzie dawała lepsze brzmienie wiolonczeli, niż dusza o gęstości większej. Oczywiście wszystko dobiera się w zależności od instrumentu i indywidualnych potrzeb.
Mnie osobiście bardzo spodobało się takie eksperymentowanie duszami, więc postanowiłam sobie sprawić w niedalekiej przyszłości „nową duszę”.
Mieć kilka dusz…