Ostatnio uznałam, że moja technika pozostawia wiele do życzenia. Znalazłam zatem stronę z darmowymi nutami dla wiolonczelistów. Wydrukowałam 2 zbiory ćwiczeń na prawą, na lewą rękę – i dla radości jeden z kaprysów Piatti’ego. Od kilku dni ćwiczę.
Legato, staccato, arpeggio, zmiany pozycji, skoki w melodiach, atonalność, rytm, szybkość. Ogólnie- wymiękam.
Kciuk boli niemiłosiernie od strun, które wbijają mi się w skórę…taki kaprys sobie wybrałam. Aczkolwiek nie dlatego, żeby poćwiczyć kciuk, po prostu ten kaprys jest piękny, a że nie wiem czy w moim zasięgu…zobaczymy…rozczytałam dopiero pół strony, czyli około 1:20 nagrania z YouTube’a (oczywiście w tempie żółwia, ale przynajmniej już nie „chodzę po sąsiadach” i świadomie stawiam palec).

Ciekawe jak długo będzie trwała moja determinacja, by granie stało się czymś więcej, niż poprawnym wykonaniem…