Wpisy z miesiąca Sierpień, 2010

Zwykle co kilka miesięcy, powiedziałabym- średnio co 2 miesiące, zasiadam i czytam o górach – ogólnie…bo w sumie zależy, czy wtedy jakaś wyprawa właśnie trwa i mocno kibicuję, czy już się zakończyła i czytam różne zapiski, relacje osób biorących w nich udział. Jedynie, stałym niezmiennym punktem, mej co-dwumiesięcznej kilkudniowej fascynacji są felietony Piotra Morawskiego. Skąd to się wzięło? Nie wiem. Wiem kiedy się zaczęło – w połowie studiów i trwa nadal pomimo nieobecności wspomnianej osoby…

Od dwóch dni śledzę poczynania uczestników wyprawy:
K2 and Broad Peak Polish Expedition 2010 .

K2 leży w głównej grani pasma Karakorum, jest drugim pod względem wysokości szczytem świata (8611 m n.p.m.). Podczas pomiarów, przyjmowano dla każdego szczytu symbol „K” – od nazwy pasma Karakorum. A następnie szeregowano je od zachodu do wschodu cyframi: 1, 2, 3. Ze względu na fakt, że szczyt K2 nie jest widoczny z najwyższych wiosek, nazwy lokalne i proponowane przez pierwszych zdobywców zupełnie się nie przyjmowały. Najczęściej można spotkać się z nazwami Lamba Pahar („wielka góra” z jęz. kaszmiri) czy Chogori (jęz. balti). Ostatecznie zaczęto używać nazwy K2.

Co do tegorocznej polskiej wyprawy na K2 -wejście na szczyt przewidziane jest drogą Basków (zwaną też czasem Drogą Česena). Właśnie rozpoczyna się próba ataku szczytu. Trzymam mocno kciuki by się udało!

Burza za oknem. I dobrze, bo chodziłam nieprzytomna.
Dzisiaj okazało się, że jednym badaniem (jeśli pani doktor by się uparła), mogłabym przestać pracować w laboratorium.
Badanie jak badanie -podstawowe, gdy izoluje się sporo RNA i używa odczynników zawierających fenol.  Ale jeśli przekracza się podwójną dawkę tego świństwa to zaczyna się problem. Nawet nie natury zdrowotnej (na szczęście fenol szybko uwalnia się z organizmu, więc przestałam się  martwić, że może coś stać się z moim zdrowiem), tylko GLP, nie chcę wspominać o zasadach BHP.
Wniosek jest jeden:  muszę mniej pracować ;)

Odkrywam nagrywanie na mini dysku. Wiem… tak nagrywano dawno temu, ale mnie odpowiada ten sposób, gdyż wiąże się  z trzema przyciskami: rec, stop, play i małą ilością kabli do podłączania.

To idealne rozwiązanie dla osoby tak niecierpliwej jak ja. Wcześniej podłączenie pick-up’a, kabli, karty dźwiękowej, programu, doprowadzał mnie do takiego stanu, że zanim cokolwiek ustawiłam, to zdążyłam już stracić zapał do nagrania. Teraz mikrofon wisi na pulpicie, wciągam słuchawy na uszy (dzięki Gregory), włączam rec i gram!

Po dwóch dniach, dysk zapełnia się całkiem pokaźną ilością ścieżek. Wystarczy zrzucić materiał na komputer, sformatować mini dysk i można nagrywać dalej.
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że wiolonczela w tych nagraniach brzmi jak wiolonczela, dźwięk jest pełny i przede wszystkim ma w sobie moc. Wprawdzie jeszcze nic z tymi ścieżkami dalej nie robiłam, ale sądzę, że będzie można wiele fajnych rzeczy wyciągnąć z tych nagrań. A kawałki, może w końcu zaczną brzmieć tak, jak sobie wymyśliłam!