Wpisy z miesiąca Wrzesień, 2010

Moja znajoma przesłała wiadomość, że znaleziono pieska w lesie. Małego, biednego, porzuconego. Szukają dla niego domu. Obejrzałam zdjęcie tego psiaka i się ugięłam…

Wiem, że powinnam myśleć racjonalnie. Mieszkam w bloku, żyję intensywnie, chyba nie powinnam go brać…Mimo to zadzwoniłam już by się czegoś o Nim dowiedzieć. No właśnie… Co zrobić?

Nigdy nie pisałam,o tym, ale mam dwóch braci: Michała i Darka.
Kocham Was! :*

Książka,wino, koc, pianino.

Dzisiaj za to od rana jestem podekscytowana tym, że na 21 idę na Urodziny Minimaxu. Wahałam się, myślałam, czy się wybierać, czy nie, ale tak bardzo chciałabym usłyszeć, zobaczyć, poznać Piotra Kaczkowskiego…
Ten człowiek, otworzył mi głowę na świetną muzykę! Bardzo mi brakuje audycji z jego udziałem. Więc dzisiaj, mam okazję, by zrealizować swoje małe marzenie… A marzeniom trzeba pomagać i pozwalać im się spełniać. Zatem idę :)

Słuchajcie dzisiaj audycji Minimax!

W sobotę byłam za to w Trójce! Na koncercie Sary Blasko. Pewnie był nie poszła,ale moja koleżanka z pracy miała dwa bilety i mnie zabrała. Fajnie. Już wiem, gdzie to słynne miejsce przy Myśliwieckiej się mieści.

W piątek byłam w operze narodowej na „Madame Butterfly”. Nie przepadam za operą, choć tak naprawdę byłam tylko raz w życiu na „Carmen” G.Bizeta, więc trudno tutaj pisać, że coś lubię, albo nie. Trzeba dodać, że Carmen widziałam, gdy miałam 12 lat. Wtedy mi się nie podobało, ponieważ po wszystkich ariach głowa mnie rozbolała :)
Zupełny inny odbiór był teraz z „Madame Butterfly”. Może dlatego, że już nie mam 12 lat, może więcej rozumiem, a może opera, miała w sobie tyle wdzięku i magii…

Trochę nieprzygotowana pobiegłam na tę operę. Nie przeczytałam o czym jest, wiedziałam tylko, że coś o miłości. Trochę mało :)
Ponieważ byłam już spóźniona nawet nie zdążyłam kupić książeczki z tekstem libretta w której opisany jest każdy akt. Wbiegłam na widownię, zajęłam miejsce, zgaszono światła i…tutaj czekało mnie miłe zaskoczenie. Od tego czasu kiedy pierwszy raz byłam w operze zmieniło się coś czego zawsze brakowało, mianowicie nad sceną widniał mały monitor, gdzie na bieżąco był tłumaczony tekst libretta na polski, więc można było naprawdę przeżywać każdą scenę.

Napiszę jeszcze, że opera skończyła się tragicznie. Moje oczy zaszkliły się a ja mimo, iż napisane jest w programie wielkimi literami „Tragedia japońska”, do samego końca wierzyłam, że ta historia może skończyć się happy endem…

Kilka słów o operze Madame Butterfly:
„Nigdy w swoim długim życiu nie widziałem tak świetnej inscenizacji Madame Butterfly. Ale nie tylko. Jest to jedno z najpiękniejszych przedstawień, jakie w ogóle widziałem w operze… To spektakl, który wykracza daleko poza ramy opery. Jest świeży, nowatorski, inteligentny. Widowisko pełne niezwykłej magii, uroku teatralnego. W operze dokonuje się w tej chwili wielki przełom. Twórcy coraz wyraźniej czerpią ze współczesności. W przedstawieniu Trelińskiego zachwyca mnie pełna równowaga pomiędzy nowoczesnością, niezwykle śmiałą formą i materią samego utworu. Wizja sceniczna została całkowicie podporządkowana opowiadanej historii i muzyce Pucciniego…” [Placido Domingo]

„Życie nigdy nie daje drugiej szansy.
Daje tylko tym, którym nie stworzyło pierwszej. Właściwie jest to szansa z drugiej ręki, której ktoś nie potrafi wykorzystać, ale lepsze to niż nic.”

Carlos Ruiz Zafon „Gra Anioła” Rozdział 39

Dzisiaj gram maluchom. Ma być ich koło 30!

Mam je w jakiś magiczny sposób zainteresować wiolonczelą. Jak na razie wydrukowałam ponad 30 kolorowanek – wielkie serce a w nim nutki.
Może na początek tym je przekupię ;)

Będę nudna – uwielbiam wiolonczelę! :)