Wpisy z miesiąca Wrzesień, 2010

Zawsze jak wracam z domu, czekam około 30 minut na pociąg w Koluszkach. I tym razem tak było. Wysiadłam z osobowego, którym przyjechałam do Koluszek, poszłam do kasy, kupiłam bilet do Warszawy i podążałam w kierunku peronu. Nawet było ciepło, więc miałam plan usiąść na ławeczce i poczytać…Nie poczytałam. Na peronie stała grupa sześciu mężczyzn z gitarą, śpiewnikami i mocnymi głosiskami. Muszę przyznać, że całkiem przyjemnie śpiewali te szanty, pogwizdywali i w sumie widać było niezłego powera (później okazało się, że panowie wracali z kawalerskiego z Mazur). Oczywiście jak zobaczyli na moich plecach wiolkę, zaraz podeszli i zaczęli prosić, żebym wyjęła ją i się przyłączyła…Długo nie dałam się prosić, w końcu jak muzyka to muzyka- miejsca nie wybiera -więc dzisiaj w Koluszkach na peronie 1 czekając na pociąg…grałam szanty :)))

Może jednak podróżowanie z wiolką, nie zawsze musi kończyć się traumatycznie :)

Pociągi w Polsce są totalnie nieprzystosowane do przewożenia wiolonczel. Może i mój futerał waży tonę,ale po wczorajszych przygodach w pociągu cieszyłam się, że mam taką pancerną trumnę! Wokół niej przewinęło się kilkanaście osób, którzy niekoniecznie uważają, że należy nieco ostrożniej przechodzić. Prawie zjadłam paznokcie jak ujrzałam jak kobieta po prostu o nią się zaczepia a wiolka bezwiednie leci na podłogę. Uff…zdążyłam. Nie spadła :) Nawet jakiś młody pan, nieco rozbawiony, (zapewne wcześniejszym skosztowaniem czegoś procentowego), mocno zainteresował się stojącym na korytarzyku futerale…Na szczęście był nieszkodliwy, a mnie udało się odwrócić jego uwagę na czymś innym. W każdym razie – pociąg – w piątek- koło 19- to nie najlepszy pomysł na podróżowanie z czymś co nie mieści się w przedziale :)

Kolejny weekend poza w-wą. Kolejny bez chwili oddechu. Ani to źle, ani dobrze. Troszeńkę się boję, pewnie dlatego taka niespokojna jestem. Przecież nie taki diabeł straszny jak go malują! :) Ach…marzy mi się, żeby ten weekend zleciał błyskawicznie…i… marzy mi się też, żeby zobaczyć kogoś, kogo poznałam w swoim śnie ;)

Zauważyłam coś. Jak bardzo się czymś zestresuje, potrafię zapomnieć w jednej chwili kod do wejścia do mieszkania, numer konta, hasło do logowania, numer telefonu, który znam od zawsze… I nawet jeśli próbuję kilkakrotnie wystukiwać te cyferki, literki, to bezskutecznie… Wszystko blokuje.
Kiedyś wpadałam w panikę.
Teraz siadam, zamykam oczy i próbuję przez chwilę nie myśleć.

Po kilku minutach otwieram drzwi do mieszkania, wbijam hasło i loguję się na konto…

I jest, to co chciałam mieć. Tysiące pomysłów, miliony pragnień. Chwile, na które czekałam, momenty, na które czekam…
Jest cicho, jeszcze zielono. Jest miejsce, gdzie mogę grać. Jest przestrzeń. Czuję się doskonale, łykam magnez z potasem, nieustannie wierząc, że pomaga rano wstać…

Praca – nowa,więc wszystko fascynuje.
Każdy dzień jest inny, każdy tydzień – inny „wstrząs”.
Dziś przeszczep, jutro pępowina, pojutrze tłuszcz, a za tydzień jajnik… Nie łatwa ta praca, ale na pewno jest to Ta droga, choć lepiej nie wychodzić poza obszar wymaganego myślenia. Myślenie ‘nie – naukowe’, może przysporzyć chwile zmartwień, z którymi nie wiadomo co zrobić. W sumie, już znalazłam rozwiązanie. Po prostu, nie zastanawiać się, tylko podnieść tyłek z krzesła i mocno wyżmiąć mózg, by zrobić coś dobrze.

Jakby nie było każdego dnia coś odkrywamy, nawet jak się mocno nie staramy.Czasem odkrywamy rzeczy, których nigdy wolelibyśmy nie wiedzieć, ale to też jest częścią naszej egzystencji. Badamy, odkrywamy, działamy.

Teraz badam, jak to zrobić, żeby… to co w duszy jest, było i w realu…

Tona kabli i wiolonczela…
Efekt? Powalajacy!
Ten koncert bede pamietac bardzo dlugo…

czekajac na koncert

budzimy się!

Na początku było mi tylko zimno. Wskakiwałam więc pod kocyk, robiłam gorącą herbatkę, zajadałam czekoladę i  grzecznie kładłam się spać.
Potem coraz bardziej było mi zimno. Więc ubrałam się cieplej, wyszłam na piwko, nawet w klubie dla tańczących się pojawiłam (choć na parkiecie spędziłam zaledwie 10 minut) i uznałam po powrocie, że nadal jest mi zimno. I tak zimno mi do dziś, więc to już tak od 5 dni! Łyknęłam witaminkę, pospałam 8 godzin i w sumie nadal jakoś tak bez energii… Postanowiłam zatem wybrać się na ściankę, ruch pomaga- na wszystko. Niestety jak na złość, dziś moja partnerka odwołała spotkanie, bo meble jej przywożą…

Patrze przez okno, leje…Szkoda, że parasolki nie wzięłam.
Czy ta pogoda musi być taka straszna?!
Obiecałam sobie, że dzisiaj zrobię coś więcej, niż wślizgnę się pod kocyk. Pobiegać nie mogę, powspinać nie mogę, może pograć?

Tylko jak przechytrzyć to wstrętne uczucie zimna???

Czasem wątpię
W siłę…