Wrzesień był pod znakiem „łóżka”. Leżałam, spałam, chorowałam. Cały czas. Chodziłam do pracy po czym po 2 dniach znów łóżko.
Napisałam dwa projekty. Dzisiaj oddaje ostatni.

Ostatnio rozczula mnie wszystko, a raczej szpital. Idę po tym korytarzu i myślę sobie, ze tak nienawidzę tego miejsca.
Wychodzę z samochodu i mijam zakład patologii, a obok samochód pogrzebowy…taki obraz budzi mnie co kilka dni przed 8 rano.

Po czym wieczorem wychodzę sobie na jedzenie i do kina. W menu w restauracji przeglądasz dania…i czytasz z niedowierzaniem „szyjki rakowe”…nie umiem nie skojarzyć sobie tego z tym jednym. A w kinie, zasiadasz na fotelu, popijasz sok a gdy bohater filmu nagle jest śmiertelnie napromieniowany i wymiotuje, ma zmęczone oczy…cóż.

Dziwny czas. W każdym razie jest w tym jedna nadzieja, dzisiaj koleżanka podrzuciła mi artykuł o szczepionce na raka prostaty.
Zajęło trochę czasu by dotrzeć to tej kobiety, która zajmuje się tymi badaniami.
Zawsze to jakiś ruch do przodu. Zobaczymy.

A oto płyta w której dzisiaj zakochałam się bez reszty.