Z kategorii Codziennie

Czasem wątpię
W siłę…

“Osoba, która twierdzi, że coś jest niemożliwe

nie powinna przeszkadzać osobie, która właśnie to robi.”

Ostatnio dużo wcześniej wstaje niż dotychczas. Kiepsko mi to wychodzi, bo poranek jestem totalnie nieprzytomna. Na szczęście popołudniu jest znacznie lepiej. Od dziś w ogóle jest lepiej, bo głowa minęła i czuję przypływ sił. Wysiadłam więc obok Królikarni i nawet miałam wybrać się do parku, obejrzeć sobie miejsce, ale…przyciągnął moją uwagę mały sklepik z kwiatkami… w drodze odwiedziłam 2 lumpeksy… (dobrze, że spłukana jestem, niewiele wydałam:)
W każdym razie do mieszkania dotarłam nie – jak planowałam z kilkoma ciętymi kwiatuszkami, tylko z kolejną doniczką! Fajnie, ten okaz ma pączki i za chwilę zakwitnie:)

To już drugi dzień. Podoba mi się! Nareszcie mogę czytać o tym co lubię, co mnie interesuje. Nareszcie widzę, że to nad czym się pracuje w laboratorium ma pomóc ludziom. Nareszcie czuję, że to co chcę umieć robić, ma ogromne znaczenie, dla życia innego człowieka. Nareszcie przestała boleć mnie głowa :)

Wczoraj dosłałam prezent. Nie dość, że niezwykle ważny, to jeszcze od wyjątkowych osób. Nic nie cieszy bardziej, niż świadomość, że nawet niedługi czas potrafi zbudować więź między ludźmi, na tyle mocną, że wiedzą, jakie bułki lubisz, czemu znów wydajesz w automacie 2.40zł i dlaczego znów dziś nie jadłeś śniadania :)

Dziękuję!

Kto ma miękkie serce, ten ma twardą dupę.

Marzenia się spełniają, tylko trzeba być głupcem i w nie wierzyć:

Koncert życzeń

Zmieniłam nie tylko widok z okna, ale także biurko w pracy, wprawdzie inni ludzie obok,  ale kochani, czyż rozłąki nie cementują przyjaźni? :)

Obudziłam się dzisiaj z lekka zdezorientowana.
Nie tym, gdzie jestem, tylko tym, gdzie będę jutro.

Tak mi tutaj dobrze…
Budzę się, otwieram oczy, ‘ooo! dom już dawno wstał!’
Zaparzamy kawę, siadamy w fotelach, otwieramy okna…Kajtek drapie w drzwi – chce do domu mały kocmołuszek. Zapach rosołu zaprasza do kuchni, delikatny wietrzyk porusza firankę …
A ja … siedzę w piżamie już trzy godziny i czytam “Grę Anioła”…

W tle…

Hihi…ale dzisiaj było fajnie :)
Biegałam po mokrej trawie, na wiolkę padały krople deszczu, wiatr rozwiewał mi włosy,
a brat robił “cyk, cyk” :)

Ładuję akumulatory.