Z kategorii Codziennie

Ślepa jestem, Oślepiona majem.
Nic nie wiem, prócz, że pachną bzy.
I ustami tylko poznaję,
żeś to nie ty…

                                                                                                                                                                Pawlikowska-Jasnorzewska Maria

A na niektóre rzeczy, by poradzić sobie i dostrzec, jak naprawdę jest, potrzeba pracy.
Swojej własnej. Nie kogoś.

Zastanawiałam się, ile trzeba zrobić by odciąć się od wszystkiego.Niewiele. Wprawdzie, kiedy poważnie myśli się o tym, to jakaś niewyjaśniona dla mnie siła, powoduje, że więcej telefonów się pojawia, ktoś pyta, przypomina sobie nagle, jakby wszechświat dawała sygnał, że ktoś chce się wycofać…z życia.
Odczułam, że niewiele trzeba, żeby w życiu nagle nie mieć nic. Dosłownie nic. Rzucić pracę, nie odbierać telefonów, nie rozmawiać, nie słuchać, nie jeść, nie pić, nic nie robić i załatwione. Naprawdę nie masz wtedy nic.
I tutaj mnie zaskoczył fakt, ile w NAS ludziach, jest SILNEJ WOLI, by po prostu żyć.
Te proste czynności, które wykonujemy na co dzień, to nie jest nic banalnego. To nasza silna wolna i chęć sprawia, że wokół nas budują się mosty, łączące różne światy i pozwalają Tobie człowieku uśmiechnąć się choćby na trzy sekundy.
Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że MY generujemy TO co naprawdę chcemy, a podstawą do tego jest siła woli.  Zabawne, że te przemyślenia pojawiły się po obejrzeniu  filmu „Green Lantern”…

W kobietach jest siła. Wiem to, poczułam to dzisiaj. Największa siła jest jednak nie w płci, tylko słowie, szaleństwie, odwadze i wsparciu. Otrzymałam dzisiaj piękny list. Poryczałam się zupełnie, gdyż takiego listu od nikogo jeszcze wcześniej nie dostałam. Poczułam się tak, jakby KTOŚ mnie dźwignął z mego dołka, który sobie całkiem ładnie wykopałam i krzyknął „hej! chodź tutaj, musisz jeszcze coś zrobić!”. Boże, jak ten list dał mi siłę, i ta kartka z dwoma słowami…UDA SIĘ- tchnęło to we mnie nowym życiem, chęcią, radością i przypomniało, że faktycznie, to co robię każdego dnia, nie jest bez sensu. To ma sens i nie mogę zapominać o tym. Nigdy. Uwierzyłam w swoją siłę, uwierzyłam, że siłę dają mi INNI, których kocham, którzy słuchają mnie jak płaczę i jak się cieszę. Ci którzy mówią „spokojnie, teraz zajmij się tym, a potem czymś innym”. Tak…o kobietach trzeba pamiętać. O tym, że pomimo rosnącego chwastu wokół, są jeszcze TAKIE okazy, co kwitną niczym piękne słoneczniki wyciągając się z uśmiechem i energią w stronę słońca.

Jestem nieco przerażona. Każdego dnia dzieje się tyle rzeczy, że tak naprawdę zaczyna działać już reakcja obronna. Przestaje mi się chcieć robić COKOLWIEK. W głowie plączą mi się myśli, chciałabym robić tak, a potem inaczej, chciałabym próbować kontrolować rzeczy, ale nie potrafię. Niezrozumienie, nerwy, osłabienie, jestem jak bomba tykająca, tylko nie wiadomo kiedy wybuchnie.
Mam plan, w końcu usiadłam i pomyślałam, co bym chciała. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę. Wiem co chcę robić w życiu. To co chcę, jest dla mnie bardzo nieznane, ale próbuję przypomnieć sobie takie chwile, kiedy coś poznawałam od podstaw i wtedy też nic nie widziałam. Najgorzej zacząć. Powtarzam sobie codzienne „spróbuj, dasz radę” .

Żeby tylko złapać ten wiatr w żagle i popłynąć.

Duch  - substancja, która sama się porusza, swobodnie i samorzutnie działa, zupełnie przeciwnie do materii.

 

Nie znoszę chamstwa, buractwa, braku szacunku, szantażu, wypominania, obietnic bez pokrycia.
Nie znoszę kłamstwa, udawania i sztucznych zachowań.

Nie potrafię uwierzyć, że na tym świecie tylu ludzi oszukuje, ma „podwójne życie”, toczy „gry” i jednocześnie potrafi stanąć twarzą w twarz i spojrzeć głęboko w oczy.
Nie potrafię uwierzyć, że na świecie naprawdę istnieją Ci – tak zwani „chuje” i Te – tak zwane „szmaty”. Nie rozumiem dlaczego ludzie zazdroszczą i jakby mogli życzyli by Tobie, by w końcu się coś nie udało.
Nie rozumiem, dlaczego przestano dbać o tradycje, ciepło, szczerość i romantyzm.

 

Dziękuję, że mam nowe trzy książki.
Dziękuję, za przyjaciół.
Dziękuję, za pióro, maszynę i moją muzykę.
Za moją miłość życia- wiolonczelę.
Kubek zimnej wody, wódki, wina, soku.
Za psa.
Za spacer.
Za to, że już za chwilę wiosna.
I za to, że mam do kogo się przytulić.

 
Jak dobrze, że mam jeszcze duszę…

SPADANIE
CZYLI O ELEMENTACH WERTYKALNYCH
I HORYZONTALNYCH W ŻYCIU CZŁOWIEKA
WSPÓŁCZESNEGO

Dawniej
bardzo bardzo dawno
bywało solidne dno
na które mógł się stoczyć
człowiek

 

człowieka który się znalazł na dnie
dzięki swej lekkomyślności
lub dzięki pomocy bliźnich
oglądano z przerażeniem
zainteresowaniem
nienawiścią
radością
wskazywano na niego
a on czasem dźwigał się
podnosił
splamiony ociekał

 

Było to solidne dno
można powiedzieć
dno mieszczańskie

 

inne dno było przeznaczone
dla pań inne dla panów
w tamtych czasach bywały
na przykład kobiety upadłe
skompromitowane
bywali bankruci
gatunek obecnie prawie
nieznany
swoje dno miał polityk
kapłan kupiec oficer
kasjer i uczony

 

bywało niegdyś także drugie dno
obecnie istnieje jeszcze mgliste
wspomnienie
ale już dna nie ma
i nikt nie może
stoczyć się na dno
ani leżeć na dnie

 

Dno o którym wspominają
nasi rodzice
było czymś stałym
na dnie
jednak
było się kimś
określonym
człowiekiem straconym
człowiekiem zgubionym
człowiekiem który
dźwiga się
z dna

 

z dna można też było
wyciągać ręce wołać „z głębokości”
obecnie gesty te nie mają większego
znaczenia
w świecie współczesnym
dno zostało usunięte

 

ciągłe spadanie
nie sprzyja postawom
malowniczym pozycjom
niezłomnym

 

La Chute Upadek
jest możliwy jeszcze
tylko w literaturze
w marzeniu gorączce
pamiętacie to opowiadanie

 

o porządnym człowieku

 

nie skoczył na ratunek
o człowieku który uprawiał „rozpustę”
kłamał bywał policzkowany
za to wyznanie

 

wielki zmarły może ostatni
współczesny moralista francuski
otrzymał w roku 1957
nagrodę

 

jak niewinne bywały upadki

 

pamiętacie
z dawnych bardzo dawnych
czasów
Wyznania
Confessiones
biskupa Hippo Regius

 

W sąsiedztwie naszej winnicy była grusza, pełna owoców, nie
nęcących ani kształtem, ani smakiem. Do jej otrzęsienia i za-
brania gruszek udaliśmy się, niecni młodzieńcy, późną nocą,
przeciągnąwszy aż do tego czasu zgubnym zwyczajem zabawę
na placu. Zabraliśmy stamtąd ogromną ilość nie na naszą ucztę,
lecz chyba aby rzucić wieprzom, choć nieco zjedliśmy;
dopuściliśmy się tego tym chętniej, że nie było wolno. Oto serce
moje, Boże, oto serce moje, nad którym się ulitowałeś, gdy
znalazło się na dnie przepaści…

 

„na dnie przepaści”

 

grzesznicy i pokutnicy
święci męczennicy literatury
baranki moje
jesteście jak dzieci przy piersi
które wejdą do Królestwa
(szkoda że go nie ma)

 

- Czy ojciec wierzy w Boga – zawołał znów Stawrogin
- Wierzę.
- Jest powiedziane, że wiara góry przenosi. Gdy wierzysz,
a karzesz górze, aby się ruszyła, to się ruszy… przepraszam, że
plączę. A jednak zaciekawia mnie: czy ojciec ruszy z miejsca
górę?

 

takie pytania zadawał „potwór” Stawrogin
a pamiętacie jego sen
obraz Claude Lorraina
W Galerii Drezdeńskiej
„mieszkali tu piękni ludzie”
Camus
La Chute Upadek
Ach, mój drogi, dla człowieka, który jest sam, bez
boga i bez pana, ciężar dni jest straszliwy

 

ten bojownik z sercem dziecka
wyobrażał sobie
że koncentryczne kanały Amsterdamu
są kręgiem piekła
mieszczańskiego piekła
oczywiście
„tu jesteśmy w ostatnim kręgu”
mówił do przygodnego towarzysza
w knajpie
ostatni moralista
francuskiej literatury
wyniósł z dzieciństwa
wiarę w Dno
Musiał głęboko wierzyć w Człowieka
Musiał głęboko kochać Dostojewskiego
musiał cierpieć nad tym
że nie ma piekła nieba
Baranka
kłamstwa
zdawało mu się że odkrył dno
że leży na dnie
że upadł

 

Tymczasem

 

dna już nie było
mino woli zrozumiała to
pewna panienka z Paryża
i napisała wypracowanie
o spółkowaniu witaj smutku
o śmierci witaj smutku
a wdzięczni czytelnicy
po obu stronach
tak zwanej dawnej
żelaznej kurtyny
kupowali jej…
na wagę złota
panienka pani ta
panienka ta pani ta
zrozumiała że nie ma Dna
nie ma kręgów piekła
nie ma wzniesienia
i nie ma Upadku
wszystko rozgrywa się
w znajomej
niezbyt wielkiej okolicy
między
Regio genus anterio
regio pubice
i regio oralis

 

a to co było niegdyś
przedsionkiem piekła
zostało zmienione
przez modną literatkę
w vestibulum
vaginae

 

Zapytajcie rodziców
być może pamiętają jeszcze
jak wyglądało dawne Dno
dno nędzy
dno życia
dno moralne

 

„Dolce vita”
czy Krystyna Keller
żyła na dnie
raport lorda Denninga
stwierdza coś
wręcz przciwnego
Mons pubis
z tego szczytu
roztaczają się rozległe
rosnące widnokręgi
gdzie są szczyty
gdzie otchłanie
gdzie dno

 

czasem mam wrażenie
że dno współczesnych
leży płytko tuż pod powierzchnią
życia
ale to chyba jeszcze jedno złudzenie
być może istnieje w „naszych czasach”
potrzeba budowy
nowego przystosowanego
do naszych potrzeb
Dna

 

Mondo Cane
dlaczego ten obraz zrobił na mnie
wielkie wrażenie rosnące jeszcze
ciągle rosnące
Mondo Cane ein Faustschlag ins Gesicht
Mondo Cane film bez gwiazd
Mondo Cane
ludzie tam jedzą tańczą zabijają zwierzęta
„robią miłość” tańczą modlą się konają
kolorowy reportaż

o agonii
o agonii starych ludzi
o kuchni chińskiej
o agonii rekina
o przyprawach
o uśmiercaniu starych
samochodów
pamiętam zgniatanie form
zgniatanie metalu
pisk i zgrzytanie
unicestwianie karoserii
metalowe wnętrzności samochodu
cmentarz samochodów
jeszcze jeden sposób malowania
obrazów w takt niebieskiej muzyki
w Paryżu odciskanie ciała na białych płótnach
chusta świętej Weroniki
oblicze sztuki
usta milionerów usta ich kobiet
smażone mrówki larwy owady
czarne kopczyki na srebrnych misach
wargi jedzących
czerwone wargi w Mondo Cane
świecące czerwone wargi wielkie
poruszają się w Mondo Cane

 

Następnie rozpoczęto dyskusję
nad rozdziałem III schematu o Kościele
o ludzie Bożym i laikacie

 

Kardynał Ruffini
powiedział
że pojęcie Ludu Bożego
jest bardzo nieprecyzyjne
ponieważ III rozdział
nie otrzymał kwalifikowanej większości
głosów został odesłany
do Komisji Liturgicznej
dla przepracowania

 

W sąsiedztwie naszej winnicy była grusza, pełna owoców, nie
nęcących ani kształtem, ani smakiem… wyznał Augustyn

 

czy zwróciliście uwagę że
wnętrza nowoczesnych domów bożych
przypominają
poczekalnię dworca
kolejowego lotniczego

 

Spadając nie możemy
przybrać formy
postawy hieratycznej
insygnia władzy wypadają z rąk

 

spadając uprawiamy nasze ogrody
spadając wychowujemy dzieci
spadając czytamy klasyków
spadając skreślamy przymiotniki

 

słowo spadnie nie jest
słowem właściwym
nie objaśnia tego ruchu
ciała i duszy
w którym przemija
człowiek współczesny
zbuntowani ludzie
potępione anioły
spadały w dół
człowiek współczesny
spada we wszystkich kierunkach
równocześnie
w dół w górę na boki
na kształt róży wiatrów

 

dawniej spadano
i wznoszono się
pionowo
obecnie
spada się
poziomo

 

1963

 

Twarz trzecia 1968 Tadeusz Różewicz

16 marca. Pogoda za oknem całkiem znośna. Wyciągnęłam dzisiaj płaszcz, pomimo, że jeszcze nieco za wcześnie na niego. Nie dbam o to.  Założyłam go rano i poczułam tę lekkość ubrań na swoim ciele. Wypiłam kawę, przejrzałam kilka frapujących mnie tematów i piszę.
Wczoraj był dzień nie do zniesienia. Przytłaczająca świadomość ludzkiego cierpienia, które rozgrywa się za drzwiami szpitala potrafi niekiedy doprowadzić mnie do rozpadu. Rozsypuje się na małe kawałki i nie mogę znieść bólu, a dokładniej widoku ludzi w chustach, bez włosów,  tych przemęczonych oczu i nadziei, która na szczęście umiera ostatnia. Skojarzyło mi się to z czasem, kiedy to ja musiałam każdego dnia, dawać tę iskrę energii Komuś, kto wtedy jej potrzebował i zapewne potrzebuje nadal, ale odległość nie pozwala na tak doraźną pomoc.
Niekiedy nienawidzę miejsca w którym pracuję. Niekiedy nie mam na to po prostu siły. Mimo, że wiem, że ta obecność tutaj jest niezbędna i tak naprawdę lubię to co robię  TUTAJ, to przenikający smutek ludzi na korytarzu potrafi niekiedy rozmiękczyć …. nie jednego twardziela…

Miałam wczoraj cudowny dzień. Domowy…leniwy, w kuchni pachniało pysznym jedzeniem, w powietrzu czuć było świeżość, przysypiałam na fotelu, a potem byłam rozbudzana, jadłam, popijając wino, czując spokój i ukojenie…Taki zwykły dzień, ale pełen czułości, bliskości…doskonały by złapać oddech wolności…

Kobieta…