Z kategorii Koncertowo

to ktoś taki, kto każdego dnia pyta: ‘jak się dzisiaj czujesz ?’, klęczy przed tobą przez 30 minut i z uśmiechem na twarzy tłumaczy, po co Ci bark i ramię do grania…
Potem wyjmuje wiolonczelę Amatiego ze zwykłego futerału i gra koncert na największych scenach świata…

To było 12 bardzo dobrych dni. Wprawdzie połowa dni zakryte było deszczowymi chmurami, było zimno i dosyć wietrznie, ale to nie przeszkadzało by poznać tak niezwykłą osobę jak Claus Reichardt.

Bałam się nieziemsko. Bałam, gdyż zajęć z nauczycielem nie miałam od 6 lat, a nagle pojawiłam się u wielkiego mistrza, z totalnie nowym programem (oczywiście klasycznym- gdzie klasycznej sonaty wiolonczelowej nie grałam od wieków), looperem w plecaku, kablami i pomysłami na swoją muzykę!

Nauczyłam się, że najważniejsze, to znaleźć spokój. Oddychać i śpiewać. A wtedy znajdziesz swój własny ” środek”…Dowiedziałam się, że pogoda mi wcale nie przeszkadza, że dobrze mi w ciszy, że uwielbiam stare drewniane meble, okrągłe stoły, zegarki i zapach lawendy czy róż…uwielbiam drewniane podłogi…kocham przelatujące nocą świetliki w parku i zapach lata na łące. Nie przeszkadzają mi wywalające korki w mieszkaniu i skrzypiąca podłoga…

Kiedy 10 lat temu byłam w Łańcucie, klimat kursów kojarzył mi się tylko i wyłącznie ze stresem. Było fajnie, ale zbyt ambitnie jak na moje -naście lat. Teraz też trochę nerwów było, ale i dużo niespodzianek.
Szczególnie będę wspominać ten wyjazd, gdyż na swój sposób – MÓJ AUTORYTET – (nawet nie wiedziałam, że mam taki), chętnie słuchał co mam do powiedzenia i podjął się pomóc, rozwiązać moje problemy z wiolką. Dał mi duży kredyt zaufania. Tak czuję. Nie zawiodę go i będę pracować (choć to proste nie będzie), by móc wykorzystać te szanse, które mi właśnie otworzył :)

Potrzebowałam nieco adrenaliny, więc… wymyśliłam sobie granie.
Totalna improwizacja! I z miejscem i programem….przecież ja ledwo co ogarniam ten looper! :) Jedyne co pewnie zdecydowałam to dzień. Bo dziś nie tylko mamy pierwszy dzień lata ale i Światowy Dzień Muzyki! :)
…cóż…kiedyś w końcu trzeba sprawdzić te sprzęty na baterie.
Ciekawe jak długo pociągną….

Zapraszam dzisiaj do Królikarni, godzina 18:30.

Spełnia się spełnia to jedno z marzeń…  :)

… różne rzeczy się dzieją. Specjalnie staram się nie zastanawiać nad tym, co dokładnie, gdyż potęga emocji, towarzyszących każdemu zdarzeniu, jest tak duża, że mogłoby to się skończyć migreną, chorobą (która i tak mnie dopadła i właśnie łykam antybiotyk)…więc…
Więc dopijam Guinness’a słuchając Zoë i myślę, że takiej pustki w głowie nie przypominam sobie wcześniej. Nigdy jeszcze nie słyszałam tak wyraźnie dźwięków mieszkania…poruszenia roślin, wycieczek nieproszonych wielonożnych gości…ciszy.

…………………………………………..

Spotykam ostatnio nowe osoby. Niestety! Tzw. „pierwsze wrażenie” nie ma nic to tego, jakie jest „drugie”, podejście do życia, konsumpcji, pieniędzy, też jakoś jest mi obca. Czy jeszcze istnieją tacy, co po prostu kierują się własną intuicją, uczuciami, pasją?
……………………………………………………..

Niewiele jest osób, które umieją się zdobyć postawić wszystko na jedną kartę. Spróbujesz?
Ze statystyk wynika, że raczej zrezygnujesz z własnego „szczęścia”, pogrzebiesz głęboko to, co czujesz, żeby tylko nie dopuścić „tego czegoś”.  Ludzie boją się wyzwań, chcą „coś” osiągać, ale nie chcą zawalczyć. Ludzie boją się własnego wewnętrznego głosu…bo co by było gdyby powiedziało …

ZRÓB TERAZ WSZYSTKO INACZEJ. IDŹ ZA GŁOSEM SERCA

Ile wtedy pięknych rzeczy mogłoby się wydarzyć….

………………………………………………………………….
Smutne to wszystko. Ci bowiem, którzy potrafią „przenosić góry” czekają na nie wiadomo co, Ci zatem co „te góry przenoszą” są …niezauważalni…

……………………………………………………………………..
Czasem jest tak, że nie mam sił. Teraz chyba częściej. Jednocześnie szybciej naładowuje akumulatory. Szybciej niż kiedyś. Oddycham wolniej.  Żyję pełniej.
…………………………………………………………………………………………………………………

Potocznie to, co ludzie nazywają „życiem” może zaskoczyć…Z utęsknieniem czekam na te pozytywne zaskoczenia.

 

Bycie prędkim nie zawsze jest fajne.
Jeśli bowiem, przeżywa się szybciej, odczuwa się szybciej, rozumie się pewne rzeczy szybciej … To nagle, kiedy staniesz, okazuje się, że wokół nie ma nic,
oprócz tej cholernej długiej drogi, którą podążasz.

….zdobyłam:

Spóźnieni kochankowie Whartona
Złodziej czasu Pratchett’a
Przewodnik po Warszawie i
bilet na koncert Bobby’ego McFerina ;)

Mogę iść spać.

Jak oglądam ten film…

CELLO

Miało być sentymentalnie i miały powrócić wspomnienia. A wszystko przez koncert zespołu „Blackfield”. Kiedyś słuchając tego zespołu wylewałam łzy wiadrami, lecząc swoje serce. Przedwczoraj sięgnęłam znów do nich, by zdecydować czy chce iść. Zaskoczyło mnie to, że już „czegoś takiego” nie słucham. Ich muzyka jest delikatna, za delikatna, po prostu środki wyrazu użyte przez muzyków nie trafiają.
No więc miało być sentymentalnie, miały powrócić wspomnienia. Miałam pójść na koncert z kuzynką, która mnie odwiedziła.
W końcu poszłyśmy na wycieczkę po Mokotowie, a Ona uznała, że to Warszawa jakiej nigdy nie znała…;)
Stare Miasto i moja ulubiona trasa nad Wisłą…tak sobie szłyśmy drogą, którą już znam na pamięć a nagle widzę taki mały lokal…plakat: Koncert ATOM STRING QUARTET.
Moja znajoma od wielu miesięcy przekonywała mnie, bym się na nich wybrała, więc weszłyśmy. Zostałyśmy. Koncert był świetny, odpoczęłam, naładowałam bardzo pozytywną energią.
Na dodatek, coś czuję, że w końcu znalazłam godnego następce dawnego Hilusia i Foto Cafe 102, którego zawsze, kiedy jestem w Łodzi odwiedzam.
Ciekawe czy Wam też tam się spodoba jak mnie :)

 

próbka
Atom String Quartet

 

rozpieprzyło mnie na pół. Czwartek rozpieprzy mnie jeszcze bardziej :]