Z kategorii Muzycznie

Wczoraj dosłałam prezent. Nie dość, że niezwykle ważny, to jeszcze od wyjątkowych osób. Nic nie cieszy bardziej, niż świadomość, że nawet niedługi czas potrafi zbudować więź między ludźmi, na tyle mocną, że wiedzą, jakie bułki lubisz, czemu znów wydajesz w automacie 2.40zł i dlaczego znów dziś nie jadłeś śniadania :)

Dziękuję!

Od kilku dni siadam i próbuje napisać choćby kilka słów. Naprawdę mam o czym…
Nie potrafię tego wyrazić w słowach – TERAZ.
Wszystko się zmieniło. Nie ma ani jednej, takiej samej rzeczy niż dotychczas.
Chyba nie dotarło to jeszcze do mojej świadomości.
Tak bardzo chciałabym się tym podzielić. Najwidoczniej nie ten czas, nie ta chwila. Poczekam. Nic nie jest bez znaczenia.

Wczoraj byłam w kinie na filmie “Incepcja” (reż. Christopher Nolan) i mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że dawno nie oglądałam tak dobrego filmu! Przedstawiony świat na granicy snu i jawy po prostu mnie powalił, a muzyka? Właśnie przesłuchuję Soundtrack .  Hans Zimmer jest geniuszem! Uwielbiam jego kompozycje.
Sprawdźcie sami!

Odkrywam nagrywanie na mini dysku. Wiem… tak nagrywano dawno temu, ale mnie odpowiada ten sposób, gdyż wiąże się  z trzema przyciskami: rec, stop, play i małą ilością kabli do podłączania.

To idealne rozwiązanie dla osoby tak niecierpliwej jak ja. Wcześniej podłączenie pick-up’a, kabli, karty dźwiękowej, programu, doprowadzał mnie do takiego stanu, że zanim cokolwiek ustawiłam, to zdążyłam już stracić zapał do nagrania. Teraz mikrofon wisi na pulpicie, wciągam słuchawy na uszy (dzięki Gregory), włączam rec i gram!

Po dwóch dniach, dysk zapełnia się całkiem pokaźną ilością ścieżek. Wystarczy zrzucić materiał na komputer, sformatować mini dysk i można nagrywać dalej.
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że wiolonczela w tych nagraniach brzmi jak wiolonczela, dźwięk jest pełny i przede wszystkim ma w sobie moc. Wprawdzie jeszcze nic z tymi ścieżkami dalej nie robiłam, ale sądzę, że będzie można wiele fajnych rzeczy wyciągnąć z tych nagrań. A kawałki, może w końcu zaczną brzmieć tak, jak sobie wymyśliłam!

Zoe Keating wydała nową płytę “Into The Trees”. Przesłuchałam ją wczoraj, słucham z rana i jestem nieco rozczarowana. Moim zdaniem jej wcześniejsze pomysły były o niebo lepsze! By samemu ocenić jej poczynania nie kierując się opinią jednej osoby, podaje źródło gdzie można przesłuchać większą część nowej płyty: Into The Trees .

Ostatnio bardziej zainteresowała mnie Julia Kent,
która ma koncert 20 września w Kopenhadze!

Czym? Chyba wszystkim co się dzieje wokół :))))

Ostatnio uznałam, że moja technika pozostawia wiele do życzenia. Znalazłam zatem stronę z darmowymi nutami dla wiolonczelistów. Wydrukowałam 2 zbiory ćwiczeń na prawą, na lewą rękę – i dla radości jeden z kaprysów Piatti’ego. Od kilku dni ćwiczę.
Legato, staccato, arpeggio, zmiany pozycji, skoki w melodiach, atonalność, rytm, szybkość. Ogólnie- wymiękam.
Kciuk boli niemiłosiernie od strun, które wbijają mi się w skórę…taki kaprys sobie wybrałam. Aczkolwiek nie dlatego, żeby poćwiczyć kciuk, po prostu ten kaprys jest piękny, a że nie wiem czy w moim zasięgu…zobaczymy…rozczytałam dopiero pół strony, czyli około 1:20 nagrania z YouTube’a (oczywiście w tempie żółwia, ale przynajmniej już nie “chodzę po sąsiadach” i świadomie stawiam palec).

Ciekawe jak długo będzie trwała moja determinacja, by granie stało się czymś więcej, niż poprawnym wykonaniem…

Gdy brak Ci słów, opisz mnie nutami swojego serca,
a w zamian otrzymasz muzykę moich najpiękniejs
zych snów.

The Irrepressibles