Z kategorii Muzycznie

Dzisiaj z muzyką spędziłam czas do 4:30 rano. Spałam 2 godziny i poszłam do pracy.
Już wszystko wiem, nie oszukam samej siebie. Nawet jakbym chciała być kimś innym, nie zmienię tego, kim jestem tam w środku.

Odnalazłam siebie i wszystko nagle zaczęło grać…

 

Śpię po 3 godziny. Zmiana czasu doskwiera, ale energii nie brakuje. Zaskakujące. Zaskakujące są te dni. Słucham moich pomysłów zapisanych gdzieś i myślę sobie…jaaa…woow..uszy mi się trzęsą..nagle rzucam to, bo tu gdzieś znów coś nowego w innym stylu i nagle znów coś jeszcze w innym i pierwszy raz od 2 lat grałam dzisiaj z kimś. Pierwsze 10 minut- żenujące. Spięłam się, zestresowałam, ale potem jak już byłam sama i wróciłam do tego…WOW…!!!?! czuję to! i się tyle nauczę, znów coś nowego…i nagle ta świadomość, że już 22…i już powinnam odpocząć odsapnąć a tu jeszcze chciałabym tyle. Powinnam dobrze zarządzić czasem w pracy  i znów od nowa wszystkiego się nauczyć, brakuje mi tylko wolnej powierzchni od tych kabli…zabawne, marzyłam mieć tysiące kabli i mam, ale teraz po prostu już o nie się obijam. Wszystko gra i buczy a za chwilę znów będzie kolejna nowa rzecz. Oszaleję, ale tak pozytywnie. Patrzę na tę myszkę Miki w zegarku z Disneylandu i dumam, ale fajnie, że sobie kupiłam zegarek tam on taki śmieszny… nóżki Miki wskazują godziny i minuty :))

 

Zacznę od czegoś bardzo miłego, bo nieczęsto zdarzają mi się takie chwile. Czy można cieszyć się jak głupek,gdy w ręku trzyma się kolejną „zabawkę” muzyczną i jest to coś, niekoniecznie drogiego, niekoniecznie zmieniającego świat muzyczny, ale coś, co jak trzymasz w ręku, to nawet podniecasz się delikatnością metalu, dodatku gumki, miękkiego przełącznika, cudownie zbalansowanych suwaków…:))))

TO BYŁO PYTANIE RETORYCZNE! Oczywiście, że można i po prostu zaczynam uwielbiać Pana Darka- kuriera z Rolanda, nie dość, że dostaje sprzęty w 3 sekundy, to zawsze jest cudownie miły i każe mi zabrać długopis, którym podpisuje papiery :)))

To nie jest podlizywanie się, zawsze było mi bardzo daleko do czegoś takiego, ale…firma Roland Polska jest naprawdę bardzo życzliwa i ma fajnych ludzi. Nie wiem, czy trafiłam tylko na takich i jestem taką szczęściarą, ale od kiedy pamiętam ludzie, którzy choćby w najmniejszy sposób mi pomogli, byli po prostu niesamowicie zaangażowani i czuję, że ktoś się mną opiekuje. Oczywiście nikt się nie opiekuje, ale jeśli ma się szansę, skorzystać z czegoś, co samemu nie byłoby możliwe, a teraz jest….to nad czym się tutaj zastanawiać!!

Mnie ta firma pasuje! Za tydzień zobaczę jak bardzo mi pasuje, a tymczasem mogę być żywą reklamą dla tej firmy! jeśli by chciała…ja się podpisuję!

 

małe Wielkie niespełnione

Ciężki stan tego serca. Bije, ale mocniej nie potrafi. Chce, ale nie ma sił. Jakby wokół wszystkie naczynia się zwęziły i nie dopuszczały do siebie. Niekiedy w ogóle przestaje już bić, nie chce bić. Podobno, jak często bije nierówno, to bardzo boli. Ściska w pół, jakby krew lała się strumieniem. No ale przecież to niemożliwe. I działa sobie takie serce, niekiedy czuje jakieś ciepło, czuje coś, co wydaje się jakieś bezpieczne. Czuje się wtedy cudownie. Skacze, bije, tętni! Pewnego dnia jedno z serc przypomina sobie historie. Dawno temu inne bicia serc opowiadały, że niekiedy zdarza się tak – a podobno zdarza się to raz na milion lat – że  dwa serca spotykają się, przyciągają i ładują jak akumulatorki. Zlizują blizny przeszłości, budują mosty przyszłości. I czują wir tętniącej krwi… Niestety często tak jest, że ich szczęście jest połowiczne, gdyż nie dane im odnaleźć siebie. Czują siebie, są blisko i biją mocno, ale mieszkają na innych biegunach życia.Widzą się, są na wyciągnięcie swoich naczyń, jednak połączyć się nie mogą…

Słyszano, że w innych rejonach, są serca, które wyciskają z serc innych cały krwowitaminowy sok i porzucają, gdy serce już odmawia posłuszeństwa. Takie serca są najbiedniejsze. Pokaleczone, pokłute, poszarpane, próbują resztą swych sił uderzyć choć kilka razy.

Są też takie z happy endem. Gdzie serce spotyka drugie serce i czuje, że już odłączyć się nie da. Takie zcalone pędzi,wali, żyje. A kiedy musi odpocząć, jedno serce pomaga, gdy drugie jest słabsze.  Ładuje drugie, gdy pierwsze opada z sił. Razem pompują życiową krew do swych komór i czują jak wszystko wokół wibruje. Podobno takie stany u ludzi nazywają miłością. Serca nie wiedzą co to znaczy, wiedzą tylko czy dobrze się czują z drugim sercem, a jak czują się  w towarzystwie innych. Ile różnych serc – tyle różnych odcieni miłości. Jedna wielka, druga mała, inna nigdy nie spełniona…

28 kwietnia 2009, 00:27

Wysłałam zgłoszenie. Namiar na festiwal znalazłam przypadkiem. Złość mną pokierowała! Usiadłam i pomyślałam! Jak to nie będę grała żadnego koncertu w tym roku?? Zgłoszenie wysłane po terminie…przeszło! Pomysł- ZAHIR. Tu byłaby kolejna historia skąd tytuł i wszystko….innym razem może…
W tym czasie,  jak zwykle tysiąc spraw w pracy, pick-up źle ustawiony…ustawienia loopera nie opanowane… wolne od pracy na tydzień, granie od rana do momentu aż miałam siłe :) Kawałki..większość z nich nie miały nawet dwóch tygodni, bo wiadomość, że dostałam się na Sopot Fringe przyszła późno i miałam zaledwie 3 tygodnie by się przygotować. Nowy looper, nowe kawałki, a dzień przed wyjazdem wpadłam na pomysł, że potrzebuje jeszcze jeden sprzęt?!! Całkiem szybko na to wpadłam. Mail do Roland Polska i pytanie na żywioł! Dzień później, kurier już pukał do mych drzwi!! :) Super!

Tyle, że samochód się zepsuł, sprzętu masakrycznie dużo, napięcie w powietrzu.
W jedną stronę polski bus, w drugą pociąg…umęczenie totalne…
….

Tyle pracy, wiary w to, żeby  zagrać po prostu, być …sprawiło, że się udało.
Byłam szczęśliwa bo miałam wariackie leginsy, o nagrodzie nie pomyślałam…dużo było artystów, a ja niekoniecznie byłam zadowolona z mojego wykonania. Ja chyba nawet nie wiedziałam, że jest taka nagroda, wiedziałam o nagrodzie publiczności!  I dzisiaj ta wiadomość, że dostałam wyróżniona i w nagrodę jadę za rok do Sztokholmu…marzyło mi się to…już kombinowałam co tu zrobić, żeby mieć kasę na taki zagraniczny fringe?! :)

NAGRODA STOFF

 

Kiedy dostałam mail…odpisałam…”żartujecie, prawda?” mało profesjonalnie, ale nigdy nikt tak mnie nie wyróżnił, pomyślałam, pomylili się. Nagle rozległ się telefon – TAK to PRAWDA! Nie wiem jak ważna to jest nagroda. Pojechałam by zagrać. DLA SIEBIE.

 

WYTRWAŁOŚĆ POPŁACA I CHODZENIE WŁASNYMI DROGAMI TAKŻE.
JEŚLI TYLKO WIERZYSZ W CO ROBISZ I KOCHASZ TO CO ROBISZ POMIMO WSZYSTKO I WSZYSTKICH!

 

P.S. Byli tacy co mi odradzali wyjazd…ten wyjazd nie był usłany różami..raczej cierniami, ale UPARTA JESTEM. Dzięki dziadku za tę cechę!

 

 

Biżuterię zdołałam już wrzucić tutaj, ale ubranie?!! Nie :)

Wprawdzie mam kilka magicznych folderów na swoim pulpicie, gdzie zbieram pomysły, inspiracje – w tym także ubrania…ale…właśnie urodziło mi się coś bardzo nowego…

Kolejny koncert, nie najbliższy, ale następny zagram w takiej oto kreacji. Jeszcze nie wiem skąd ją wytrzasnę, nie mam pojęcia gdzie zagram….ale..
kolczyki, o których tak długo marzyłam z piórami…już mam! wprawdzie nie są takie jak na zdjęciu, są identyczne!!?! tylko czarne!? Poza tym totalnie koncepcja ich mi się zmieniła jak je zdobyłam – dzięki mojej mega koleżance E.K. i zrobiłam z nich oprócz kolczyków wisior wielki łapacz snów…cuddo..kiedyś cynkę zdjęcie i wrzucę. 

Tymczasem…kolejny koncert nazwę Madame Czarne Chmury (Madame Black Clouds)
A jednym z utworów, który zagram, a jeszcze nawet nie zdążyłam o nim pomyśleć, wymyślić, przyśnić…
nadam nazwę: STAY COOL 

 

 

Zatem rozpoczynam poszukiwania kreacji :)

Zaczęłam także kilka innych rzeczy, baardzo różnych ale to jeszcze nie czas na prezentacje :)

Poza tym nic się nie dzieje…gram! :)

Podczas długich wieczornych sporów, dyskusji, analizy, słuchania, śpiewania
i zastanawiania się, czy mój kamerton stroi dobrze, czy „A” to właściwe „A”…doszliśmy do wniosku, że niestety trzeba stary kamerton odłożyć na półkę i poszukać nowego.
W moim przypadku to dosyć ważna sprawa – gdyż, gdziekolwiek jestem kamerton mam przy sobie i nasłuchuję jego brzmienia… i tak już mam od lat…autobus, metro, wyjazd w góry, skały, teatr, kino, koncert, zorza, praca…można by wymieniać w nieskończoność…zawsze towarzyszy mi kamerton. Mój sposób na spokój, nudę..
Zafascynowana jestem brzmieniem kamertonu i uwielbiam sprawdzać, czy „A” które sobie śpiewam pokrywa się z „A” kamertonu.

Dzisiaj spotkała mnie niespodzianka. Koledzy z pracy sprawili mi prezent w kształcie, całkiem porządnego tematu!:)
Oto moi drodzy przedstawiam DRUGI mój w życiu kamerton.

Stary odkładam na półkę i przyzwyczajam się do NOWEGO! :)))

Jakaś wiosna tej jesieni

miejsce gdzie będą się spełniać moje marzenia.